Zajęcia w szkole w Mrokowie.
Zajęcia w szkole w Mrokowie. Fot. Screen/youtu.be/xYyErabuVx4

To było bardzo emocjonujące wystąpienie minister Anny Zalewskiej. Niewielka jego część, zaledwie trzy zdania, zostały poświęcone pewnej szkole w powiecie piaseczyńskim, w której uczy się dużo dzieci cudzoziemskich. A że minister z Chińczyków zrobiła Koreańczyków? Pomyliła nazwę miejscowości? Nic to, najważniejsze, że widać było jej oburzenie, a szkoła stała się przykładem nieudolności państwa. Bo Chińczyków i Wietnamczyków faktycznie jest tu tylu, że szkoła zaczyna mieć problem.

REKLAMA
Chodzi o ten fragment wystąpienia pani minister. Kilka zdań i kilka pomyłek. Powiedzmy, wynikających z emocji i oburzenia na nieudolnych poprzedników.
Anna Zalewska

I proszę Państwa, codzienność. Mroki. Jest taka szkoła w powiecie piaseczyńskim, gdzie okazało się, proszę państwa, że 13 procent dzieci, to obcokrajowcy. Koreańczycy i Wietnamczycy. I te dzieci, pierwszego dnia idąc do szkoły, musiały uczyć się w języku polskim przyrody, geografii, fizyki, matematyki. Pamiętacie państwo deklaracje pani premier, że nie 7, a 11 tysięcy imigrantów możemy przyjąć, ale dla tych imigrantów, którzy w polskim systemie funkcjonują, nie było właściwych rozwiązań.

Po pierwsze nie Mroki, tylko Mroków. Tak nazywa się miejscowość w gminie Lesznowola, w powiecie piaseczyńskim, gdzie znajduje się wspomniany przez minister edukacji Zespół Szkół Publicznych: szkoła podstawowa im. Marii Konopnickiej i gimnazjum im ks. Jana Twardowskiego.
Po drugie, w tej szkole nie ma Koreańczyków. Do szkoły chodzą dzieci chińskie i wietnamskie (a w gminie mówią jeszcze, że niewielki odsetek Turków). Wielu z nich mieszka już w Polsce na stałe, ale ciągle jest rotacja, ciągle przybywają nowe, niektóre wyjeżdżają.
Po trzecie tu nic nie zdarzyło się nagle, gdyż ta szkoła od lat jest szkołą obwodową dla Wólki Kosowskiej słynnej z największego w Europie centrum chińskiego hurtu i od lat widać, że dzieci chińskich i wietnamskich z roku na rok jest coraz więcej.
Można jeszcze postawić punkt 4 i zapytać, co mają imigranci do Chińczyków i Wietnamczyków, którzy przyjechali do Polski, by robić tu biznes. Porównanie z Syryjczykami uciekającymi przed wojną może w tym zestawieniu wydać się dziwne, ale nie zmienia faktu, że wszyscy w naszym kraju są cudzoziemcami.
Cudzoziemcy są dopieszczeni
A problem naprawdę jest. I może być coraz większy. Jeszcze w 2009 roku Chińczycy i Wietnamczycy stanowili 1 procent wszystkich uczniów szkoły w Mrokowie, rok temu 10, a dziś już 13 procent. To ponad 80 uczniów. Trudnością jest nauka polskiego, a co za tym idzie – nauka w ogóle. Bo wiele z tych dzieci nie potrafi posługiwać się językiem polskim nawet na poziomie komunikacji.
O szkole w Mrokowie, Program Obywatele dla Demokracji

Dzieci cudzoziemskie od samego początku uczą się po polsku. Uczą się biologii, historii, geografii. Wszystko w języku, którego często kompletnie nie rozumieją. Efekt? Ostatnio rozmawiałam z rodzicem jednego ucznia, który po raz trzeci będzie powtarzał rok. To znaczy, że odkąd przyjechał do Polski, cały czas jest w III klasie gimnazjum. Czytaj więcej

– Wcześniej nie był to tak dostrzegalny problem, gdyż były tylko pojedyncze osoby, które wchodziły do polskiej grupy rówieśniczej, szukały kontaktu z polskimi rówieśnikami i szybciej uczyły się języka. Dziś w każdej klasie mamy obcokrajowców. I w czasie przerw, czy tego chcemy czy nie, tworzą własne grupy, rozmawiają w swoich językach ojczystych, a nauka języka polskiego postępuje wolniej – mówi dyrektor szkoły Małgorzata Perzyna.
Starsi uczniowie powtarzają klasę, w szkole mówi się, że zaniżają ogólne wyniki szkoły, zwłaszcza szóstoklasiści i gimnazjaliści. Jeden z nauczycieli dodaje: – Boimy się skali tego problemu. Gdy dochodzi język przedmiotu typu chemia czy fizyka, te dzieci są kompletnie na straconej pozycji.
Dyrektor szkoły, razem z panią wójt, była niedawno w Ministerstwie Edukacji. Nie rozmawiała z minister Zalewską bezpośrednio, ale przedstawiła swój problem w Departamencie Strategii i Współpracy Międzynarodowej. – Te dzieci nie mają szansy na nauczenie się języka polskiego w obecnym układzie. Chcemy im pomóc. Zależy nam, żeby można było rozważyć wprowadzenie roku zerowego tylko na naukę języka, szczególnie dla dzieci starszych i młodzieży – mówi dyrektor. I najwyraźniej dlatego, Anna Zalewska – mocno lakonicznie, ale jednak – wspomniała o tym podczas audytu.
YiQi, uczennica gimanzjum

