"To nie mój rząd, ja się go wypieram". Młodzi znów pakują walizki i chcą uciekać ze strachu przed Antkiem

"To nie mój rząd, ja się go wypieram". Młodzi znów pakują walizki i chcą uciekać ze strachu przed Antkiem
"To nie mój rząd, ja się go wypieram". Młodzi znów pakują walizki i chcą uciekać ze strachu przed Antkiem joemonster.org
Zaledwie kilka dni po słynnym "future day", kiedy to filmowy Marty McFly miał wylądować w przyszłości, Polska cofnęła się do nieodległej, ale jak się okazuje zupełnie już zapomnianej przez niektórych przeszłość. Wiele osób czuje się dziś znów, jak w latach 2005 - 2007, kiedy za sterami rządu siedział Jarosław Kaczyński.


Spokojnie, chyba i tym razem Modlin wytrzyma exodus zawiedzionych lemingów. Sporo piszą dziś na Facebooku o tym, jak bardzo zaskoczeni i zniesmaczeni są wyborem do rządu takich osób jak Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro czy Mariusz Kamiński. Zastanawiam się tylko, kogo się spodziewali w rządzie PiS? Wszak nie wybraliśmy sobie rządzących rodem tych z Kanady, a za skład rządu nie odpowiadał nawet jego premier.
– Chciałbym zobaczyć człowieka, który wierzył, że szefem MON będzie Jarosław Gowin – słyszę od 30-letniego Marcina z Łomży, wyborcy PiS-u. Śmieszy go nieco lament w internecie, który przypomina ten po zwycięstwie Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Ale przyznaje uczciwie, że społeczeństwo ma prawo czuć się oszukane. – Nie podoba mi się powołanie Macierewicza, ponieważ w kampanii wyborczej zapewniano, że poświęci się on pracy parlamentarnej – mówi.


Młody wyborca PiS, w odróżnieniu od wielu swoich kolegów, nie czuje się przerażony rządem Beaty Szydło. Uznawany przez niektórych za szaleńca Macierewicz to jego zdaniem człowiek pełen dobrych chęci, który jednak może wyrządzić wiele złego. – W końcu zlikwidował WSI, co było dobrym posunięciem, przy okazji jednak ujawnił i naraził na niebezpieczeństwo współpracowników tej służby – zauważa, ostrożnie oceniając predyspozycje przyszłego szefa MON. – Ale co ten rząd nam da, to czas pokaże. Ale że da nam w d..., to się raczej nie boję – mówi 30-latek.

– Zrobisz ze mnie typowego leminga? – słyszę z kolei od 33-letniej Pauliny z Pruszkowa, którą zapytałem o odczucia po ogłoszeniu nowego rządu. – Ni tu płakać ni śmiać się – mówi po chwili. I co ciekawe, twierdzi, że wcale nie czuje się oszukana. Jej zdaniem wiadomo było, co w PiS-ie kombinują i że po zdobyciu władzy poznamy prawdziwy skład rządu. Uważa jednak, że "słabe" było wypieranie się wyborcom w oczy, że Macierewicz nie będzie ministrem obrony, a "o wiele mniej straszny" Gowin.

– Jestem zaniepokojona, podobnie jak wiele osób w Polsce. Widać to w internecie, słychać w rozmowach w tramwaju. Te osoby miały już kiedyś okazję, by się "wykazać". Nie sprawdzili się, są niekompetentni, a niektórzy nadają się raczej do leczenia, niż do rządzenia krajem – mówi Paulina, matka dwójki dzieci.


Mąż Pauliny idzie jeszcze o krok dalej i odkąd poznał skład rządu powtarza do znudzenia: "dobrze, że mamy paszporty". – Mówi, że pozostało już tylko wybrać kierunek [śmiech]. A ja się nigdzie nie wybieram, ale to nie mój rząd, ja się go wypieram – mówi mieszkanka Pruszkowa.
Dzwonię do kolejnej znajomej - tym razem znowu zwolenniczki PiS. Ale ta, w odróżnieniu od wcześniejszego rozmówcy - Marcina - wcale nie czuje się zawiedziona Macierewiczem. – Bardzo dobrze się stało, bo nie mam wątpliwości co do jego kompetencji. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o Gowinie, dlatego ulżyło mi po ogłoszeniu składu rządu – mówi 30-letnia Kamila.

– Bardzo łatwo jest zrobić jest z kogoś wariata. Ale spróbujmy choć przez chwilę zastanowić się, kto mówi w ten sposób o Macierewiczu – zwraca uwagę 30-latka z Warszawy, od zawsze głosująca na PiS. Z kolei Ania, która na partię Kaczyńskiego nie głosowała i nie zagłosuje nigdy, nazywa nową rzeczywistość "chorą".
Największą "niespodzianką" jest dla niej powrót Mariusza Kamińskiego jako koordynatora służb specjalnych. – W trakcie kampanii, w drodze do pracy bardzo często mijałam billboard, na którym widniała twarz Mariusza Kamińskiego oraz hasło: uczciwe państwo. Nie sądziłam, jednak, że człowiek, który jeszcze w marcu został skazany na karę 3 lat więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk publicznych za przekroczenie uprawnień w związku z akcją CBA dotyczącej tzw. afery gruntowej wstąpi do rządu, tylko po to, by uniknąć tej kary – mówi pochodząca z Lublina mieszkanka Warszawy.

Jedno jest pewne - żyjemy w nowej rzeczywistości, czy to się komuś podoba, czy nie. Pewne zmiany, nawet daleko idące, są potrzebne i miejmy nadzieję, że nowy rząd w odróżnieniu od poprzedników będzie miał więcej zapału, aby je wprowadzać. Jarosław Kaczyński miał dużo czasu, aby wyciągnąć wnioski po fiasku czwartej RP. Oby dobrze go wykorzystał, bo jest co robić.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl