Dlaczego w rozmowach na temat Ukrainy nie uczestniczą już przywódcy Polski?
Dlaczego w rozmowach na temat Ukrainy nie uczestniczą już przywódcy Polski? YouTube.com/RT

– Nie istniejemy, gdy idzie o rozmowy o Ukrainie. Poddano sprawę Wschodu – grzmiał podczas poniedziałkowej konferencji Andrzej Duda. I wielu kandydatowi Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich dziś w tej ocenie przyklasnęło. Dość łatwo odnieść bowiem wrażenie, że niepostrzeżenie Polska została pozbawiona prawa głosu w sprawie nowego kształtu mapy naszego regionu, a może nawet sama z wpływu na to zrezygnowała. Sprawdzamy, ile w tej surowej ocenie prawdy.

REKLAMA
– Polska, jako jeden z niewielu krajów, zachowuje się fair wobec Ukrainy – mówił latem ubiegłego roku minister spraw wewnętrznych Ukrainy Arsen Awakow. Podczas zdominowanych przez temat wojny z Rosją targów zbrojeniowych w Kijowie podkreślał on, że "jedyną porządną umową, którą Ukraina zawarła z partnerami zagranicznymi" jest właśnie wsparcie znad Wisły dla żołnierzy walczących na donbaskim froncie.
Kiedy odpadliśmy z tej gry...?
Nikogo to nie dziwiło, bo Polska była głównym graczem w sprawie przemian na Ukrainie od ich samego początku. Dokładnie rok temu, gdy na kijowskich ulicach uczestnicy Majdanu walczyli z funkcjonariuszami reżimu Wiktora Janukowycza, a na dachach szaleli snajperzy, negocjować tam leciał ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. To on, wraz z Laurentem Fabiusem z Francji i Frankem-Walterem Steinmeierem z Niemiec doprowadził do przełomu w rozmowach nieustępliwej opozycji i broniącym się za wszelką cenę rządem.
Ukraiński Instytut Polityki Światowej publikował wówczas raport, w którym Radosława Sikorskiego wymieniano więc wśród najważniejszych adwokatów Ukrainy na świecie. Pozostałymi uznano Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego. Na arenie europejskiej Ukraińcy wskazywali jeszcze byłego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Pata Coxa i ówczesnego ministra spraw zagranicznych Szwecji Carla Bildta. Wszyscy oni regularnie odwiedzali Majdan lub co dnia zabiegali o wsparcie dla Ukrainy na świecie.
Andrzej Duda
kandydat PiS w wyborach prezydenckich

Nie istniejemy, gdy idzie o rozmowy o Ukrainie w Europie. Bez udziału Polski te rozmowy się toczą. (...) W tym momencie Polska nie bierze udziału w negocjacjach i poddano sprawę wschodu, to jest największy problem polskiej dyplomacji. Ja od początku prowadziłbym aktywną politykę międzynarodową... Czytaj więcej

