
Lata mijają, a Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie buduje mit Lecha Kaczyńskiego, najlepszego prezydenta III RP. Z upływem czasu pewne rzeczy jednak odchodzą w cień. Większość z nas nie pamięta już, że Lech, o którego wizerunek Jarosław tak dba, miał na wiele spraw inne poglądy. Dość powiedzieć, że polska prawica wiele lat nie mogła darować Lechowi podpisania Traktatu Lizbońskiego. A różnic między bliźniakami było więcej, niż szeroko komentowany dzisiaj stosunek do Krajowej Rady Sądownictwa.
REKLAMA
O tym, jak różni byli najsłynniejsi bracia polskiej polityki, przypomniała nam wszystkim Akcja Demokracja. Organizacja rozwiesiła w Warszawie dwa billboardy, o czym pisaliśmy w naTemat. Jeden plakat przypomina słowa Lecha Kaczyńskiego o Krajowej Radzie Sądownictwa, drugi całkiem nowe o tej instytucji, ale Jarosława. Co sądzi prezes PiS o KRS, wszyscy wiemy. "To instytucja postkomunistyczna" – grzmiał w wywiadzie dla "Gazety Polskiej".
Co innego Lech Kaczyński. On doceniał jej wkład w polską państwowość. "Popierany przeze mnie podczas obrad Okrągłego Stołu postulat utworzenia Krajowej Rady Sądownictwa stanowił ważny krok na drodze do uczynienia z Polski demokratycznego państwa prawa" – pisał były prezydent na początku 2010 roku do organizatorów i uczestników obchodów XX-lecia istnienia rady.
Te słowa umieszczono na obu sąsiadujących ze sobą plakatach. Ale jeśli przypomnimy sobie życie Lecha Kaczyńskiego, takich plakatów można byłoby stworzyć znacznie więcej.
Różniły ich bowiem nie tylko czasami poglądy, ale i charaktery. Popularna jest opinia, że to Lech, jako ten bardziej wyważony i ugodowy, był hamulcem awaryjnym dla Jarosława, znacznie twardszego w swoich poglądach i bardziej zdecydowanego.
Kurski prezesem TVP? Dla Lecha to byłoby nie do pomyślenia
Być może dlatego dopiero teraz Jarosław decyduje się na zachowania, które Lech uważał za niestosowne. – Jeśli demokratyzacja i apolityczność ma polegać na tym, że to rząd w istocie mianuje szefa telewizji, no przecież to jest najczystszy w świecie żart! To powinno być przedmiotem już nie tylko krytyki, ale wyśmiewania – mówił Lech Kaczyński w 2008 roku w programie "Tomasz Lis na żywo".
Być może dlatego dopiero teraz Jarosław decyduje się na zachowania, które Lech uważał za niestosowne. – Jeśli demokratyzacja i apolityczność ma polegać na tym, że to rząd w istocie mianuje szefa telewizji, no przecież to jest najczystszy w świecie żart! To powinno być przedmiotem już nie tylko krytyki, ale wyśmiewania – mówił Lech Kaczyński w 2008 roku w programie "Tomasz Lis na żywo".
Brzmi znajomo? Lata mijają, czasy się zmieniają, Jarosław Kaczyński także. Co się stało prawie dekadę później? Prawo i Sprawiedliwość rozmontowało Telewizję Polską kilkoma ustawami, a szefem TVP z politycznego nadania został Jacek Kurski.
Jarosław bronił (i broni) go tak mocno, że w zeszłym roku, kiedy ze stanowiska odwołała go Rada Mediów Narodowych, właśnie dzięki interwencji prezesa PiS szybko wrócił na stanowisko.
Ojciec Rydzyk był przyjacielem tylko jednego z nich
Wszyscy wiemy, jak ważny dla Jarosława Kaczyńskiego jest elektorat radiomaryjny. Wbrew pozorom wcale nie jest żelazny; prezes PiS często o niego dba. Nawet pod koniec grudnia zeszłego roku Jarosław wysłał list z okazji 25-lecia rozgłośni, w którym pisał, że dzieła ojca dyrektora tworzą "ogromną przestrzeń czynienia i oddziaływania dobra”.
Wszyscy wiemy, jak ważny dla Jarosława Kaczyńskiego jest elektorat radiomaryjny. Wbrew pozorom wcale nie jest żelazny; prezes PiS często o niego dba. Nawet pod koniec grudnia zeszłego roku Jarosław wysłał list z okazji 25-lecia rozgłośni, w którym pisał, że dzieła ojca dyrektora tworzą "ogromną przestrzeń czynienia i oddziaływania dobra”.
Jeszcze bardziej wylewny Kaczyński był... rok wcześniej, na 24. urodzinach. – Bez ciebie ojcze dyrektorze nie byłoby tego zwycięstwa. (...) To zwycięstwo jest także potwierdzeniem jednej prawdy. Fundamentem polskości jest Kościół i jego nauka. I że nie może być Polski bez Kościoła – mówił.
Lech do toruńskiej rozgłośni nigdy nie był tak przychylny, choć nie pozwalał sobie na krytyczne komentarze wobec niej w życiu publicznym. Co innego wiedzieli jednak obserwatorzy życia politycznego na prawicy. Michał Karnowski i Piotr Zaremba, czyli dwaj prawicowi dziennikarze, w 2009 roku w "Dzienniku" wynotowywali różnice między braćmi. Tam poza słynnymi historiami o prawie jazdy Jarosława (a raczej jego braku), pada zdanie: "Jarosław nauczył się i nawet polubił słuchanie Radia Maryja, Lecha aż skręca, gdy słyszy o niektórych tezach forsowanych w toruńskiej rozgłośni". Po ośmiu latach można powiedzieć tylko tyle, że prezes PiS naprawdę polubił słuchanie tej stacji.
Europa też ich poróżniła
Jarosław Kaczyński jest też obecnie znany jako gorliwy przeciwnik Traktatu Lizbońskiego. Przypomina o tym przy niemal zawsze, kiedy tylko może. Mówił o tym ostatnio przy okazji wyboru Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, swój krytyczny stosunek do traktatu pokazał także na początku lutego w rozmowie z "Frankfurter Allgemeine Zeitung", a szczególnie głośno nawoływał do reformy Wspólnoty w zeszłym roku, tuż po Brexicie.
Jarosław Kaczyński jest też obecnie znany jako gorliwy przeciwnik Traktatu Lizbońskiego. Przypomina o tym przy niemal zawsze, kiedy tylko może. Mówił o tym ostatnio przy okazji wyboru Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, swój krytyczny stosunek do traktatu pokazał także na początku lutego w rozmowie z "Frankfurter Allgemeine Zeitung", a szczególnie głośno nawoływał do reformy Wspólnoty w zeszłym roku, tuż po Brexicie.
– To jest dzisiaj potrzebne. Po pierwsze: radykalne doprecyzowanie przepisów UE, by działała ona rzeczywiście (w oparciu – red.) o prawo, a nie kwestie arbitralne; sprecyzowana musi być zasada współpracy UE i państw narodowych – opowiadał Kaczyński w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
A jego brat? A jego brat traktat... podpisał, za co był krytykowany na całej prawicy wzdłuż i wszerz. Trzeba Lechowi jednak oddać, że nie był do niego nastawiony całkowicie pozytywnie. Bo choć rząd PO–PSL bardzo szybko go przepchnął przez parlament, sam prezydent do ratyfikacji był przekonywany. O jego spotkaniach z Tuskiem w tej sprawie krążą legendy. Niemniej jednak dzisiejsza wyjątkowo ostra retoryka brata wobec traktatu mogłaby być dla niego niezrozumiała.
Gospodarkę także rozumieli różnie
Pamiętacie wywiad dla agencji Reutera z końcówki zeszłego roku, kiedy Jarosław Kaczyński wprost powiedział, że zgodziłby się na spowolnienie gospodarki, jeśli to będzie cena realizacji jego wizji ideologicznej? To nie jest nowa narracja dla prezesa PiS, który od zawsze interes polityczny przedkładał nad problemy gospodarcze.
Pamiętacie wywiad dla agencji Reutera z końcówki zeszłego roku, kiedy Jarosław Kaczyński wprost powiedział, że zgodziłby się na spowolnienie gospodarki, jeśli to będzie cena realizacji jego wizji ideologicznej? To nie jest nowa narracja dla prezesa PiS, który od zawsze interes polityczny przedkładał nad problemy gospodarcze.
Tak było choćby w 2009 roku w środku kryzysu finansowego. Wtedy obu braci poróżnił stosunek do opcji walutowych, na których według medialnych doniesień polskie firmy miały stracić miliardy. Wicepremier Waldemar Pawlak z PSL chciał ustawy unieważniającej te umowy wbrew PO. Szybko znalazł sojusznika w postaci Jarosława Kaczyńskiego.
Prezydent jednak nie chciał takich rozwiązań, a jak informował "Dziennik", zawetowałby ustawę zmontowaną w egzotycznej koalicji PSL-PiS–Lewica. Zgodnie z życzeniem Donalda Tuska. Ale Lech nie był przerażony wizją współdziałania z premierem. – Jeden z ekonomistów powiedział mu, że samo zagrożenie unieważnieniem opcji spowoduje ucieczkę kapitału z giełdy i wzrost kursu euro – mówił dla gazety informator z PiS. Lech w przeciwieństwie do brata chętnie bowiem spotykał się z ekonomistami i słuchał ich, a nie przytakiwał bez celu.
Milion drobnych rzeczy
Żeby zrozumieć, skąd brały się te różnice w kwestiach bardzo istotnych, trzeba sobie uzmysłowić, że bracia różnili się także w kwestiach błahych . To Jarosław zawsze był w tej parze rasowym politykiem, a Lech był bardziej wycofany. Jeszcze za życia Lecha historie o różnicach w stylu życia obu braci (Jarosław nie miał konta w banku czy swojej komórki przez wiele lat) były przedmiotem kpin.
Żeby zrozumieć, skąd brały się te różnice w kwestiach bardzo istotnych, trzeba sobie uzmysłowić, że bracia różnili się także w kwestiach błahych . To Jarosław zawsze był w tej parze rasowym politykiem, a Lech był bardziej wycofany. Jeszcze za życia Lecha historie o różnicach w stylu życia obu braci (Jarosław nie miał konta w banku czy swojej komórki przez wiele lat) były przedmiotem kpin.
Z tych szczegółów rodzą się jednak duże różnice. A teraz widać aż za dobrze, że Jarosława już nikt nie hamuje nawet w kwestiach najistotniejszych.
Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl
