
"Taksówkarze, coraz częściej nadają na PiS” – napisał na Twitterze prawicowy publicysta Rafał Ziemkiewicz. "A co się dzieje u fryzjerów i pielęgniarek”? – zapytał czujnie były lider PSL Janusz Piechociński. "Zapewne to samo: Misiewiczem i prywatą z Tuskiem PiS zdołał sobie zrazić człowieka prostego. Duże osiągnięcie” – odparł RAZ.
REKLAMA
Poza rytualną falą hejtu, która zalała publicystę ze strony najbardziej fanatycznych wyznawców partii rządzącej, w sieci rozgorzała interesująca dyskusja na temat kondycji PiS po kilkunastu miesiącach rządzenia. Rzeczywiście, oznak problemów ugrupowania jest sporo. Ale czy to już początek większego zjawiska?
Warto przypomnieć, że PiS rządzi już półtora roku. Mniej więcej po takim okresie w listopadzie 2007 roku - w wyniku nabrzmiałych kłopotów w sprawowaniu władzy, konfliktów w łonie koalicji z LPR i Samoobroną i tzw. afery gruntowej - Jarosław Kaczyński podał swój gabinet do dymisji.
Zwykli Polacy są zmęczeni?
Nie ma oczywiście żadnych analogii z obecną sytuacją, tym bardziej, że PiS rządzi samodzielnie. Ale półtora roku to już czas, po którym widać zużycie i deprawację władzy. Można więc zauważyć pierwsze symptomy zmęczenia PiS-em wśród wyborców tej partii.
Nie ma oczywiście żadnych analogii z obecną sytuacją, tym bardziej, że PiS rządzi samodzielnie. Ale półtora roku to już czas, po którym widać zużycie i deprawację władzy. Można więc zauważyć pierwsze symptomy zmęczenia PiS-em wśród wyborców tej partii.
Ma to swoje odzwierciedlenie choćby w trzech kolejnych sondażach preferencji partyjnych przeprowadzonych przez trzy różne ośrodki badawcze. Wszystkie te badania zostały przeprowadzone już po szczycie UE 9 marca, na którym Donald Tusk stosunkiem głosów 27:1 został wybrany na drugą kadencję szefem Rady Europejskiej. We wszystkich sondażach słupki poparcia dla Platformy znacząco urosły i zbliżyły się do wciąż prowadzącego PiS.
W mniejszej skali pokazuje to także referendum w Legionowie, w którym ponad 90 proc. mieszkańców, przy wysokiej 46-proc. frekwencji, powiedziało "nie” dla pomysłu PiS przyłączenia ich miasta do metropolii warszawskiej. A także widoczna gołym okiem demobilizacja najwierniejszego elektoratu PiS podczas organizowanych ostatnio przez kluby "Gazety Polskiej” prorządowych manifestacji. Nie bez znaczenia może być także zmęczenie nachalną propagandą w mediach publicznych.
Kłopoty PiS unaoczniają także kolejne fronty jakie ta partia otwiera walcząc z dużymi grupami zawodowymi. Lista wrogów PiS jest coraz dłuższa (to m.in: sędziowie, nauczyciele, dyplomaci, wojskowi, policjanci, dziennikarze) oraz uaktywnienie się "uśpionych” dotąd frakcji wewnątrz partii rządzącej, które już nie tylko rywalizują, ale wręcz się zwalczają.
Duda kontra Macierewicz
Obserwujemy również nagromadzenie się kolejnych konfliktów personalnych. Już nie tylko kompetencyjnych i nie tylko między poszczególnymi ministrami, ale – co jeszcze kilka miesięcy temu było nie do pomyślenia – walczą ze sobą prezydent Duda i szef MON Antoni Macierewicz. I nie jest to walka buldogów pod dywanem, ale publiczny konflikt do którego wciągnięte zostały "dwory" obu polityków.
Obserwujemy również nagromadzenie się kolejnych konfliktów personalnych. Już nie tylko kompetencyjnych i nie tylko między poszczególnymi ministrami, ale – co jeszcze kilka miesięcy temu było nie do pomyślenia – walczą ze sobą prezydent Duda i szef MON Antoni Macierewicz. I nie jest to walka buldogów pod dywanem, ale publiczny konflikt do którego wciągnięte zostały "dwory" obu polityków.
