Batalia o uwolnienie internetu w Polsce. UKE chce wolnego rynku, ale część małych operatorów próbuje to blokować

UKE próbuje walczyć o uwolnienie rynku internetu w Polsce, ale uprzywilejowani operatorzy się temu sprzeciwiają
UKE próbuje walczyć o uwolnienie rynku internetu w Polsce, ale uprzywilejowani operatorzy się temu sprzeciwiają Fot. Denis Rozhnovsky / Shutterstock.com
Kilka lat temu Urząd Komunikacji Elektronicznej wprowadził regulację, według której Orange musiał udostępniać swoją infrastrukturę od szerokopasmowego internetu innym operatorom. Stało się tak, bo ówczesna TPSA miała ok. 80 proc. udziału w rynku internetu. Jednak monopolu na internet Orange nie ma już od dawna, a UKE teraz chce usunąć tamtą regulację, która skutecznie zabija w telekomie chęć inwestowania. W konsultacjach poparło to aż 16 z 24 podmiotów rynku, ale i tak część konkurencji robi wszystko, by nie dopuścić do uwolnienia rynku internetu w Polsce.


Obowiązek udostępniania infrastruktury przez TPSA dla innych operatorów (tzw. Operatorów alternatywnych) wszedł w życie, gdy firma ta faktycznie miała dominującą pozycję na rynku. Tworzenie takiej infrastruktury to ogromne wydatki finansowe, na które mniejsi operatorzy po prostu nie mieli pieniędzy.


Obowiązek dla Orange, przywilej dla innych
W związku z tym, by inni operatorzy mogli konkurować z gigantem, UKE nałożyło na Orange wspomniany obowiązek, nazywany profesjonalnie "obowiązkiem świadczenia hurtowej usługi BSA". Urząd chce zdjąć z Orange kajdany w 76 gminach w całej Polsce, w ciągu najbliższych dwóch lat. W gminach tych obecnie udział Orange w rynku internetu nie sięga nawet 30 proc. i działa na nich liczba operatorów większa niż 3 – a to m.in. jedne z warunków planowanej deregulacji. Nie da się więc ukryć, że obowiązek ten, choć zasadny kilkanaście lat temu, dzisiaj już nie przystaje do sytuacji na rynku.


Obecnie sytuacja wygląda tak, że Orange musi udostępniać swoją infrastrukturę operatorom, a ci sprzedają dzięki temu internet. Tyle, że nie płacą za utrzymanie tej infrastruktury – a Orange owszem. To powoduje, że Orange sprzedaje internet de facto drożej niż konkurencja, po cenie rynkowej, uwzględniającej utrzymanie infrastruktury. Operatorzy alternatywni zaś tego kosztu nie ponoszą, dzięki czemu mogą być nieco tańsi niż francuski gigant.


Regulacje zabijają inwestycje
To powoduje, że Orange nie opłaca się inwestować w infrastrukturę szerokopasmowego internetu, bo od razu musiałaby udostępniać to innym. Wówczas u operatorów alternatywnych jakość przesyłania danych poprawiłaby się, ale bez konieczności wydawania ogromnych pieniędzy na budowę i utrzymanie infrastruktury. Orange zaś koszty te musiałoby uwzględnić w cenach dla abonentów, co sprawia, że takie inwestycje trudno jest w ogóle zbilansować w rachunku ekonomicznym. Byłoby to wyłącznie pomaganie konkurencji. A warto zaznaczyć, że na przykład sieci kablowe znajdują się w tej dziedzinie poza jakimikolwiek regulacjami i to one często zaczynają dominować w dużych miastach.

UKE podaje m.in., że w Warszawie udział Orange do 23,75 proc. i jest to największy odsetek z dużych miast. W Białymstoku – 15,96 proc., podobny zasięg telekom ma w Sopocie czy Lublinie. W Łodzi i Wrocławiu ich udział oscyluje wokół 20-21 proc. Trudno w takiej sytuacji uznać, że Orange ma jakikolwiek monopol czy nawet pozycję dominującą.

Orange będzie inwestować, ale po usunięciu obowiązku
Stąd propozycja, by wspomnianą regulację usunąć, przynajmniej w 76 gminach – w tym wielu dużych miastach – dzięki czemu Orange będzie mogło inwestować tam w infrastrukturę i tym samym polepszać jakość usług oraz dynamizować konkurencję na rynku.

Prezes Orange Polska Bruno Duthoit potwierdził zresztą w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", że jego firma dokona takich inwestycji z własnych środków, jeśli UKE zdejmie z nich kajdany obowiązku udostępniania swojej infrastruktury.
Bruno Duthoit
Wypowiedź z wywiadu dla "Rzeczpospolitej"

Obecnie Urząd Komunikacji Elektronicznej pracuje nad częściową deregulacją rynku usług internetowych. Dzięki temu firmy takie jak m.in. Orange Polska mogą mieć większą motywację do dużych inwestycji w rozbudowę infrastruktury z własnych środków, wspierając zarazem absorbowanie funduszy europejskich.


Deregulacja to korzyści dla wszystkich
Swoje wsparcie dla planów Urzędu wyraziły już też Business Centre Club, Pracodawcy RP czy NSZZ Solidarność. Wiedzą bowiem, że nawet częściowe uwolnienie rynku – a warto pamiętać, że sprawa dotyczy wielu dużych miast – spowoduje inwestycje Orange, ale i zaostrzenie wolnej konkurencji. Już same inwestycje przynoszą m.in. miejsca pracy i rozwój innowacji, ale stawka jest zdecydowanie większa.

Inwestycje i ostrzejsza, ale wolna konkurencja to też liczne korzyści dla konsumentów. Nieregulowane firmy, gdzie nikt nie ma przywilejów, o klienta walczą bowiem poprzez poprawę jakości usług przy jednoczesnym utrzymaniu jak najniższych cen. To z kolei sprawia, że internet po prostu się upowszechnia – a korzyści z jak najszerszego w społeczeństwie dostępu do informacji chyba nie trzeba wyjaśniać. Internet pozwala na aktywizację zawodową, rozwój i tym samym pobudzanie gospodarki, ale też szerzej - mobilizację społeczną.

Rozgrywka więc toczy się nie tylko o biznes, ale i przyszłość rynku telekomunikacyjnego w Polsce, a co za tym idzie – o sytuację naszą, czyli klientów i w pewnym stopniu rozwój społeczeństwa. Nie da się bowiem ukryć, że dzisiaj dostęp do informacji jest jednym z najważniejszych elementów funkcjonowania rozwiniętych społeczeństw i gospodarek, a znakomita większość ekspertów ekonomicznych wskazuje innowacje – czyli właśnie ten sektor, w który Orange mogłoby inwestować, gdyby nie regulacja – jako motor napędowy rodzimej gospodarki.

W konsultacjach 16 na 24 podmioty były za uwolnieniem
Do tego stanu dąży zarówno Orange, jak i UKE. Temu pierwszemu zależy na świadczeniu jak najlepszych i możliwie najtańszych usług, drugiemu – na tym, by rynek był jak najlepszy dla klienta. Do 18 czerwca trwały konsultacje z UKE w tej sprawie. I choć urząd wydaje się być zdecydowany "uwolnić" Orange przynajmniej w tych 76 gminach, to konkurencja intensywnie próbuje cały proces zablokować.

Jak poinformował w piątek 20 czerwca UKE, w toku konsultacji swoje poparcie dla projektu wyraziło aż 16 z 24 podmiotów uwzględnionych w konsultacjach, cztery zgłosiły poparcie częściowe i tylko cztery sprzeciwiły się deregulacji.

Te cztery podmioty to głównie konkurencja Orange, która do tej pory korzystała na obowiązku udostępniania przez tę firmę infrastruktury, m.in. Netia i UPC Polska. Protestuje też Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji – zrzeszająca właśnie małych operatorów, którzy do tej pory bardzo korzystali na regulacji nałożonej na Orange. Członkami KIGEiT są m.in. właśnie UPC i Netia.

Uprzywilejowani boją się o swój biznes
UPC protestuje mniej śmiało niż Netia. Ta druga firma bowiem była największym beneficjentem obowiązku udostępniania infrastruktury przez Orange. Dzięki temu zyskała ok. 200 tysięcy abonentów internetu. Netia twierdzi w "Rzeczpospolitej", że badania, na podstawie których UKE określił udziały Orange w rynku internetowym w danych gminach, są błędne. Jako przykład wskazuje Warszawę, gdzie UKE uznało, że działa aż 88 operatorów, ale według Netii nie oznacza to, że każdy mieszkaniec może wybrać każdą spośród tych 88 firm. To przykład o tyle absurdalny, że przy światowym trendzie konsolidacji branży telekomunikacyjnej i tak jest to liczba przyprawiająca o zawrót głowy każdego potencjalnego klienta.

Ponadto Netia zarzuca UKE, że przy badaniach powinno korzystać się z danych nowszych niż z 2012 roku, czyli z 2013. Nie wiadomo jednak jak miałoby to wpłynąć na ich wyniki – bo sytuacja na rynku telekomów, chociaż dynamiczna, pod względem udziałów w rynku nie zmienia się tak szybko, by zauważyć znaczące różnice na przestrzeni raptem roku.

Trudno więc nie odnieść wrażenia, że protesty Netii to tylko krzyk konkurencji, która przez lata korzystała na przywileju wspomnianej regulacji i jak każda grupa uprzywilejowana protestuje, gdy ktoś próbuje jej zabrać ów przywilej. A im dłużej toczy się ta wojna, podsycana przez przeciwników deregulacji, tym dalej do wolnego rynku, a co za tym idzie - tym bardziej tracimy my, klienci.