Jarosław Kaczyński jest krytyczny wobec Unii Europejskiej, ale czy na pewno antyeuropejski?
Jarosław Kaczyński jest krytyczny wobec Unii Europejskiej, ale czy na pewno antyeuropejski? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Skrajnie prawicowa Marine Le Pen miała zadeklarować, że chce razem z Jarosławem Kaczyńskim demontować Unię Europejską. Błyskawicznie rozpętała się burza, a obóz Prawa i Sprawiedliwości jeszcze szybciej przystąpił do gaszenia pożaru. Zwłaszcza w kontekście porażki 1:27 na głosowaniu ws. Donalda Tuska. Bo rzeczywiście – o liderze PiS można napisać wszystko – ale nie to, że deklaruje chęć opuszczenia Wspólnoty.

REKLAMA
– Jeśli wygram, podejmę współpracę z Kaczyńskim w demontażu Unii – tak brzmi dokładny cytat z liderki Frontu Narodowego Marie Le Pen (autor wywiadu przyznaje jednak, że słowo "demontaż" zostało podkręcone). Polityk wypowiedziała się na ten temat osobiście dla "Rzeczpospolitej". Jeszcze większość zainteresowanych polityką nie zdążyła się z materiałem dziennika zapoznać, a już te informacje zdementowała Beata Mazurek. "PiS nie jest zainteresowane demontażem UE" – napisała na Twitterze rzeczniczka PiS.
Ponadto publicystka prawicowego tygodnika "wSieci" Aleksandra Rybińska stwierdziła, że słyszała tę rozmowę i ta współpraca ma dotyczyć obszarów, gdzie Polska i Francja mają wspólne interesy.
A czy wspólnym interesem Polski i Francji jest demontaż Unii? Jeśli wierzyć prezesowi PiS, tak nie jest. – Krótko – bzdura i powtarzam to – powiedział dzisiaj w trakcie briefingu prasowego Kaczyński w kwestii współpracy z Le Pen.
Jarosław Kaczyński

Z Panią Le Pen mamy tyle samo wspólnego co z panem Putinem.

– Takie sugestie są po prostu oszustwem, manipulacją i niczym więcej. Są nadużyciem i chciałem to bardzo wyraźnie powiedzieć. Każdy, kto mówi w ten sposób, kłamie, manipuluje – tłumaczył i dodał, że nie ma żadnego scenariusza ws. Polexitu oraz że koncepcja "Europy dwóch prędkości jest szkodliwa".
Oczywiście można zauważyć, że jeszcze kilka dni temu całe Prawo i Sprawiedliwość zarzekało się, że Jacek Saryusz-Wolski nie jest kandydatem partii na szefa Rady Europejskiej, więc Kaczyński może zwyczajnie kłamać. Ale trzeba pamiętać, że lider PiS od dawna powtarza, że miejsce Polski jest we Wspólnocie. W tym kontekście szumnie zapowiadany "Polexit" to mrzonki.
Najczęściej o jego planach mówią inni
Oczywiście nie ma co ukrywać – Jarosław Kaczyński nie jest fanem instytucji unijnych, co dobitnie pokazuje zamieszanie związane z Donaldem Tuskiem i wyborami przewodniczącego Rady Europejskiej. Z drugiej strony nigdy bezpośrednio nie mówił, że jest zainteresowany opuszczeniem struktur europejskich.
O tym, że Kaczyński chce wyprowadzić Polskę z Unii, najchętniej pisze opozycja. Takie informacje pojawiają się co chwilę. Katarzyna Lubnauer niedawno pisała, że zamieszanie z Tuskiem to "wyprowadzanie nas z UE".
Z kolei dzisiaj Sławomir Neumann z Platformy Obywatelskiej stwierdził nawet dzisiaj, że "PiS szuka sojuszników do wyprowadzania Polski z UE".
W samym PiS-ie także nietrudno znaleźć osoby, które jawnie kontestują naszą przynależność do Wspólnoty. Od lat nie kryje się z tym choćby Krystyna Pawłowicz. – Ja osobiście w ogóle nie akceptuję naszego członkostwa w UE, o czym prezes Kaczyński wie i co zaaprobował – mówiła w 2013 roku w wywiadzie dla... "Rzeczpospolitej".
Traktat niezgody
Jednocześnie lider PiS, choć akceptuje w swoim otoczeniu osoby antyunijne, sam nigdy nie zaproponował wyjścia z UE. Chętnie ją za to krytykuje, co jednak nie jest jednoznaczne z chęcią opuszczenia Wspólnoty.
Jeśli zapomnimy o absurdalnym biciu piany w związku z Donaldem Tuskiem, łatwo zauważyć, że lider PiS po prostu nie akceptuje kierunku, w którym zmierza Bruksela. Jarosław Kaczyński na pewno nie godzi się zresztą na Unię już w obecnym kształcie, czemu wielokrotnie dał wyraz krytykując traktat lizboński. "Nicea albo śmierć" – to słynne hasło Jana Marii Rokity, ale z pewnością mógłby się pod nim podpisać i Jarosław Kaczyński.
Na czym polega problem? Kiedy jeszcze obowiązywał system nicejski, kraje Unii miały łącznie 352 głosy, a wymagana większość kwalifikowana wynosiła 260 głosów. Niemcy, Francja, Włochy i Wielka Brytania, największe kraje Wspólnoty, w tamtym systemie miały po 29 głosów. Z kolei Polska miała nieznacznie mniej głosów, bo 27. W systemie lizbońskim najistotniejsza jest podwójna większość. Przewagę dają głosy co najmniej 55 proc. krajów, w których mieszka co najmniej 65 proc. ludności. Tymczasem Niemców jest dwa razy więcej niż Polaków, a Francuzów o połowę więcej od nas. W ten sposób polski głos realnie stracił na znaczeniu.
I Jarosław Kaczyński przeciwko temu systemowi wypowiadał się wielokrotnie. "Trzeba sobie jasno zdać sprawę, że pewna wizja Unii, forsowana od Traktatu Lizbońskiego, przegrała" – mówił Kaczyński w czerwcu zeszłego roku, czyli na gorąco po Brexicie, w wywiadzie dla – po raz kolejny – "Rzeczpospolitej". W 2010 roku, kiedy Kaczyński był kandydatem na prezydenta, napisał artykuł dla niemieckiej gazety "Welt am Sonntag", czyli niedzielnego wydania "Die Welt". Tam także wątpił w sens systemu lizbońskiego, zwracał uwagę na potrzebę debaty w tej sprawie. "Kryzys finansowy w Europie, dyskusje o zmianach w Unii po wprowadzeniu Traktatu Lizbońskiego - mamy wciąż nowe powody by wspólnie zastanawiać się jak ma wyglądać nasza wspólna Europa" – pisał lider PiS.
Przy okazji warto przypomnieć, że w 2008 roku Kaczyński głosował za ratyfikacją traktatu w polskim Sejmie – czego nie zrobił choćby Antoni Macierewicz, Tadeusz Cymański czy Beata Mazurek.
Europa to Unia, Unia to Europa
W tych samych tekstach Kaczyński zdecydowanie podkreślał, że miejsce Polski jest w Unii. "Oczywiście, że tak" – stwierdził w "Rz", zapytany czy Polska chce pozostać w Unii. "To nie ma nic wspólnego z faktami" – dodał, kiedy zwrócono uwagę, że takie działania zarzuca mu opozycja.
Co więcej, w wywiadzie dla polskiej gazety Kaczyński w negatywnym kontekście odniósł się do samej Marine Le Pen. W jego ocenie francuska eurosceptyczna polityk może wykorzystać Brexit do wyciągnięcia z Unii także Francji.
Jarosław Kaczyński

