Prof. Ćwiąkalski o sprawie ks. Piotra Z. "Czyn ohydny, ale przepisy jednoznaczne"

Dorota Kuźnik
23 sierpnia 2023, 13:16 • 1 minuta czytania
"Czyn był ohydny, ale przepisy są jednoznaczne" – tak zdarzenie w związku z księdzem, który miał masturbować się na plaży w Świnoujściu, skomentował były minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski. Jak wskazał, nie można polemizować o tym, czy ta sytuacja mogła być traktowana w wyjątkowy sposób, bo kwestia ujawniania wizerunku sprawców czy podejrzanych nie pozostawia marginesu na dyskusję.
Ksiądz ze Szczecina masturbował się na plaży. Jest komentarz Zbigniewa Ćwiąkalskiego Fot. Facebook / post z informacją o zajściu

Zbigniew Ćwiąkalski, były prokurator generalny i minister sprawiedliwości powiedział w Interii, co uważa na temat publikacji wizerunku Piotra Z. w sieci. Jak tłumaczy, doszło do naruszenia obowiązujących przepisów.


– Przecież nawet zdjęcia zabójców publikuje się z opaską na oczach. Nie było tu przestępstwa, tylko wykroczenie, nieobyczajny wybryk (...). Nie ma dowolności, niezależnie od tego czy ktoś został skazany prawomocnym wyrokiem za przestępstwo, czy popełnił wykroczenie. Czyn był ohydny, ale przepisy są jednoznaczne – komentuje.

– To mniej więcej podobna sytuacja, choć inny typ wykroczenia, jak w przypadku, gdy ktoś przekracza prędkość na drodze, bądź parkuje w niedozwolonym miejscu. Również zostaje ukarany mandatem, ale nikt nie ujawnia jego wizerunku – tłumaczy prawnik i dodaje, że "ujawnianie wizerunku potencjalnego sprawcy nie zależy od kalibru przewinienia".

Ujawnienie wizerunku księdza, który miał masturbować się na plaży

Jak pisaliśmy w naTemat, do sprawy doszło w zeszłym tygodniu. W mediach społecznościowych pojawiła się informacja, którą opublikować miała matka dziecka, które wraz z nią był świadkiem tego, jak na plaży w Świnoujściu masturbuje się mężczyzna.

Kobieta opisała, że zatrzymała go i wezwała policję, a funkcjonariusze faktycznie potwierdzili, że interwencja miała miejsce. Mężczyzna został ukarany mandatem, bo miał przyznać się do wykroczenia. Kobieta wyjawiła również, że sprawca to duchowny-katecheta ze Szczecina. Jedyna rozbieżność polegała na tym, że policja nie potwierdza, żeby świadkiem zdarzenia było któreś z dzieci.

Informacja o takim przekazie płynęła jednak z posta, który za kobietą udostępniła szczecińska radna klubu Koalicji Obywatelskiej. Udostępniając wpis, Dominika Jackowski tym samym podała dalej do wiadomości zdjęcie, które w żaden sposób nie ukrywało wizerunku duchownego.

Kilka godzin później okazało się, że duchowny nie żyje. Wpadł pod pociąg i choć oficjalnie nie wiadomo, czy jego śmierć była wynikiem samobójstwa, czy wypadku, druga wersja również jest brana pod uwagę.

Do kwestii publikacji wizerunku księdza odniósł się także Tomasz Terlikowski, który powiedział w naTemat, że "nie można zła zwalczać innym złem" i wskazał, że nawet jeśli duchowny dopuścił się wykroczenia lub przestępstwa, nie wolno było pozbawić go podstawowych praw.