Kozy w filmie "Thor: Miłość i grom" były inspirowane viralem. A konkretnie memem z Taylor Swift

Zuzanna Tomaszewicz
13 lipca 2022, 17:08 • 1 minuta czytania
Widzów nowej produkcji Marvel Cinematic Universe zatytułowanej "Thor: Miłość i grom" z pewnością rozbawiły dwie kozy, które towarzyszyły głównemu bohaterowi niemalże przez cały film. Okazuje się, że dźwięki wydawane przez zwierzęta nawiązują do słynnego mema z piosenką Taylor Swift.
Mem z Taylor Swift zainspirował Taikę Waititiego. Fot. kadr z filmu "Thor: Miłość i grom"; Invision / East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Kozy z nowego "Thora" czerpały inspirację z mema

Dekadę temu w internecie robił furorę mem z piosenką Taylor Swift pod tytułem "I Know You Were Trouble" z jej czwartego albumu studyjnego "Red". Popowa artystka śpiewa w swoim utworze: "Now I'm lyin' on the cold hard ground / Oh, oh / Trouble, trouble, trouble". W memie fragment z "Oh, oh" zastąpiono dźwiękami wydawanymi przez kozę.

W "Thorze: Miłości i gromie" pojawiły się gigantyczne dwie kozy, które nie przestawały krzyczeć, co doprowadzało widzów do śmiechu. Reżyser filmu Taika Waititi wyjaśnił, że początkowo zwierzęta te miały nie wydawać z siebie żadnych odgłosów. Wszystko się zmieniło, gdy nowozelandzkiemu filmowcowi pokazano mema z kozą i kawałkiem Tay Tay.

– Ktoś w postprodukcji znalazł tego mema. Nawet nie wiedziałem, że takie coś istnieje. Usłyszałem krzyczące kozy i poczułem, że to coś niesamowitego – powiedział Waititi w rozmowie z Insiderem.

Przypomnijmy, że "Thor: Miłość i grom" wszedł do kin w zeszły piątek. Jak się okazuje, Marvel Cinematic Universe ma się czym chwalić. Podczas weekendu otwarcia czwarta część przygód nordyckiego boga Thora Odinsona zarobiła w Stanach Zjednoczonych aż 143 miliony dolarów, tym samym plasując się na liście najbardziej kasowych premier tego roku tuż za "Jurassic World: Dominion" oraz "Doktorem Strangem w multiwersum obłędu". W 47 innych krajach tytuł zainkasował 159 milionów dolarów.

"Taika Waititi wydał właśnie na świat mniej zabawną wersję 'Ragnaroka', tyle że z o wiele większą dawką żartów. Gdzie nie spojrzysz, tam sytuacyjny gag maskujący brak głębokiej fabuły, a potencjał był przecież ogromny. (...) Bez Christiana Bale'a w roli Gorra Bogobójcy ten statek zwany 'wielkim geniuszem Waititiego' naprawdę by zatonął" – czytamy w recenzji "Miłości i gromu" dla naTemat.

Może Cię zainteresować: