Loreen to ikona Eurowizji: może wygrać drugi raz, po 11 latach! Ale… taka historia już się wydarzyła

Ola Gersz
10 maja 2023, 20:16 • 1 minuta czytania
Jest Loreen i... długo, długo nic. Szwedka to zdecydowana faworytka bukmacherów na Eurowizji 2023, uwielbiają ją też dziennikarze i fani. Nic dziwnego, to eurowizyjna ikona, bo Loreen raz już wygrała: 11 lat temu z "Euphorią", o której powiedzieć, że była hitem, to nic nie powiedzieć. Czy z "Tattoo" 39-latka faktycznie ma realną szansę na powtórkę? Ale nie wszyscy wiedzą, że Loreen nie byłaby pierwsza – Eurowizja ma już jednego podwójnego zwycięzcę w swojej historii.
Loreen wygrała już Eurowizję w 2012 roku. Czy wygra drugi raz? Fot. Christine Olsson/AFP/East News // AFP PHOTO / Vano Shlamov

W 2012 roku o tym występie mówili wszyscy. Niby "Euphoria" to proste eurodance i EDM, zwykła "łupanka", która niemiłosiernie wpadała w ucho, ale czegoś takiego jeszcze nie było. Czego? Loreen.

Była sama (później dołączył do niej jeden tancerz) na ciemnej scenie, w długich, rozpuszczonych, powiewających "na wietrze" włosach, szerokich, barwnych spodniach i długiej podomce. Żadnych wizualizacji, rozbuchanej scenografii, rekwizytów. Mimo to nie można było oderwać od niej wzroku: poruszała się jak w transie, tańczyła, jak chyba nikt jeszcze nie tańczył, i wykonywała zawiłe gesty rękami.

A do tego ten głos. Mocny i czysty jak dzwon, który rozpalił i widownię w Baku w Azerbejdżanie, i widzów w całej Europie. "Euphoria" Loreen nie dała konkurentom Szwedki żadnych szans. Piosenka wygrała Eurowizję 2012, zdobywając łącznie 372 punkty, co wówczas było drugą najwyższą liczbą punktów w historii konkursu. 29-latka pobiła też absolutny rekord w największej liczbie "dwunastek", czyli najwyższej ocenie na Eurowizji, a aż osiemnaście krajów przyznało jej najwyższe noty.

"Euphoria" podbiła europejskie (i nie tylko) rozgłośnie radiowe. Była "numerem jeden" na listach przebojów w kilkunastu państwach, nie mówiąc już o "dwójkach" i "trójkach". Z miejsca stała się eurowizyjną ikoną (wielu nazywa ją Królową Eurowizji), a jej występ do dziś jest jednym z najbardziej kultowych od 1956 roku, czyli początku Konkursu Piosenki Eurowizji. To był świat Loreen, a my tylko w nim żyliśmy.

To zresztą nadal jest świat Loreen, co udowodniła tegoroczna Eurowizja. Szwedka powróciła: starsza, dojrzalsza, ale w mistrzowskiej formie, bo "Tattoo" to wciąż muzyczne, elektroniczne klimaty "Euphorii", ale w bardziej emocjonalnym, poruszającym tonie.

Znowu jest zdecydowaną faworytką: bukmacherzy dają jej 45 procent szans na wygraną, podczas gdy drugi według prognoz, Käärijä z Finlandii z "Cha Cha Cha", ma "tylko" 22 procent. W pierwszym półfinale wymiotła. Kim jest kobieta, która może wygrać Eurowizję dwa razy?

Loreen: zaczynała w "Idolu" i podbiła Europę "Euphorią"

Loreen tak naprawdę wcale nie nazywa się Loreen. Lorine Zineb Nora Talhaoui urodziła się w 1983 roku w Szwecji, państwie, który dla jej rodziców nie był pierwszym, a dopiero drugim domem.

Jej matka i ojciec są bowiem imigrantami z Maroka, a dokładniej są marokańskimi Berberami, którzy są rdzenną ludnością Afryki. Loreen, a raczej Lorine, wychowała się w liberalnym islamskim domu, a arabskie wpływy często są obecne w jej twórczości.

Szwedka przejawiała talent od małego i, jak to często bywa w takich historiach, na początku wzięła udział w krajowym talent show. Mowa o bijącym wówczas rekordy popularności "Idolu", w którym jako Lorén Talhaoui ostatecznie zajęła czwarte miejsce (dziś w filmikach z programu trudno ją rozpoznać). Nagrała singiel "The Snake" z Rob'n'Raz, a potem... zrobiła sobie przerwę od muzyki i zajęła się pracą przy telewizyjnych programach typu reality show.

Loreen wróciła do muzyki w 2011 roku. Jeszcze nie z przytupem. Wzięła udział w Melodifestivalen, festiwalu, który wyłania reprezentacja Szwecji w Eurowizji. Wystąpiła z piosenką "My Heart Is Refusing Me", ale przepadła, chociaż taneczny kawałek – który z "Euphorią" nie może się jednak równać – był hitem w szwedzkich rozgłośniach radiowych.

Rok później wróciła żądna zwycięstwa. Wykonała "Euphorię", wygrała, stała się fenomenem w kraju, wystąpiła na Eurowizji, a reszta jest historią. Dzisiaj to eurowizyjna legenda, której imię zna się w całej Europie (przynajmniej tej, która słyszała o muzycznym konkursie).

Potem wszystko potoczyła się szybko: nagrała debiutancki album "Heal", który w Szwecji pokrył się platyną. Śpiewała w europejskich programach rozrywkowych w całej Europie (w październiku 2012 roku pojawiła się w polskim "Must Be the Music. Tylko muzyka" w Polsacie) i Szwecji, koncertowała, występowała w telewizyjnych programach. Pisała piosenki, nagrywała kolejne single, a w 2017 roku jej fani doczekali się drugiej płyty, "Ride".

Królowa Eurowizji Loreen wróciła i znowu może wygrać

Loreen może nie miała takiej kariery po Eurowizji jak Abba z jej ojczystej Szwecji czy włoski Måneskin, które po zdobyciu Kryształowego Mikrofonu stały się globalnymi fenomenami, ale w eurowizyjnej historii zapisała się złotymi zgłoskami i praktycznie każdy wymawia jej imię z szacunkiem. Ba, jako gwiazda ESC wystąpiła nawet w hicie Netfiksa "Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" z 2020 roku.

Dlatego, gdy trzy lata wcześniej, w 2017 roku, znowu wzięła udział w Melodifestivalen z utworem "Statements", bo próbowała ponownie wystąpić na Eurowizji, ale odpadła, zdziwieni byli i Szwedzi, i pozostali Europejczycy.

Do dziś fani Eurowizji piszą pod filmem z jej występu na YouTube zdziwione komentarze, dlaczego Loreen przegrała, a na konkurs w Kijowie pojechał Robin Bengtsson z dość generyczną, ale wpadającą w ucho popową piosenką "I Can't Go On". Bo o Loreen można powiedzieć wszystko, ale nie że jest generyczna: na scenie zawsze jest oryginalna. Potężna, ale jednocześnie eteryczna. Niesamowicie cielesna, ale uduchowiona. Wrażliwa, ale silna.

Pozamuzyczna działalność Loreen też zresztą robi swoje dla jej wizerunku: jako aktywistka, która niestrudzenie walczy o prawa człowieka (w 2012 roku spotkała się z żoną białoruskiego więźnia politycznego w Białorusi, Alesia Bialackiego, w 2013 – odwiedziła Afganistan i spotkała się z noblistką Malala Yousafzai, w 2022 – zaśpiewała na szwedzkim koncercie charytatywnym na rzecz zaatakowanej przez Rosję Ukrainy), biseksualna kobieta o niezwykłej urodzie, urosła do rangi skandynawskiej bogini.

Ta ludzka bogini, podobnie jak za pierwszym razem, nie zraziła się porażką w szwedzkich preselekcjach i wróciła na Melodifestivalen, tyle że tym razem zajęło jej to nie rok, ale sześć lat.

"Tattoo" od początku było faworytem rozkochanych w Eurowizji Szwedów, bo 39-latka wróciła w klimatach EDM i trance. Od razu po jej pierwszym półfinałowym występie na festiwalu, jeszcze zanim cały wygrała, znalazła się na czele notowań bukmacherów. Ze szczytu już nie zeszła.

Czy Loreen wygra Eurowizję drugi raz? Może, ale nie musi

Ale czy Loreen faktycznie ma szansę wygrać Eurowizję drugi raz? Tak twierdzą bukmacherzy, tego chce potężna część fanów Eurowizji. Do półfinału Szwedka przeszła pewnie z jednego z najwyższych miejsc, jeśli nie pierwszego (dokładne wyniki zostaną ujawnione dopiero później).

A jakie są jej realne szanse? Cóż, nie ma wątpliwości: może znowu wygrać, po 11 latach. Mimo problemów technicznych na próbach przed jej występem (związanych z ledowym "pudełkiem", w którym występuje w Liverpoolu – do Wielkiej Brytanii przyjechała mniejsza wersja konstrukcji, niż ta na preselekcjach) Loreen pokazała się w we wtorek na półfinale w świetnej formie. Jej występ nagrodzono aplauzem, zresztą Szwedkę już wcześniej powitano w Liverpoolu jak królową.

Loreen może wygrać, ale nie musi. Owszem, jej piosenka i występ są świetne, a eurowizyjna Europa ją wielbi, ale Szwedka ma sporą konkurencję. Największy konkurent? Wspomniany już Käärija z "Cha Cha Cha", który jest tak popularny w tegorocznym konkursie, że podczas półfinału cała widownia krzyczała tytułowe trzy słowa na całe gardło. Jeśli Loreen to królowa Eurowizji 2023, to on jest królem.

Nic dziwnego, bo "Cha Cha Cha" (które opowiada o... pójściu w alkoholowe tango w klubie w weekend) jest absolutnym bangerem, który siedzi w głowie i nie może wyjść. Dodajmy do tego charyzmę Kääriji i ogólną dziwaczność tego wszystkiego, a Loreen może się bać: Käärijä naprawdę może wygrać, a niewykluczone, że nie przeszkodzi mu nawet fałsz, który niestety zaprezentował w Liverpoolu (co jest dziwne, bo na fińskich preselekcjach śpiewał czysto).

Wielu widzów, oglądając Fina, zapytało pewnie jednak podczas pierwszego półfinału: "co to, kurde, jest?!". Loreen jest bardziej bezpiecznym wyborem, więc możliwe, że czeka nas starcie pod tytułem "sceniczne szaleństwo, wielka impreza i oryginalność kontra potężny wokal, wielkie emocje i wzorcowy eurowizyjny hit". A przecież są jeszcze inni (dalsi) faworyci, którzy mogą namieszać: Norwegia, Hiszpania, Izrael. Nic nie jest przesądzone.

To Johhny Logan wygrał Eurowizję dwa razy. Nikt inny tego nie dokonał

Ale jeśli Loreen wygra po raz drugi, wcale nie będzie pierwsza. Ta sztuka do tej pory udała się jednej osobie: Irlandczykowi o niebiańskim głosie.

Mowa o Johnnym Loganie, eurowizyjnej legendzie, który zwyciężył ze swoimi romantycznymi balladami w latach 80. Po raz pierwszy w 1980 roku z "What's Another Year", a po raz drugi w 1987 roku z "Hold Me Now". Technicznie rzecz biorąc, wygrał... trzy razy, bo w 1993 roku skomponował zwycięską dla Irlandii piosenkę "Why Me?", którą zaśpiewała Linda Martin. Za każdym razem Logan nie miał sobie równych, nawet gdy nie było go na scenie.

Czy Loreen może pobić rekord Johnny'ego Logana? Na razie jest tego najbliżej spośród artystów, którzy wrócili na eurowizyjną scenę. Nie udało się tego nawet ulubieńcowi konkursu, Alexandrowi Rybakowi. Jeśli ktoś znowu ma wygrać dwa razy, to tylko Szwedka.

Czytaj także: https://natemat.pl/486158,eurowizja-2023-kto-wygra-6-faworytow-eurowizji-w-liverpoolu-piosenki