"Podtrzymuję to, co mówiłem o Antku". Jerzy Zając, internowany opozycjonista nie ma dobrego zdania o byłym koledze

Antoniemu Macierewiczowi, obecnemu ministrowi obrony narodowej, mogą nie spodobać się słowa Jerzego Zająca, byłego kolegi z internowania w Nowych Łupkach.
Antoniemu Macierewiczowi, obecnemu ministrowi obrony narodowej, mogą nie spodobać się słowa Jerzego Zająca, byłego kolegi z internowania w Nowych Łupkach. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Odnosiłem wrażenie, że Antek jest zły, bo został internowany do Nowego Łupkowa, gdzie byli zwykli działacze, tacy jak ja. On uważał się za ważniejszego i powinien siedzieć na Białołęce. Tam, gdzie Michnik czy Kuroń – odpowiada Jerzy Zając, były działacz opozycji i były poseł. Wyjaśnia nam, co sądzi o podejrzeniach o współpracy Antoniego Macierewicza z rosyjskimi służbami.

Niedawno ukazała się książka Tomasza Piątka o rzekomych powiązaniach Antoniego Macierewicza z rosyjskim wywiadem. A ostatnio media obiegła dawna rozmowa gdańskiego opozycjonisty, Bogdana Lisa. Podczas spotkania w 1983 uznał obecnego ministra za agenta KGB. A jak pan uważa?



Nie wiem, czy Antek był agentem. Książki nie czytałem, bo nie mogę jej dostać. Natomiast
uważam Macierewicza za człowieka niebezpiecznego dla Polski. Ma talent, że wszystko, za
co się bierze, niszczy. Nie wiem tylko, czy specjalnie, czy nie.

A dalej pan podtrzymuje, że nie było wielkiej ucieczki Antoniego Macierewicza ze szpitala w Sanoku? To jest część jego legendy.

Podtrzymuję. Chciał stworzyć swoją mitologię. Tego szpitala nikt nie pilnował. Wystarczyło z niego wyjść. Wiem, bo byłem tam odwiedzić kolegów. Wracałem z przepustki do Nowego Łupkowa, po drodze jest Sanok. Mieliśmy taki zwyczaj, że odwiedzaliśmy kolegów. Zaskoczony byłem, gdy ujrzałem tam Macierewicza. Porozmawiałem chwilę, a potem pojechałem do Nowego Łupkowa.

Pan mógł też uciec. Może dziś byłby pan ministrem.

Nie miałem dokąd. Uznałem, że będę siedział do końca internowania. Ja już byłem relegowany ze studiów, a potem narodził się mi syn. Gdy byłem internowany, szedł do pierwszej klasy. To były ważne dla mnie wydarzenia. Za ucieczkę, czy może oddalenie się z miejsca internowania, groziło do trzech lat odsiadki. Taka decyzja wymagała oczywiście odwagi, ale przede wszystkim zaplecza.

Jak pan poznał Antoniego Macierewicza?

W Nowym Łupkowie. Internowany zostałem w lipcu 1982 roku. Byłem tam do samego końca, do 23 grudnia 1982 roku, kiedy oficjalnie zakończono internowanie działaczy podziemia, oprócz 11-tki najważniejszych. Przesiedziałem 153 dni bez dwóch tygodni. Ta przerwa to przepustka, którą wyprosiła moja żona. W Nowy Łupkowie był zakład karny. Z okien było widać szczyty Bieszczad. W tym wiezieniu końcówki wyroków odsiadywali kryminalni. Nie mieliśmy bezpośredniej styczności, ale handlowaliśmy z nimi. My mieliśmy herbatę, z której robili czaj, a w zamian dostawaliśmy śmietanę. Oni wychodzili za druty, bo pracowali w pobliskim PGR, stąd mieli dostęp do takich rzeczy. W Łupkowie z Antkiem graliśmy w szachy.
Często pana ogrywał?

Powiedzmy, że byliśmy na wyrównanym poziomie. Nigdy nie było pewne, kto wygra. No to graliśmy, bo trzeba było jakoś zająć czas.

A jak pan go zapamiętał?

Odnosiłem wrażenie, że Antek jest zły, że został internowany do Nowego Łupkowa, gdzie byli zwykli działacze, tacy jak ja. On uważał się za ważniejszego. Że powinien siedzieć na Białołęce. Tam, gdzie Michnik czy Kuroń. Nie mam o nim dobrego zdania. W pamięci została mi sytuacja z internowania. Koledzy ze Śląska dostali sankcje prokuratorskie, czyli mieli opuścić internowanie i zostać aresztowani – mieli wziąć swoje rzeczy i zostać przetransportowani do aresztu. Antek namówił ich, aby nie szli, powiedział – "Obronimy was". Kiedy przyszło ZOMO, aby zabrać kolegów, Antek miał stanąć w ich obronie. My nie mogliśmy, bo nas zamknięto w innym pawilonie. Nie zrobił nic. Tłumaczył, że – "nie dało się". My przez okna widzieliśmy, jak tych chłopaków pałują. Nie wierzę też w jego katolicyzm...

A to dlaczego?

Nie tylko z powodu tego, że w młodości był miłośnikiem Che Guevary. Ważniejsze dla mnie był obrazek z Nowego Łupkowa. To wydarzenie wywarło na mnie wrażenie. W obozie odbywały
się chrzty dzieci, które się urodziły, gdy ich ojcowie byli internowani. Macierewicz też chrzcił swoje dziecko, ale ono już chodziło. Dla mnie to było jakieś... na pokaz. Naszły mnie wtedy wątpliwości.

Pewnie obserwuje pan dalej politykę. Jak ocenia obecną sytuację?

Obecna władza niszczy mój kraj w najgorszy sposób. To, co robią, coraz bardziej zaczyna
przypominać czasy PRL-u. Rządzi Pierwszy Prezes z grupą wybranych. A przecież wielu z tych posłów znam z ławy poselskiej. Dziwię się, jak mogą codziennie spojrzeć w swoje odbicie w lustrze.

Historyk, który oskarżał Wałęsę, broni Macierewicza

Negowanie legendy o ucieczce Antoniego Macierewicza nie spodobało się Sławomirowi Cenckiewiczowi. Ten historyk, ulubieniec prawicy, opublikował na swoim profilu dokument, który ma być dowodem na słowa ministra.

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...