Dream team Frasyniuka. Z tymi młodymi politykami zaangażowałby się w budowę nowej, socjalliberalnej partii. A oni na to?

Według Władysława Frasyniuka przyszłość polskiej polityki należy do 40-latków. Deklaruje, że może pomóc przy tworzeniu nowej partii
Według Władysława Frasyniuka przyszłość polskiej polityki należy do 40-latków. Deklaruje, że może pomóc przy tworzeniu nowej partii Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Pomysły, by pójść jakąś trzecią drogą między prawicą i lewicą, czy w obecnych realiach między PiS i PO, wracają niczym bumerang. Swoją koncepcję polityczną przedstawił właśnie Władysław Frasyniuk. Wymienił listę nazwisk "40-latków", dla których gotów byłby zaangażować się w budowę nowego ugrupowania. Zapowiedział, że byłby do dyspozycji 24 godziny, siedem dni w tygodniu. Czy są chętni?

O Frasyniuku zrobiło się znowu głośno w kontekście politycznym po tym, jak został wyniesiony przez policję z kontrmięsięcznicy smoleńskiej. Frontalny atak przypuszczony na niego przez liderów PiS i propisowskie media zrodził spekulacje, że partia rządząca "wynosi” go przy okazji do roli jednego z liderów opozycji. Pisaliśmy o tym tutaj.
"Moje pokolenie nie szło z prądem"
Były opozycjonista w PRL nie ma najlepszego zdania o obecnych partiach opozycyjnych. – Jak patrzę na partie opozycyjne, to nie widzę różnic. Ich program można streścić tak: waszego premiera zamienimy na naszego premiera. Wasz Urząd Rady Ministrów na nasz. Wasze grabie, które grabią do siebie, zamienimy na nasze grabie, które grabią do nas. Do 500+ dodamy 13+ albo coś tam jeszcze. I tak nam dopomóż Bóg, bo oni wszyscy to dodają. Oni są wszyscy po prawej stronie – ocenił Frasyniuk w "Newsweeku".



I dodał: – Moje pokolenie nie szło z prądem, tylko pod prąd. O demokrację trzeba zawalczyć. Czasem trzeba zrezygnować z koniunkturalnego myślenia.
Dlatego Frasyniuk wzywa młodych polityków do buntu. – Po liberalno-demokratycznej stronie widzę kilkunastu przyzwoitych ludzi i jakbym siadł z kartką papieru, to bym napisał nazwiska z PO i Nowoczesnej i powiedział: zróbcie nową partię. Wtedy zaangażuję się 24 godziny na dobę. We wszystkim bym im pomógł, ale sam na czele nie stanę. Do polityki musi wejść nowe pokolenie. Siwe głowy to są siwe głowy, ale potrzebne są młode ręce – stwierdził były przewodniczący Unii Wolności i Partii Demokratycznej.

Młodzi, piękni 40-letni
Do swojej politycznej drużyny Frasyniuk zaprosiłby Rafała Trzaskowskiego, Joannę Muchę i Borysa Budkę z PO oraz Katarzynę Lubnauer i Joannę Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. – W obu tych partiach jest pokolenie 40-latków z wiedzą o państwie i gospodarce oraz potężnym potencjałem. Tylko szefowie starannie dbają, żeby za bardzo nie urośli. Gdyby Grzegorz Schetyna był mądrym człowiekiem, to by wziął młodych do pierwszego szeregu, żeby na niego pracowali. Ale jak ktoś ma mentalność autorytarną, żeby wszystko trzymać w ręku, to niczego nie utrzyma – przekonuje Frasyniuk.
Symptomatyczne jest to, że o ile Schetynę oschle, ale jednak wymienia, to o Ryszardzie Petru w wywiadzie milczy. Ale – jak przekonuje Frasyniuk – po lewej stronie też są ciekawi ludzie: Barbara Nowacka i Robert Biedroń. – Jest olbrzymia przestrzeń na partię i mnóstwo ludzi, którzy by się zaangażowali. Tylko powtarzam: zróbcie partię w oparciu o wartości, a nie o sondaże – radzi.
Frasyniuk tłumaczy, że "Polsce potrzebna jest partia socjalliberalna, która odwołuje się do wolności obywatelskich i gospodarczych i wygląda buntu młodych przeciwko PiS. – Jak im wyłączą dostęp do internetu, to pewnie ich to wkurzy (...) Jak im pozwolą być na dyskotekach tylko do godziny 22, też ich to wkurzy. Może wkurzyć nowy program edukacyjny. Mówi się, że ograniczą dostęp do alkoholu, to też może ich wkurzyć" – mówi.

