Rosjanie mieli symulować atak rakietowy na Estonię. "Nigdy nie było tak poważnie"

Agnieszka Miastowska
22 czerwca 2022, 06:53 • 1 minuta czytania
Estonia twierdzi, że Rosja w wysoce prowokacyjnym ruchu naruszyła jej przestrzeń powietrzną helikopterem. Przekazano, że trwające rosyjskie ćwiczenia wojskowe codziennie symulują ataki rakietowe. – To jest obraz zagrożenia. Nigdy nie było tak poważne, jak teraz – powiedział Kusti Salm, najwyższy urzędnik służby cywilnej w estońskim ministerstwie obrony.
Rosja miała symulować atak rakietowy na Estonię. Helikoptery Fot. East News/Cover Images

Rosja miała symulować atak rakietowy na Estonię

– To jest obraz zagrożenia. Jak postrzegamy zagrożenie ze strony Rosji. Nigdy nie było tak poważne, jak teraz – powiedział fińskiej gazecie "Iltalehti" Kusti Salm, najwyższy urzędnik służby cywilnej w Ministerstwie Obrony Estonii. Portal Sky News informuje, że ministerstwo zarzuciło Rosji "wielokrotne naruszanie granic" przez helikoptery i symulowanie ataków rakietowych przed szczytem NATO, który w przyszłym tygodniu odbędzie się w Madrycie.

Władze w Estonii podkreślają, że Rosja po raz pierwszy pojawiła się w jej przestrzeni powietrznej helikopterem "w wysoce prowokacyjnym ruchu". Do Tallina wezwano też ambasadora Rosji, aby przedstawił swoje stanowisko w sprawie śmigłowca straży granicznej, który w sobotni wieczór wszedł w estońską przestrzeń powietrzną na dwie minuty i bez pozwolenia.

Estonia odgrodziła się od Rosji

To nie pierwszy raz, gdy Estonia może czuć na plecach oddech Rosji. Już w kwietniu władze w Tallinie twierdziły, że Rosja jej grozi i zaplanowała w tym kontekście ćwiczenia wojskowe. Jak informowaliśmy w naTemat, 17 czerwca Estońska Straż Graniczna ogłosiła na swojej stronie internetowej, że ukończyła pierwszy, 23,5-kilometrowy odcinek fortyfikacji przy granicy z Rosją.

Początkowo zakładano, że uda się to osiągnąć dopiero w 2023 r., ale "szybkie tempo budowy i sprzyjające warunki pogodowe" pozwoliły zakończyć projekt dużo wcześniej. Inwestycja kosztowała 15,74 mln euro.

Pogranicznicy udostępnili z tej okazji wideo, na którym widać płoty ochronne wysokie na 2 m i zakończone drutem kolczastym. Wzdłuż pasa granicznego zainstalowano również systemy nadzoru, m.in. monitoring.

To oczywiście nie uchroniłoby Estonii przed ewentualnym atakiem powietrznym, jednak przedstawiciele estońskiego parlamentu wyrażają się jasno, mimo gróźb ze strony Władimira Putina.

"Na czasowo okupowanych terytoriach Ukrainy, w szczególności w Buczy, Borodziance, Hostomlu, Irpieniu, Mariupolu oraz w wielu innych ukraińskich miejscowościach, Federacja Rosyjska dokonała aktów ludobójstwa, między innymi morderstw, wymuszonych zaginięć, deportacji, uwięzień, tortur, gwałtów i profanacji zwłok" – napisano w oświadczeniu Riigikogu.

Ambasador Estonii w Ukrainie Kaimo Kuusk zapewnił, że pomoc Ukrainie będzie trwała, bo Estonia nie może pozostawić Ukrainy (oraz innych sojuszników zagrożonych rosyjską agresją) samej sobie. – Zdecydowaliśmy, że nigdy cię nie zostawimy. Nie zostawimy również innych przyjaciół, którzy także są ofiarami agresji – zadeklarował ambasador.

Czytaj także: https://natemat.pl/420721,przesmyk-suwalski-najgrozniejsze-miejsce-w-polsce