Dziś przy stole negocjacyjnym nie ma już żadnego z nich. Sikorski i Bildt stracili funkcje szefów dyplomacji w swoich krajach, opinie Coxa i Kwaśniewskiego przestały być dla nowych ukraińskich władz interesujące, a prezydent Bronisław Komorowski temat Ukrainy porusza ostatnimi czasy niezwykle ostrożnie. Zastąpili ich Angela Merkel i Francois Hollande, których podejście od rozmów z Rosją wielu przypomina historycznie skompromitowaną politykę appeasementu, jaką Zachód stosował nigdyś wobec III Rzeszy.
Cisza nie uspokaja
Mimo iż z niedawnych badań wynika, że aż 69 proc. Polaków uważa, że trwający na Ukrainie konflikt zagraża bezpieczeństwu Polski, władze w Warszawie nie organizują już nawet orędzi takich, jak to, w którym tuż po wybuchu wojny na Ukrainie Donald Tusk przekonywał, że "pomoc Ukrainie to inwestycja w nasze bezpieczeństwo".
A zainwestowaliśmy nie tylko dyplomatycznie. Tuż po Nowym Roku uruchomiliśmy dla Ukraińców kredyt w wysokości 100 mln euro na odbudowę zniszczonego wojną Donbasu, wsparcie dla małego i średniego biznesu, oraz realizację reform gospodarczych. Wynegocjowane w Mińsku porozumienie może tymczasem doprowadzić do sytuacji, w której polskie pieniądze pójdą na odbudowę terenów, za których utrzymanie płacić będzie musiał Kijów, choć pozostawać będą one pod faktyczną kontrolą Kremla.
Czy na kształt tych ustaleń nie mogliśmy mieć żadnego wpływu tylko dlatego, że za obowiązującą politykę wobec Ukrainy uznano słowa Bronisława Komorowskiego, iż "dobry adwokat to taki, który pomaga, gdy się go o to prosi, a nie sam wymusza swoją pomoc"? To dlatego na miejscu gospodarza europejskich spotkań w sprawie Ukrainy i kolejnych negocjacji pokojowych Warszawę zastąpił Mińsk?
Polski zabrało, bo nie chciał nas Putin
- Wyraźnie widać, że największym niebezpieczeństwem w oczach Władimira Putina jest właśnie polskie wsparcie dla Ukrainy. Dlatego mamy dziś tyle ataków na Grzegorza Schetynę i Bronisława Komorowskiego. Rosja znacznie bardziej obawia się Polski niż sądzić może dziś Andrzej Duda - odpowiada w rozmowie z naTemat Henryk Wujec, prezydencki doradca i założyciel Komitetu Obywatelskiego Solidarności z Ukrainą.
Jego zdaniem, Polski zabrakło ostatnio przy stole negocjacyjnym przede wszystkim właśnie dlatego, że nie chce nas tam Rosja. Warszawa miała usunąć się w cień, by Kreml w ogóle z Zachodem chciała rozmawiać.
Henryk Wujec
doradca prezydenta RP

I chyba dobrze, że nas akurat w tych negocjacjach zabrakło, bo jest przecież do nich cały szereg zastrzeżeń. Nie uwzględniają prawdziwych interesów Ukrainy, ani nie nakreślają jasnych granic między Ukrainą i Rosją. Polska nie aprobowałaby takiego porozumienia.

Prezydencki doradca nie ukrywa jednak, iż na miejsce negocjacji wybiera się dzisiaj białoruski Mińsk, a nie Warszawę, bo taka była też decyzja rządu w Kijowie. Henryk Wujec przestrzega jednak przed zbyt pochopnym krytykowaniem Ukraińców za rezygnację z polskiego wsparcia. Oni po prostu szukają wszelkich rozwiązań, by wreszcie przestali ginąć ludzie w Donbasie. Henryk Wujec podkreśla też, że ucząc się na historycznych doświadczeniach naszego kraju, władze w Kijowie musiały się skupić przede wszystkim na tym, by samemu nie zostać w negocjacjach pominiętymi.
Działać cicho, ale skutecznie
– Ze strony Ukrainy wciąż jest potrzeba uczestnictwa Polski w przemianach, a my wiemy, że więcej zdziałamy teraz w stosunkach dwustronnych. Dla nas najważniejsze jest wsparcie w zakresie tego, co jest Ukraińcom najbardziej potrzebne. I właśnie o tym już za kilka dni prezydent Bronisław Komorowski będzie rozmawiał z Petrem Poroszenką – zapewnia Henryk Wujec.
– W Polsce powinniśmy się więc teraz wzajemnie wspierać, a nie licytować na to, kto bardziej kocha Ukrainę. Więcej w tej sprawie zdziadziały bowiem razem, niż gdy Władimirowi Putinowi uda się nas wewnętrznie podzielić. O czym z pewnością bardzo mocno marzy i dokonać czego próbuje - dodaje.