Jeśli nie dojdzie do reformy w Unii, kolejne kraje mogą chcieć podjąć taką decyzję jak Wielka Brytania, na przykład Francja. Marine Le Pen mówi wprost o wyjściu z Unii. Podobne nastroje są w Holandii, Austrii, Czechach, to może się rozszerzać.

Z kolei w "Welt am Sonntag" prezes PiS wiele lat temu pisał: "Jeśli Polska staje przed wyborem: silniejsza czy słabsza Unia, nasza odpowiedz jest jednoznaczna – Unia silna i umiejąca odpowiadać na nowe wyzwania".
Prezes częściej podkreślał swoje przywiązanie do Europy. W zeszłym roku w Dniu Flagi Rzeczypospolitej Polskiej lider PiS tych, którzy twierdzą, że władze chcą wyprowadzić Polskę z UE, nazwał "awanturnikami". – Dziś być w Europie, to być w Unii Europejskiej. Nasze członkostwo w Unii Europejskiej jest trwałe, ale być w Unii nie oznacza zgadzać się na wszystko. Nie zgodzimy się na sytuacje naruszające bezpieczeństwo Polek i Polaków – mówił.
Wielokrotnie deklarował również, że chciałby, aby europejska federacja miała także charakter militarny. To marzenie odbiło mu się czkawką w 2010 roku, kiedy w trakcie debaty wyborczej Bronisław Komorowski zapytał go, czy rzeczywiście w 2006 roku chciał zrezygnować z dopłat dla rolników w zamian za stworzenie europejskich sił zbrojnych. Lider PiS tłumaczył później, że walka o dopłaty dla rolników to obowiązek każdego polskiego rządu, ale komunikat poszedł w świat.
I wreszcie "Europa dwóch prędkości". W lutym w wywiadzie dla PAP, Polskiego Radia i TVP Info lider PiS krytykował także tę koncepcję, którą ocenił jako "pomysł na rozbicie, a w istocie likwidację Unii Europejskiej w dotychczasowym tego słowa znaczeniu".
Razem, ale osobno
Kaczyński wobec Brukseli ma także plan. Ciężko zarzucić chęć wyjścia ze Wspólnoty osobie, która chce ją reformować – nie wchodząc w to, czy lider PiS ma jakiekolwiek szanse na zyskanie posłuchu w Europie. Dla Kaczyńskiego Unia Europejska to przede wszystkim wspólny rynek. Poza tym państwa powinny być bardziej suwerenne.
Jarosław Kaczyński

W naszym przekonaniu tą odpowiedzią jest reforma Unii, ale taka, która upodmiotowi państwa europejskie w sposób dużo dalej idący, niż to jest w tej chwili i wyjaśni to, czym jest Unia, co jest jej podstawą, jakie są jej cele, jakie są wartości, do których sie odwołuje, w jaki sposób obowiązuje prawo, zlikwiduje te wszystkie możliwości obchodzenia tych głównych postanowień prawa unijnego, traktatów.

Również w październiku zeszłego roku w TVP Lublin prezes PiS sugerował, że Brexit powinien być impulsem do reformy Unii. – Pojawiają się ruchy przeciwne UE, bądź w istocie przeciwne Unii – także w ważnych krajach europejskich jak Niemcy czy Francja. Jeżeli Unii nie zreformujemy, to jej przyszłość rysuje się w czarnych barwach. Okazją do tej reformy jest Brexit – on musi prowadzić do zmiany traktatów, a to okazja, by przyjrzeć się temu, jak Unia funkcjonuje – mówił.
Jak długo taki kurs się utrzyma? Z pewnością dopóki do Polski płynie szeroki strumień pieniędzy. Wtedy wiele może się zmienić.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl