
Od wczoraj portale plotkarskie zadają sobie tylko jedno, jedyne, najważniejsze pytanie - czy Anna Lewandowska już URODZIŁA? Wielkie litery są nieodzowne, bo gdyby wiadomość została potwierdzona, w mgnieniu oka stałaby się sensacją. Na wszelki wypadek wyjaśnienie – ciąża zwykle kończy się przyjściem na świat dziecka, taki jest plan.
REKLAMA
Wczoraj portal Pudelek podał plotkę, że dziecko Anny i Roberta Lewandowskich już przyszło na świat. Podawał też, że Lewandowski najprawdopodobniej będzie chciał podzielić się z fanami tą informacją po ostatnim meczu z Borussią – a tego nie zrobił. Już w trakcie niefortunnego zresztą dla Lewandowskiego spotkania, polski internet zagotował się do czerwoności. Czy to, że nie powiedział nic, też coś znaczy, czy nie znaczy nic?
– Lewandowski rozkojarzony - w końcu urodziło mu się dziecko – komentował jeden z internautów. – Anna Lewandowska podobno urodziła, Alleluja! – emocjonowała się w czasie meczu fanka trenerki. Plotka pozostała plotką, żadnych oficjalnych informacji jak na razie nie mamy – mamy za to burzę w internecie i ciekawe zjawisko, bo kiedy emocje sięgają zenitu, w łeb bierze zdrowy rozsądek.
Atmosferę wokół "polskiego royal baby” podkręca sama przyszła mama – czy tego chce, czy nie. Może trochę chce, bo nie jest tajemnicą, że prócz radości z przyjścia na świat potomka, "projekt dziecko” oznacza dla niej też dodatkowe zyski, czy to z kampanii reklamowych, czy chociażby ze sprzedaży DVD z zestawem ćwiczeń dla kobiet w ciąży. Również Robert Lewandowski, kiedy zostanie ojcem, raczej nie będzie narzekać na propozycje reklamowania produktów z branży parentingowej. I biorąc pod uwagę popularność "polskich Beckhamów”, trudno będzie się dziwić, że wykorzystają sytuację.
Jak na razie histeria wokół porodu Lewandowskiej trwa w najlepsze. Wczorajszy post ze zdjęciem, na którym Lewandowscy przybijają sobie "piątkę” i który miał pośrednio dowodzić, że Ania jest już po porodzie, na Instagramie polubiło już ponad 75 tys. osób. Fani rozpływają się w komentarzach o rodzinie, rodzicielstwie i małżeństwie. A gdzieś tam w piwnicach redakcji tabloidów dziennikarze śledczy rozrysowują pewnie możliwe scenariusze i zlecają specjalistyczne analizy.
Czy wpis był wcześniej zaplanowany, a w czasie, kiedy się pojawił, Ania URODZIŁA? Czy post napisał za nią ktoś inny, kiedy jej uwagę zaprzątały już bóle porodowe? Czy sama pisze posty na Instagramie, jednocześnie będąc w trakcie porodu, bo taką jest super mamą? A może na przyjście na świat wyczekiwanego syna lub córki celebrytów będziemy musieli poczekać jeszcze kilka wypełnionych drżeniem serca dni?
Choć wiadomość nie została w żaden sposób potwierdzona, wielbiciele słynnego małżeństwa już ślą serdeczne gratulacje, tak na wszelki wypadek.
I tak szaleństwo trwa, ale biorąc pod uwagę, że wiąże się z tak radosnym wydarzeniem, trudno je krytykować. To i tak o niebo lepsze od przełomowego newsa z ostatniej chwili, że Selena Gomez OBCIĘŁA WŁOSY. Nie mówiąc o nowym trendzie na Instagramie, by publikować fotki własnych pośladków w romantycznej scenerii.
