PiS: "Możemy, bo wybrał nas naród". Nieprawda, ludzie wybrali inny PiS

Polacy wybrali PiS, ale nie ten PiS. Dlatego Kaczyński nie ma prawa uzasadniać wszystkiego "wolą narodu" i "mandatem społecznym".
Polacy wybrali PiS, ale nie ten PiS. Dlatego Kaczyński nie ma prawa uzasadniać wszystkiego "wolą narodu" i "mandatem społecznym". Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
"Ludzie opowiedzieli się za 'Dobrą Zmianą'", "Wygraliśmy wybory", "Mamy mandat do zmian" – odpowiadają politycy PiS na jakiekolwiek zarzuty pod ich adresem. Ale to nieprawda. Bo nie na taki PiS głosowali Polacy. Przynajmniej ta część, którą przyciągnęli Andrzej Duda i Beata Szydło. Ta część, która dała partii Jarosława Kaczyńskiego zwycięstwo.


Prawo i Sprawiedliwość wygrało, bo obiecało zmiany. To prawda. Ale przecież twarzą tych zmian byli Andrzej Duda i Beata Szydło. Duda, który powtarzał, że będzie łączył, a nie dzielił, że trzeba skończyć z partyjną prezydenturą, że będzie "niezłomny". I Szydło, która miała być samodzielną szefową rządu, która stworzy swoją ekipę i będzie realizowała program.

Schowani
Partia schowała na czas kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego. Prezes był też mało aktywny w pierwszej połowie kampanii parlamentarnej. Ale nawet kiedy zaczął jeździć po kraju i występować na wiecach, nie mówił o nocnym skoku na służby, uniewinnieniu Mariusza Kamińskiego czy wreszcie wojnie totalnej z Trybunałem Konstytucyjnym.

Mówiono raczej o przyspieszeniu rozwoju gospodarczego, walce z biedą, podnoszeniu poziomu edukacji, ułatwianiu życia przedsiębiorcom czy poprawianiu naszej pozycji międzynarodowej. To za taką "Dobrą Zmianą" głosowali centrowi wyborcy, którzy zmęczyli się ośmioma latami rządów PO lub rozczarowali się Pawłem Kukizem po kampanii prezydenckiej. Liczyli, że teraz władza zadba o nich, a nie o własne interesy.


Mocna ekipa
Nie mówiono im, że tę "Dobrą Zmianę" będzie realizował prokurator Piotrowicz, poseł Ast, który przed Trybunałem Konstytucyjnym oblał egzamin z podstawowej wiedzy, poseł Zbonikowski, którego przed wyborami wyrzucono z PiS, bo żona zgłosiła, że ją pobił, poseł Pięta, który chce zwalniać mundurowych biorących udział w WOŚP, czy wreszcie posłanka Pawłowicz, której nie trzeba przedstawiać.

A to właśnie ta grupa polityków PiS obraduje w czasie pisania tego tekstu nad nowelizacją ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Premier Szydło w tym czasie uśmiecha się i macha na powitanie polskim piłkarkom ręcznym, które wracają z mistrzostw świata.
Zresztą ekipa, która "daje radę" jest szersza, niż tylko ten doborowy zespół prawników. Ministrem środowiska jest Jan Szyszko, dzięki któremu Polska jest obstawiona ekranami dźwiękowymi, Wojciech Jasiński, który bez doświadczenia w biznesie nagle został prezesem Orlenu czy Antoni Macierewicz, który nie miał być szefem MON, a nagle okazało się, że jednak będzie.

Przerażone centrum
Na taki PiS część tych centrowych wyborców by nie zagłosowała. Bo pokazano im partię przebraną na potrzeby kampanii wyborczej. Bez tego PiS pewnie też by wygrało, ale nie tak znacząco. Nie byłoby mowy o samodzielnej większości, która dzisiaj pozwala iść PiS jak walec., bez oglądania się nie tylko na opozycję, ale też na koalicjanta.

Dlatego PiS dzisiaj wymówka "bo wyborcy tak chcieli" jest zupełnie nieuprawiona. Wyborcy, którzy głosowali na PiS i byli grupą przesądzającą o wygranej partii chcieli zupełnie czego innego. A dzisiaj część z nich uderza się w czoło, żałując wyboru. Mimo tego najbliższą szansę na zmianę decyzji będą mieli za cztery lata. A do tego czasu PiS będzie sobie nimi wycierał gębę.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...