Te wszystkie rysy na monolicie, jakim jeszcze niedawno – przynajmniej w odbiorze społecznym było PiS – widać coraz wyraźniej. Doszło nawet do tego, że pomruki niezadowolenia i zwątpienia w geniusz polityczny prezesa PiS zaczęły dochodzić z obozu medialnego i zaplecza intelektualnego "dobrej zmiany”.
Dość powszechna zaczęła być w tym środowisku krytyka Bartłomieja Misiewicza, którego dymisji nie są w stanie wymóc na szefie MON ani prezes PiS, ani premier, ani prezydent. Każdy z tych polityków z osobna i wszyscy razem wzięci, bo cała akcja krytykowania Misiewicza wygląda na skoordynowaną próbę osłabienia pozycji Macierewicza w PiS przez główne ośrodki władzy.
Kolejni publicyści "dobrej zmiany" swoimi artykułami, wypowiedziami albo wpisami w mediach społecznościowych robią wyłomy w narracji PiS. Piotr Skwieciński z "wSieci” i Rafał Ziemkiewicz z "Do Rzeczy” wbrew stanowisku partii rządzącej i w poprzek niewzruszonych emocji żelaznego elektoratu PiS uznali za porażkę wystawienie Jacka Saryusza-Wolskiego przeciwko Donaldowi Tuskowi w Brukseli i efekt tego starcia. Łukasz Warzecha, a nawet Cezary Gmyz, podważali ostatnio obecny w środowisku PiS bezrefleksyjny kult tzw. żołnierzy wyklętych. Wśród powodów zadyszki partii rządzącej po prawej stronie wymienia się złą komunikację rządu ze społeczeństwem, a nawet satyryczne "Ucho prezesa".
A bliski współpracownik Macierewicza, prof. Sławomir Cenckiewicz, uderzył w stół mówiąc w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej”, że dla niego "postawa większości polskiej centroprawicy, której emanacją jest towarzystwo skupione wokół tygodnika ''wSieci'' jest nie do przyjęcia”. – Ta afirmacja wszystkiego, co w polskiej historii się wydarzyło, to gloryfikowanie, to interpretowanie historii i sprzedawanie jej jako heroicznej i zwycięskiej prawdy historycznej – tłumaczył i dodał, że ”taka romantyczna czy też powstańcza postawa jest mu obca, ponieważ jest pragmatykiem”.
"PiS-owski betonie, aleś ty głupi"
Prawica znowu zaczyna się więc kłócić i to publicznie. A jak zareagowano na słowa Ziemkiewicza o krytyce PiS ze strony taksówkarzy? Fanatyczni wyborcy partii rządzącej przypuścili oczywiście atak na publicystę. Ten bronił się. "Pisowski betonie, aleś ty głupi. Zwracam uwagę na drobny przejaw, że władza zraża sobie prostych ludzi, a wy się obrażacie na rzeczywistość” - napisał najpierw krótko, a potem wyłożył już swoje racje czarno na białym.
Prawica znowu zaczyna się więc kłócić i to publicznie. A jak zareagowano na słowa Ziemkiewicza o krytyce PiS ze strony taksówkarzy? Fanatyczni wyborcy partii rządzącej przypuścili oczywiście atak na publicystę. Ten bronił się. "Pisowski betonie, aleś ty głupi. Zwracam uwagę na drobny przejaw, że władza zraża sobie prostych ludzi, a wy się obrażacie na rzeczywistość” - napisał najpierw krótko, a potem wyłożył już swoje racje czarno na białym.
"Jeśli min. Waszczykowski naprawdę naopowiadał dziś, że wybór Tuska był sfałszowany, to albo jest idiotą, o co go nie podejrzewam, albo interesuje go (a to by znaczyło, że nie tylko jego) wyłącznie jeden słuchacz, i wyłącznie to, aby w oczach tego jednego zademonstrować, że Tuskowi nie odpuści - a jak to odbierają tzw. masy nieważne, wybory dopiero w przyszłym roku” – ocenił RAZ.
Dodał, że PiS zaczął irytować normalnych ludzi przez własną głupotę. "Misiewicz? Nie ma ani na gówniarza, ani na ministra siły" (…) Ergo - jak się pisowcy dorwali, to okazują się niewiele lepsi niż kolesie od ośmiorniczek" – napisał dalej publicysta. Więcej o jego przemyśleniach można przeczytać tutaj.
Dzwon na trwogę?
Publicysta portalu wpolityce.pl Łukasz Adamski reagując na wpis Ziemkiewicza przypomniał, że minister Jarosław Gowin, lider jednej z frakcji w partii, wyraził się już wprost o dzwonku alarmowym dla PiS.
Publicysta portalu wpolityce.pl Łukasz Adamski reagując na wpis Ziemkiewicza przypomniał, że minister Jarosław Gowin, lider jednej z frakcji w partii, wyraził się już wprost o dzwonku alarmowym dla PiS.
"Moim zdaniem jest to nie tyle dzwonek, ale nawet dzwon, który na dodatek dzwoni z bardzo konkretnych powodów– napisał w swoim portalu Adamski. Więcej można przeczytać tutaj.
A przecież jeszcze kilka miesięcy temu politycy PiS na wyprzódki licytowali się arogancko, że będą rządzić trzy kadencje, albo do 2030 roku; że w sondażach mają faktycznie 45 proc. Przypominało to słynny passus Donalda Tuska, że nie ma z kim przegrać, który ostatecznie przyczynił się do wyborczej klęski PO.
Swoje trzy grosze dołożył w wywiadzie dla „SE” politolog i były europoseł PiS Marek Migalski. "W przypadku PiS głównym wrogiem przestaje być PO, ale staje się nim kolega z rządu, który obsadził swoimi ludźmi więcej spółek, wojewodów lub innych ważnych urzędników" - stwierdził. Jego zdaniem PiS nie przegrywa z opozycją, tylko sam ze sobą. – Odsuną go od władzy własne frakcje. Choć ich skład i miejsce będzie się zmieniało" - ocenił Migalski.
Frakcja smoleńska rządzi
Wśród frakcji PiS Migalski wymienił "zakon PC", który pozostaje najsilniejszy. Według niego na drugim miejscu w PiS są "radiomaryjni”, na czele z Antonim Macierewiczem i Janem Szyszko. "Szef MON jest zarazem liderem frakcji smoleńskiej" - diagnozował Migalski. "Gdyby Macierewicza z PiS kiedyś wyrzucono albo pomniejszono jego znaczenie, ludzie i wyborcy z frakcji smoleńskiej bardziej wierzyliby Macierewiczowi niż nawet Kaczyńskiemu" - podkreślił.
Wśród frakcji PiS Migalski wymienił "zakon PC", który pozostaje najsilniejszy. Według niego na drugim miejscu w PiS są "radiomaryjni”, na czele z Antonim Macierewiczem i Janem Szyszko. "Szef MON jest zarazem liderem frakcji smoleńskiej" - diagnozował Migalski. "Gdyby Macierewicza z PiS kiedyś wyrzucono albo pomniejszono jego znaczenie, ludzie i wyborcy z frakcji smoleńskiej bardziej wierzyliby Macierewiczowi niż nawet Kaczyńskiemu" - podkreślił.
Wśród pozostałych frakcji politolog wymienił też "białych ludzi" - umiarkowanych konserwatystów, którzy widzą swoją przyszłość pod wodzą Jarosława Gowina i frakcję "ziobrystów"' związanych z ministrem sprawiedliwości.
A co z "prostymi ludźmi" - mitycznymi wyborcami PiS? Prezes Kaczyński nie jeździ taksówkami tylko limuzyną z ochroniarzami. Nie wie więc o czym plotkuje elektorat. PiS ma jednak jeden wielki atut. Nawet osłabiony wciąż jest silny na tle skłóconej i poobijanej opozycji.
Napisz do autora:jaroslaw.karpinski@natemat.pl
