
Pracownicy Lasów Państwowych organizują manifestację pod Sejmem w obronie kontrowersyjnej decyzji wycinki Puszczy Białowieskiej i jej autora ministra Jana Szyszki. Gdzie im będzie lepiej niż pod naczelnym drwalem Polski? Zielona armia Szyszki liczy ponad 25 tys. osób. Podobnie jak w górnictwie, tutaj słowo prywatyzacja jest zakazane. A jeśli ktoś o tym wspomina, natychmiast zarzuca się mu zamach na polskość.
REKLAMA
W środę przeciw ekologom staną pracownicy Lasów. Przyjadą też dzień później, gdy w Sejmie posłowie będą głosowali nad wnioskiem o odwołanie ministra Szyszki. Politycy Prawa i Sprawiedliwości bronili LP przed decyzjami swoich poprzedników.
– W rodzinie mam leśników, więc widzę to od środka. Dlatego, gdy swego czasu kuzyn pojawił się z petycją przeciw prywatyzacji lasów, powiedziałam, że nie podpiszę. Pracuję w budżetówce, ale i tak nikt mi nie zapewnia miejsca pracy. Chciałabym mieć ich zarobki, do których trzeba doliczyć dodatki i służbowe mieszkanie – opowiada rozzłoszczona Krystyna (imię zmienione – przyp.red). Pogłoski o prywatyzacji pojawiły się za poprzedniego rządu. Prawicowe media pisały o zamachu na lasy i to żydowskim, bowiem w ten sposób politycy mieli zrekompensować im stracony majątek. Informacje pojawiły się w momencie, gdy Sejm przyjął nowelizację ustawy o lasach, zakładającą, że LP przekażą do budżetu 1,6 mld złotych. Ówczesna opozycja, czyli obecnie rządzący, mówili, że że to rabunek, który zdestabilizuje lasy, doprowadzi do bankructwa, a potem do prywatyzacji. – I to jest właśnie głównym celem rządu Donalda Tuska – przekonywał... Jan Szyszko. Adam Wajrak, znany ekolog, komentował wówczas: – Wrzaski, szczególnie podnoszone przez PiS, o możliwej prywatyzacji lasów, to robienie ludziom wody z mózgu. Złośliwi, co znają się na rzeczy, mówią, że patrząc na przywileje Lasów Państwowych, można śmiało uznać, że lasy już mamy sprywatyzowane.
Korniki – też winna Tuska
Nie udało się zdestabilizować LP, a dzięki ministrowi Janowi Szyszce w lasach najczęściej słychać piły. Wyrąb będzie nawet tam, gdzie nikt nie śmiał wchodzić z pilarką – w Puszczy Białowieskiej. Jan Szyszko wpuścił tam drwali. Jego poprzednik podjął odwrotną decyzję. Zdaniem ministra, źle pojęta ochrona lasów doprowadziła do katastrofy, bo w puszczy rozpanoszył się kornik. Adam Wajrak skrytykował decyzję ministra. Ekolog nie kryje też negatywnego zdania o leśnikach. Wielokrotnie podkreślał, że zasoby jednej czwartej Polski państwo polskie przekazało "ni to instytucji publicznej, ni to firmie", czyli Lasom Państwowym. – Skarb państwa nie miał z tego za wiele, za to pracownicy Lasów całkiem sporo. Firma cieszy się niezwykłą popularnością jako miejsce zatrudnienia nie dlatego, że praca leśnika to romantyczna przygoda. Myślę o leśniczówkach, które można było jeszcze do niedawna kupić z całkiem sporą zniżką, czasami sięgającą 90 proc. ceny. Ale tak naprawdę prawdziwymi konfiturami są zarobki – podkreślał Wajrak na łamach "Gazety Wyborczej".
Nie udało się zdestabilizować LP, a dzięki ministrowi Janowi Szyszce w lasach najczęściej słychać piły. Wyrąb będzie nawet tam, gdzie nikt nie śmiał wchodzić z pilarką – w Puszczy Białowieskiej. Jan Szyszko wpuścił tam drwali. Jego poprzednik podjął odwrotną decyzję. Zdaniem ministra, źle pojęta ochrona lasów doprowadziła do katastrofy, bo w puszczy rozpanoszył się kornik. Adam Wajrak skrytykował decyzję ministra. Ekolog nie kryje też negatywnego zdania o leśnikach. Wielokrotnie podkreślał, że zasoby jednej czwartej Polski państwo polskie przekazało "ni to instytucji publicznej, ni to firmie", czyli Lasom Państwowym. – Skarb państwa nie miał z tego za wiele, za to pracownicy Lasów całkiem sporo. Firma cieszy się niezwykłą popularnością jako miejsce zatrudnienia nie dlatego, że praca leśnika to romantyczna przygoda. Myślę o leśniczówkach, które można było jeszcze do niedawna kupić z całkiem sporą zniżką, czasami sięgającą 90 proc. ceny. Ale tak naprawdę prawdziwymi konfiturami są zarobki – podkreślał Wajrak na łamach "Gazety Wyborczej".
Nie spacerują sobie po lesie
– 7 tysięcy średnio miesięcznie – Anna Malinowska, rzecznik Lasów Państwowych podaje wyliczenia zarobków za ubiegły rok. Podkreśla, że praca leśnika to nie "lekkie spacerki na świeżym powietrzu". Odpowiadają oni np. za wszystkie procedury związane z pozyskaniem drewna, a jest ich sporo. – I to wszystko w każdych warunkach pogodowych i terenowych, przy dużym zagrożeniu m.in. boreliozą – dodaje Malinowska. Dodaje, że na tle Europy polski leśnik nie zarabia dużo. Udział kosztów wynagrodzeń w przychodach ze sprzedaży drewna jest na podobnym poziomie jak w Bawarii – ok. 30 proc. Natomiast w Lasach Federalnych Austrii to już 50 proc. Bliżej Polski, bo w landzie Saksonia, kształtują się na poziomie 80 proc., a w lasach Brandenburgii już około 160-170 proc. przychodów. – Co oznacza, że wynagrodzenia leśników są tam dotowane ze środków budżetowych. My nie tylko sami musimy się utrzymać, ale zapłacić do budżetu podatki – podkreśla rzeczniczka LP. W ubiegłym roku to było ponad 1,5 mld podatku i ponad 9 mld przychodu dla budżetu państwa. A jak podkreśla Malinowska, leśnicy wydaja "swoją" kasę na cele, na które powinien łożyć skarb państwa. Chociażby na drogi lokalne – 40 mln zł, jeszcze więcej na badania naukowe. Utrzymują właściwie parki narodowe. W ubiegłym roku LP przekazały na ich funkcjonowanie ponad 70 mln.
– 7 tysięcy średnio miesięcznie – Anna Malinowska, rzecznik Lasów Państwowych podaje wyliczenia zarobków za ubiegły rok. Podkreśla, że praca leśnika to nie "lekkie spacerki na świeżym powietrzu". Odpowiadają oni np. za wszystkie procedury związane z pozyskaniem drewna, a jest ich sporo. – I to wszystko w każdych warunkach pogodowych i terenowych, przy dużym zagrożeniu m.in. boreliozą – dodaje Malinowska. Dodaje, że na tle Europy polski leśnik nie zarabia dużo. Udział kosztów wynagrodzeń w przychodach ze sprzedaży drewna jest na podobnym poziomie jak w Bawarii – ok. 30 proc. Natomiast w Lasach Federalnych Austrii to już 50 proc. Bliżej Polski, bo w landzie Saksonia, kształtują się na poziomie 80 proc., a w lasach Brandenburgii już około 160-170 proc. przychodów. – Co oznacza, że wynagrodzenia leśników są tam dotowane ze środków budżetowych. My nie tylko sami musimy się utrzymać, ale zapłacić do budżetu podatki – podkreśla rzeczniczka LP. W ubiegłym roku to było ponad 1,5 mld podatku i ponad 9 mld przychodu dla budżetu państwa. A jak podkreśla Malinowska, leśnicy wydaja "swoją" kasę na cele, na które powinien łożyć skarb państwa. Chociażby na drogi lokalne – 40 mln zł, jeszcze więcej na badania naukowe. Utrzymują właściwie parki narodowe. W ubiegłym roku LP przekazały na ich funkcjonowanie ponad 70 mln.
Kontrmanifa zielonych mundurów
Chyba nie jest tak źle, skoro leśnicy staną po Sejmem przeciw ekologom, którzy zamierzają protestować przeciw decyzji Jana Szyszki. Sekcja Pracowników Leśnictwa NSZZ "Solidarność" przygotowuje kontrmanifestację. W czwartek mają też przyjechać zielone mundury z Pomorza. W tym dniu w Sejmie posłowie głosować będą wniosek o odwołanie ministra ochrony środowiska. Kto nie chce przyjechać do Warszawy, musi poinformować swoje szefostwo.
Chyba nie jest tak źle, skoro leśnicy staną po Sejmem przeciw ekologom, którzy zamierzają protestować przeciw decyzji Jana Szyszki. Sekcja Pracowników Leśnictwa NSZZ "Solidarność" przygotowuje kontrmanifestację. W czwartek mają też przyjechać zielone mundury z Pomorza. W tym dniu w Sejmie posłowie głosować będą wniosek o odwołanie ministra ochrony środowiska. Kto nie chce przyjechać do Warszawy, musi poinformować swoje szefostwo.
Dyrektorem LP w Gdańsku jest Adam Kwiatkowski, który awansował za rządów PiS z Białegostoku. Niedawno tamtejsza dyrekcja lasów zatrudniła księdza, jako doradcę. O ks. Tomasz Duszkiewiczu głośno było też przed rokiem, gdy minister środowiska zorganizował konferencję z udziałem przedstawicieli UNESCO w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. Wówczas duchowny zasłynął modlitwą dla przybyłych ekspertów UNESCO z całego świata i zapraszając do niej np. buddystów.
Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl
