W debacie nad wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności dla rządu wcale nie chodziło o sam wniosek
W debacie nad wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności dla rządu wcale nie chodziło o sam wniosek Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Na debacie w sprawie konstruktywnego wotum nieufności wygrali wszyscy. I rządzący, i opozycja, i poszczególni liderzy partyjni. Bo punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, czyli odpowiedniej perspektywy. A tej zarówno w poszczególnych formacjach, jak i wśród ich wyborców, nie uda się zmienić jedną debatą. Publiczność też może być jednak usatysfakcjonowana, bo oglądała emocjonujące, choć może nie porywające przedstawienie.

REKLAMA
Celem wniosku Platformy w sprawie konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu wcale nie była wymiana premiera. W Sejmie zawsze rządziła przecież arytmetyka i to ona wygrała w pierwszej kolejności. Kto jeszcze wygrał i dlaczego?

Wygrał duopol PO-PiS

Debata nad konstruktywnym wotum nieufności utrwaliła duopol polityczny na polskiej scenie politycznej, który obserwujemy od ponad dekady. Zarówno PiS jak i PO zależy na podtrzymywaniu tego w dużej mierze sztucznego podziału, więc dostarczają sobie nawzajem argumentów i amunicji. A taka sytuacja wymusza na wyborcach opowiedzenie się po którejś ze stron sporu, zapisanie się do któregoś z plemion. Ta część elektoratu, która kwestionuje polaryzację sceny politycznej na dwie duże formacje: liberalno-konserwatywną i narodowo-katolicką, nie ma jednak poważnej alternatywy, bo inne partie są albo za słabe, albo za mało wyraziste.

Wygrała Platforma i Schetyna

Lider PO Grzegorz Schetyna osiągnął wszystkie cele, które przed sobą postawił. Przede wszystkim udało mu się zaprezentować siebie jako lidera z charyzmą. Lidera nie tylko swojej partii, ale także sejmowej opozycji. Po drugie on sam i jego formacja miały okazję do grillowania rządzącego PiS-u nie tylko za nieudolną politykę zagraniczną, której twarzą jest minister Witold Waszczykowski, a symbolem klęska PiS podczas głosowania (27:1) nad kandydaturą Tuska na szefa Radu Europejskiej. Platforma mogła też wypunktować wszystkie grzechy PiS w polityce krajowej i skrzętnie z tego skorzystała. Na dodatek Schetyna pokazał miejsce w szeregu Ryszardowi Petru, czyli rywalowi w opozycji. Postawił go bowiem w niezręcznej sytuacji zmuszając do głosowania nad własną kandydaturą na premiera.

Wygrała "Polska zdrowa psychicznie”

Ciekawa w sensie retorycznym była także próba przeciwstawienia "Polski zdrowej psychicznie”, o której mówił lider Platformy - tej drugiej Polsce - w domyśle "Polsce paranoi i spisków", a więc PiS. "Polska zdrowa psychicznie" wygrywa dość wyraźnie w ostatnich sondażach, które pokazują, że w zamach smoleński wierzy już tylko 14 proc. Polaków i że - jak uważa większość z nas - Antoni Macierewicz powinien stracić stanowisko w rządzie. Ale wygrała także dlatego, że podczas debaty nad wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności w Sejmie nie posiłkowano się amunicją smoleńską, nie licytowano kto ma krew na rękach, czy komu postawić kolejne zarzuty za Smoleńsk. Czy to znaczy, że paliwo smoleńskie się kończy? Przekonamy się już 10 kwietnia.

Wygrał PiS

Tak, PiS też wygrał. Przede wszystkim wygrał arytmetycznie, bo ma większość w Sejmie i zgodnie z przewidywaniami odrzucił wniosek Platformy ws. konstruktywnego wotum nieufności. Ale wygrał także dlatego, że udało mu się pokazać, że wciąż jest silny poparciem społecznym, o czym świadczy nie tylko najnowszy sondaż zaburzający pozytywną dla opozycji tendencję. Tym sondażem oraz nowym spotem w internecie partia rządząca wybiła nieco opozycję z rytmu przed sejmową debatą, a przy okazji zmobilizowała swoich zwolenników. PiS wykorzystało też debatę do pochwalenia się dobrymi wskaźnikami gospodarczymi i i przypomniała o programach socjalnych, dzięki którym cieszy się silnym poparciem, szczególnie na prowincji. Głośne w sensie dosłownym, także na tle prezesa Kaczyńskiego, było przemówienie premier Szydło.

Wygrała opozycja, a nawet Kukiz '15

Ryszard Petru wygrał, bo zdystansował się od wniosku Platformy, przedstawił w trakcie debaty główne założenia programowe swojej partii i nie popełnił żadnej gafy. A przy okazji uderzył w Ruch Kukiza - jako cichego koalicjanta PiS - z którym rywalizuje o trzecią pozycję w sondażach. Także PSL mogło uznać debatę za udaną. Lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz, by zostać dostrzeżony próbował wbić klina między "Polską liberalną a Polską radykalną". A Paweł Kukiz odegrał swoją wyuczoną rolę polityka-niepolityka spoza układów i okrasił swoje przemówienie barwnymi zwrotami w rodzaju "postbolszewickiego ustroju." Część wyborców nadal wierzy w taką "antysystemowość”. Wygrali też pomniejsi harcownicy, bo mogli przypomnieć o sobie wyborcom.

Wygrało słówko "wyłanczać”

Jak zwykle obserwatorzy dużo uwagi poświęcili analizie wystąpienia prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który słynie z barwnego słownictwa i ciekawych metafor. Tym razem prezes się przejęzyczył zapowiadając, że "będą wyłanczać”... Na okrzyk któregoś z posłów opozycji, że mówi się wyłączać, lider partii rządzącej odparł: "szanowni państwo, pozwólcie że będę mówić, jak mówię". Na Twitterze od razu pojawiła się cała masa złośliwych komentarzy z przypomnieniem słynnego: "żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe a czarne jest czarne.”