
– Nie istniejemy, gdy idzie o rozmowy o Ukrainie. Poddano sprawę Wschodu – grzmiał podczas poniedziałkowej konferencji Andrzej Duda. I wielu kandydatowi Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich dziś w tej ocenie przyklasnęło. Dość łatwo odnieść bowiem wrażenie, że niepostrzeżenie Polska została pozbawiona prawa głosu w sprawie nowego kształtu mapy naszego regionu, a może nawet sama z wpływu na to zrezygnowała. Sprawdzamy, ile w tej surowej ocenie prawdy.
Nikogo to nie dziwiło, bo Polska była głównym graczem w sprawie przemian na Ukrainie od ich samego początku. Dokładnie rok temu, gdy na kijowskich ulicach uczestnicy Majdanu walczyli z funkcjonariuszami reżimu Wiktora Janukowycza, a na dachach szaleli snajperzy, negocjować tam leciał ówczesny szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. To on, wraz z Laurentem Fabiusem z Francji i Frankem-Walterem Steinmeierem z Niemiec doprowadził do przełomu w rozmowach nieustępliwej opozycji i broniącym się za wszelką cenę rządem.
Nie istniejemy, gdy idzie o rozmowy o Ukrainie w Europie. Bez udziału Polski te rozmowy się toczą. (...) W tym momencie Polska nie bierze udziału w negocjacjach i poddano sprawę wschodu, to jest największy problem polskiej dyplomacji. Ja od początku prowadziłbym aktywną politykę międzynarodową... Czytaj więcej
Mimo iż z niedawnych badań wynika, że aż 69 proc. Polaków uważa, że trwający na Ukrainie konflikt zagraża bezpieczeństwu Polski, władze w Warszawie nie organizują już nawet orędzi takich, jak to, w którym tuż po wybuchu wojny na Ukrainie Donald Tusk przekonywał, że "pomoc Ukrainie to inwestycja w nasze bezpieczeństwo".
- Wyraźnie widać, że największym niebezpieczeństwem w oczach Władimira Putina jest właśnie polskie wsparcie dla Ukrainy. Dlatego mamy dziś tyle ataków na Grzegorza Schetynę i Bronisława Komorowskiego. Rosja znacznie bardziej obawia się Polski niż sądzić może dziś Andrzej Duda - odpowiada w rozmowie z naTemat Henryk Wujec, prezydencki doradca i założyciel Komitetu Obywatelskiego Solidarności z Ukrainą.
I chyba dobrze, że nas akurat w tych negocjacjach zabrakło, bo jest przecież do nich cały szereg zastrzeżeń. Nie uwzględniają prawdziwych interesów Ukrainy, ani nie nakreślają jasnych granic między Ukrainą i Rosją. Polska nie aprobowałaby takiego porozumienia.
– Ze strony Ukrainy wciąż jest potrzeba uczestnictwa Polski w przemianach, a my wiemy, że więcej zdziałamy teraz w stosunkach dwustronnych. Dla nas najważniejsze jest wsparcie w zakresie tego, co jest Ukraińcom najbardziej potrzebne. I właśnie o tym już za kilka dni prezydent Bronisław Komorowski będzie rozmawiał z Petrem Poroszenką – zapewnia Henryk Wujec.
