
W środowisku akademickim plany ministra nauki budzą sporo strachu. Studenci mówią, że w projektach o studentach mówi się jak o produkcie. Ich niepokój budzi to, że największym beneficjentem zmian na uczelniach ma być gospodarka. Rektorzy zaś wskazują m.in. na szykowane zmiany w doktoratach.
Fakt, że Jarosław Gowin przynajmniej swoje plany konsultuje. W przeciwieństwie do Anny Zalewskiej, która reformę w szkolnictwie wprowadza bez oglądania się na jakiekolwiek odmienne opinie. I minister nauki szefowej resortu edukacji w tej kwestii nieco dogryza. – Każdy minister ma własne tempo i plan. Pani minister zdecydowała się na blitzkrieg, ja przy reformie szkolnictwa wyższego obrałem powolny marsz. Trzymam kciuki, by zarówno jej, jak i moja metoda, doprowadziły do dobrych skutków – mówi Gowin w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".
A co w planach ma minister nauki i szkolnictwa wyższego? Przyznaje m.in., że chętnie wprowadziłby odpłatność za studia na medycynie (o tym, że to "głupi pomysł" mówił nam prof. Tomasz Grodzki).
Jarosław Gowin
minister nauki i szkolnictwa wyższego
Gowin jednak przyznaje w tym wywiadzie, że jest to "pomysł na przyszłość". Teraz natomiast myśli o "podniesieniu poprzeczki" w przypadku studiów humanistycznych. – Uważam humanistykę za konstruktywny element tożsamości kulturowej każdego narodu. Ale studia humanistyczne powinny mieć charakter naprawdę elitarny. Powinny być prowadzone dla ludzi, którzy są pasjonatami i wymogi na tych studiach powinny być wyśrubowane. W Polsce niestety często jest odwrotnie – idą na nie ci, którzy, mówiąc kolokwialnie, "nie lubią matematyki" – tłumaczy minister.
Sami studenci zapowiadają, że przedstawią własny pomysł na reformę szkolnictwa wyższego, bo niepokoi ich to, co znajduje się w dotychczasowych projektach. Bo w nich słowo "student" padało najczęściej w odniesieniu do "produktów" wytwarzanych przez uczelnie, a na zmianach najbardziej ma skorzystać gospodarka. Parlament Studentów RP obiecuje, że dokument będzie gotowy w kwietniu (o obawach, że studia w przyszłości będą tylko dla wybranych, pisaliśmy tutaj).
źródło: "Gazeta Wyborcza"