Na początku nie umiałam nawet trafić do toalety, bo nie wiedziałam, że okrąg na drzwiach oznacza toaletę dla dziewcząt, a trójkąt dla chłopców. Nie wiedziałam, w której sali mam lekcje, ani że na WF muszę nosić ubranie i buty na zmianę. Czytaj więcej

Dzieci cudzoziemców są u nas dopieszczone
O szkołach publicznych można powiedzieć wiele złego i do każdej można przyczepić jakąś łatkę, ale każdy rodzic wie, że tak naprawdę wszystko zależy od dyrekcji. Jeśli dyrekcja działa prężnie i z głową, szkoła działa świetnie. A szkoła w Mrokowie dwoi się i troi, by pomóc tym dzieciom.
– Myślę, że cudzoziemcy są u nas tak dopieszczeni, że chyba nie ma drugiej takiej szkoły w całej Polsce. Świetnie sobie radzimy – mówią w gminie Lesznowola. Na stronie szkoły jest zakładka "Wielokulturowość". Znajduje się tu m.in. informacja o projektach, które były realizowane w szkole, np. : Wielokulturowa szkoła w gminie Lesznowola, Poznajmy się – Lesznowola gminą wielu kultur, Moi sąsiedzi pochodzą z Azji.
logo
Fot. Screen/www.zspmrokow.pl/
Uczyli się pisać zwolnienia
Widać, że coś się tu dzieje. Że nikt nie rozkłada bezradnie rąk, tylko działa. Projekty unijne, organizacje pozarządowe, sama gmina – jest wielkie zaangażowanie, by tym dzieciom pomóc. Ale to ciągle za mało.
– Ta szkoła to naprawdę bardzo pozytywny przykład, jak radzić sobie z dziećmi obcokrajowców. Gmina daje jej ogromne wsparcie, sama finansuje asystentów kulturowych, którzy znają chiński i wietnamski i którzy wspierają dzieci i rodziców. Pod tym względem jest chyba ewenementem w skali kraju – mówi Aleksandra Ośko z Fundacji Świat na Wyciągnięcie Ręki, która od trzech lat współpracuje ze szkołą w Mrokowie.
Prowadziła tu już warsztaty i dla samych dzieci chińskich i wietnamskich, i dla wszystkich uczniów, a także nauczycieli, dla rodziców – uczyła ich choćby, jak pisać zwolnienia czy usprawiedliwienia – organizowała dodatkowe lekcje polskiego, zakupiła do biblioteki dodatkowe książki i słowniki. – Gmina Lesznowola jest otwarta na wspieranie edukacji i widać jej celem jest zapewnienie nauki na wysokim poziomie wszystkim uczniom niezależnie od ich pochodzenia – mówi Aleksandra Ośko. Ale widać też, że wszystko – a przynajmniej bardzo dużo – kręci się wokół uczniów chińskich i wietnamskich.
Koreańczyków tu nie ma
Lesznowola należy do najbogatszych gmin w Polsce, więc pewnie niejeden powie, że ją na to stać. Ale Chińczyków i Wietnamczyków tylko przybywa. Jedna z pracownic urzędu gminy zastanawia się, czy dzieci w ogóle nie jest już więcej niż 13 procent.
– Są Wietnamczycy, Chińczycy i bardzo niewielki odsetek Turków.... I to by było wszystko. Mają tu mieszkania, wielu mieszka na stałe.
– A Koreańczycy?
– Ich u nas nie ma – mówi.
logo
Fot. Screen/www.zspmrokow.pl/
Najtrudniejsza jest historia
Dzieci uczą się tylko po polsku, to fakt. Takie są przepisy. – Pierwszego dnia, gdy dzieci przyjeżdżają do Polski, są objęte obowiązkiem szkolnym. Muszą uczestniczyć we wszystkich lekcjach i na razie nie ma żadnych rozwiązań, które dawałyby im prawo do tego, by np. przez rok uczyły się tylko języka. Dlatego szkoły radzą sobie w swoim zakresie – mówi Aleksandra Ośko.
Czy minister edukacji chciałaby to zmienić? Tego nie wiemy, żadne propozycje w tym zakresie nie padły. Ale po jej słowach, które padły z mównicy sejmowej, należałoby się ich teraz spodziewać.
Dla dzieci na pewno oznaczałoby to mniejszy stres, więcej czasu na naukę języka, poznanie polski realiów. Dla nauczycieli i szkoły – większy komfort nauczania. – Liczę na to, że być może przepisy się zmienią i ułatwi nam to pomoc tym dzieciom na starcie. Żeby miały szansę na naukę języka polskiego – mówi dyrektor. Choć niejeden pewnie tu zapyta, czy takie szanse mają też polskie dzieci w szkołach za granicą?

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl