
Zza ekranu iPoda ich nie widać. Nie spotkasz ich też w "Piotrze i Pawle", nie zauważysz w Starbucksie. Ale choć ich nie dostrzegasz, to jest ich całe mnóstwo. Trzy miliony ludzi w Polsce żyją za mniej niż 900 złotych miesięcznie. To oni realnie skorzystają na propozycji wicepremiera Morawieckiego ws. kwoty wolnej od podatku.
Wyobrażacie sobie, że da się przeżyć za takie pieniądze? Nie? Wiele osób z poprzedniego rządu też sobie nie wyobrażało i m.in. dlatego przegrali wybory. Nie dostrzegali, że cała masa ludzi musi przeżyć za głodowe pieniądze. Społeczeństwo słuchało o kolacjach z ośmiorniczkami, na które władza wydawała sumy dla zwykłych ludzi niewyobrażalne. A gdy Andrzej Duda tuż po zwycięstwie w wyborach prezydenckich powiedział, że w Polsce "wiele dzieci nie dojada", został w Sejmie wybuczany przez grupę posłów PO i oskarżony przez Ewę Kopacz o to, że służy rosyjskiej propagandzie.
Za rządu Donalda Tuska obowiązywała procentowa waloryzacja. To spowodowało, że bardzo niskie renty, czy emerytury z roku na rok były coraz niższe, a te wysokie niezasłużenie rosły lawinowo. M.in. w ten sposób Platforma zapewniła sobie drugą kadencję rządzenia. Jednocześnie zamrożono wtedy kwotę wolną, co skutkowało coraz wyższymi podatkami od najniższych świadczeń z ZUS-u.
Świadczenia te wynoszą tyle, że nie mieści się to w głowie: najniższa emerytura to 882,56 zł, a najniższa renta 676,75 zł. Oczywiście od tego trzeba odjąć jeszcze podatek i składkę zdrowotną. To właśnie do tych osób, o których istnieniu duża grupa polityków woli nie wiedzieć, swoje pomysły kieruje dziś Mateusz Morawiecki. – To dla takich rodzin, które przeliczają 50 zł na liczbę bochenków chleba, a nie na jeden lunch. Dla nich kwotę wolną podwajamy, ona wyniesie 6,6 tys. zł, czyli minimum egzystencji – tłumaczył wicepremier parę dni temu w "Salonie Politycznym Trójki".
W Warszawie i tak takich osób jest stosunkowo niewiele w porównaniu z innymi miastami. Bogusława Biedrzycka, dyrektorka Ośrodka Pomocy Społecznej na warszawskiej Woli przyznaje, że w jej dzielnicy z pomocy społecznej korzysta 4 proc. mieszkańców. To oznacza, że dodatkowych świadczeń potrzebuje około 5 tysięcy osób. Najczęściej w biedzie żyją ludzie starsi, czy niepełnosprawni, którzy nie są w stanie pracować, by mieć więcej pieniędzy.
Zarabiający poniżej 900 zł miesięcznie to zazwyczaj osoby na emeryturach. Nasza pomoc jest adresowana do osób, które są w trudnej sytuacji i same tej trudnej sytuacji nie są w stanie przezwyciężyć. Nasz OPS pomaga choćby w spłacie czynszów, czy rachunków za prąd - mamy program dodatków mieszkaniowych lub energetycznych.
Dyrektor Biedrzycka z OPS na Woli przyznaje, że czasem pomocy finansowej potrzebują też osoby, które pracują w tzw. niepełnym wymiarze, czyli choćby śmieciówkach. W stolicy jest to dość rzadkie zjawisko. Warszawa jest takim miastem, w którym dość łatwo o pracę i osoby w wieku produkcyjnym raczej aż tak niedużych pieniędzy nie zarabiają, choć i tu się to zdarza. A jak już się wyjedzie poza Warszawę...
Oczywiście to, co proponuje wicepremier Morawiecki, jest dalekie od tego, co zaledwie rok temu obiecywali politycy PiS. Kwota wolna miała być podniesiona "w trybie w zasadzie natychmiastowym" – tak deklarował Andrzej Duda, gdy był kandydatem na prezydenta. Dowodził przy tym, że 8 tys. zł kwoty wolnej to absolutne minimum.
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