"To nie jest dobra droga"
O partii "młodych dla młodych" mówił też niedawno były prezydent Aleksander Kwaśniewski. W wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej” opisywał niedawną wizytę w swojej fundacji polityków PO: Joanny Muchy, Agnieszki Pomaski, Sławomira Nitrasa i jeszcze kilku innych osób. - Jedną z największych strat Platformy, szczególnie w II kadencji, było wypuszczenie z rąk młodego elektoratu, który wybrał ich w 2007 roku – tłumaczył Kwaśniewski.
A co o pomyśle Frasyniuka na nową partię sądzą wymienieni przez niego politycy? – Słowa legendy "Solidarności" i autorytetu dla wielu Polaków są bardzo miłe, ale uważam, że wygrana przez podział to nie jest dobra droga – mówi w rozmowie z naTemat poseł PO Borys Budka.

– Uważam, że te wszystkie osoby, o których mówi pan Frasyniuk powinny znaleźć się we wspólnej formacji, ale budowanej na tej bazie, która istnieje. Samą młodością nie da się zbudować partii, która odsunie PiS od władzy. W PO jest miejsce dla wszystkich. Ja jestem jednym z wiceprzewodniczących PO; Rafał Trzaskowski jest członkiem zarządu i nasza aktywność przez nikogo nie jest blokowana – przekonuje Budka.

Podobnie komentuje propozycję Frasyniuka Joanna Scheuring Wielgus z Nowoczesnej. – Jestem posłanką Nowoczesnej i dalej zamierzam nią być. Bardzo cenię Władysława Frasyniuka, zawsze był dla mnie bohaterem i bardzo dziękuję za miłe słowa. Mogę zapewnić, że w ramach Nowoczesnej, czy w ogóle w ramach opozycji będę walczyć o to, by Polska była krajem normalnym – mówi naTemat Scheuring-Wielgus. – Zapewniam, że w Nowoczesnej jest mnóstwo osób, dla których bliskie są ideały Frasyniuka. Wiele takich osób jest także w gronie PO – dodaje.

Nie ma szans na polskiego Macrona
Barbara Nowacka nie czytała wywiadu z Frasyniukiem, więc nie chciała go komentować, ale dla niej ważna byłaby odpowiedź na pytanie, jak były szef Unii Wolności rozumie "socjalliberalizm".
A czy w Polsce jest w ogóle miejsce na nową socjalliberalną partię? Podobną drogę przeszły już przecież byłe ugrupowania Frasyniuka, czyli UW, UD, czy Partia Demokratyczna, a potem formacje którym patronował Aleksander Kwaśniewski, czyli Lewica i Demokraci oraz Ruch Palikota, a potem Twój Ruch. Sceny politycznej nie podbiły.

Według dr Jarosława Flisa, socjologa polityki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, w Polsce nie da się powtórzyć sukcesu francuskiego En Marche Emmanuela Macrona. – We Francji prawica i lewica miały silne struktury, wymieniały się u władzy przez wiele lat, ale przegapiły, albo nie miały pomysłu, na odnalezienie się na pogruchotanej scenie politycznej. A w Polsce scena polityczna wywróciła się przecież 12 lat temu przy istotnym jej przesunięciu w prawo. Poza tym podział na Polskę bardziej solidarną i bardziej liberalną idzie w poprzek podziałów lewica-prawica – uważa Flis.

– Wyborców określających swoje poglądy jako jednocześnie lewicowe i liberalne jest kilka procent. Nowa formacja socjalliberalna mogłaby liczyć na góra 10-15 procent, ale jest wielu chętnych, by zagospodarować ten elektorat, co niespecjalnie rokuje dla jakiejś nowej partii. Przy czym arytmetyka wyborcza to tylko jedna kwestia. Kluczowe pytanie jest dzisiaj takie, gdzie są emocje polityczne? Oczywiście "antykaczyzm” je niesie, ale Donald Tusk już grał tą kartą przyciągając pod skrzydła Platformy polityków, od Gowina po Palikota. Dlatego same, najlepsze nawet nazwiska, nie wystarczą, by stworzyć nowy poważny projekt polityczny – twierdzi dr Flis.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...