
Zastał Słupsk totalnie zadłużony, a właśnie może się pochwalić gigantyczną nadwyżką budżetową jak na warunki niewielkiego w zasadzie miasta. I choć do spłacenia wszystkich zobowiązań miasta daleka droga, Słupsk jest na dobrej drodze. A przecież niedawno miasto, gdyby tylko polskie prawo zakładało taką możliwość, zapewne zbankrutowałoby.
REKLAMA
Liczby nie kłamią – i to właśnie one są miarą sukcesu prezydenta Słupska rodem z podkarpackiego Rymanowa. Jak pisaliśmy w naTemat, z danych słupskiego ratusza dotyczących wykonania budżetu w 2016 roku miasto miało aż 28-milionową nadwyżkę. Zresztą, miasto zamyka rok z nadwyżką od dwóch lat. W tym roku jest ona jednak wyjątkowo spektakularna.
Jakże różna sytuacja, jeśli porównamy ją z 2014 rokiem – a przypomnijmy, że w grudniu tamtego Biedroń został prezydentem Słupska. Sytuacja, którą zastał, była co najmniej nieciekawa: 20,5 miliona deficytu. Słupsk był wtedy jednym z najbardziej zadłużonych miast w Polsce. 275 milionów złotych w plecy.
Czasami poprosić o pieniądze to żaden wstyd
Jak źle było w mieście? W 2015 roku prezydent Słupska wysłał do premier Ewy Kopacz słynny list, który dokładnie pokazuje, z jaką sytuacją musiał się zmierzyć. Kulą u nogi Roberta Biedronia był bowiem projekt aquaparku. Koszmarnie drogiego i totalnie nietrafionego, bo przecież mówimy o mieście położonym o rzut beretem od nadmorskiej plaży.
Jak źle było w mieście? W 2015 roku prezydent Słupska wysłał do premier Ewy Kopacz słynny list, który dokładnie pokazuje, z jaką sytuacją musiał się zmierzyć. Kulą u nogi Roberta Biedronia był bowiem projekt aquaparku. Koszmarnie drogiego i totalnie nietrafionego, bo przecież mówimy o mieście położonym o rzut beretem od nadmorskiej plaży.
Słynna budowa ruszyła w 2011 roku, kiedy Biedroń bliżej myślami był Wiejskiej, niż placu Zwycięstwa (tam znajduje się słupski ratusz). Odziedziczył inwestycję gotową w 80 procentach, ale bez środków na jej zakończenie. Jeszcze poprzednie władze miasta zerwały umowę z wykonawcą, a sprawa trafiła do sądu. Finał w warszawskim Sądzie Arbitrażowym przypadł już na rządy Biedronia. Słupsk miał zapłacić 24,5 mln zł. Których oczywiście wtedy nie miał. W ogóle Słupsk tonął w długach.
"Szanowna Pani Premier, pozwalam sobie zwrócić się do Pani z prośbą o udzielenie Miastu Słupsk bezzwrotnego wsparcia finansowego umożliwiającego spłatę zobowiązań wynikających z tego wyroku, a tym samym ochronę mieszkańców Słupska przed negatywnymi skutkami ewentualnego programu naprawczego" – napisał Biedroń w liście. Dodał, że Słupsk jest w stanie wygospodarować 17 mln zł, ale potrzebuje dodatkowych 7,5 mln zł z zewnątrz.
Uzależnienie od wody z kranu
To właśnie wtedy Biedroń dał się poznać jako samorządowiec, który zrobi wszystko, aby wyciągnąć swoje miasto z tarapatów. Ale jako prezydent poszedł znacznie dalej. Nie ograniczył się do wyciągnięcia ręki po nieswoje pieniądze.
To właśnie wtedy Biedroń dał się poznać jako samorządowiec, który zrobi wszystko, aby wyciągnąć swoje miasto z tarapatów. Ale jako prezydent poszedł znacznie dalej. Nie ograniczył się do wyciągnięcia ręki po nieswoje pieniądze.
Swojego czasu bardzo głośna – bo głośno opisywana przez tabloidy – była jego decyzja o ograniczeni przejazdów służbowych do minimum. Urzędnikom dał do wyboru komunikację miejską, rower lub… spacerek. Biedroń zwyczajnie postanowił odebrać dodatki pracownikom korzystającym z prywatnych aut do celów służbowych.
Zmniejszono także liczbę aut służbowych, przykład oczywiście dał sam Biedroń, który ochoczo korzysta z roweru bądź komunikacji miejskiej. Czasami gdzieś go podwozi asystentka (albo ja przy okazji testu Hyundaia i10). "Głos Pomorza" pisał jeszcze w 2014 roku – bo Biedroń bardzo szybko dobrał się do skóry tych najbardziej zmotoryzowanych – że taki plan ma dać miastu w skali roku nawet 5 mln zł oszczędności.
Pomysłów na oszczędzanie prezydent oczywiście miał znacznie więcej. Niektóre mogą się wydawać śmieszne, ale pamiętajmy, że mówimy o samorządzie niewielkiego miasta. Przecież Słupsk nie zrezygnuje np. z budowy autostrady. Oszczędności trzeba szukać w dość błahych sprawach. Tak było z… wodą. Bo choć dla przykładu warszawskie wodociągi uparcie reklamują swoją wodę jako zdatną do picia, najlepszą tego typu kampanię w kraju zrobił (trochę przypadkiem) Biedroń.
W ramach forsowanego cięcia wydatków słupski ratusz po prostu zrezygnował z kupowania butelkowanej wody. Zamiast niej urzędnicy, w tym sam Biedroń, zaczęli pić kranówkę. Woda z kranu tak zasmakowała byłemu posłowi, że… zaczął ją polecać wszystkim internautom. – Mogą państwo sprawdzić, w moim gabinecie stoi karafka. Piję naszą słupską kranówkę, jest wyśmienita – oznajmił prezydent Słupska już na początku swojej kadencji.
Pieniądze znalazł także w swoich... służbowych podróżach. Przeciwnicy często zarzucają mu, że jeździ po Polsce i lata po świecie, a niekoniecznie widać go w Słupsku. On sam w rozmowie z TVN24 odrzucał te zarzuty. – Jak się jest takim prezydentem jak ja, który budzi zainteresowanie, to jest się zapraszanym. Na szczęście na koszt zapraszających. Moje miasto jest zbyt skromne, żeby wydawać na takie rzeczy. W tym roku wydaliśmy o 40 tys. mniej na wyjazdy zagraniczne i krajowe, niż w ubiegłym roku wydał mój poprzednik. Pojadę nawet na Antarktydę, żeby pomóc mojemu miastu, bo ono na to zasługuje – mówił. I jak dodał, dzięki swoim podróżom przywiózł do miasta "10 mln zł wsparcia rządowego". – Rozpoczęliśmy współpracę z firmami Microsoft, Samsung, Apple dla naszych szkół, z fundacją Wiewiórki Julii zrobiliśmy badania stomatologiczne – wyliczał.
Biedroń pieniędzy szukał także w miejskich spółkach. I nie unikał zwolnień, które dały mu wielomilionowe oszczędności. To jego decyzją zarządy wszystkich spółek stały się jednoosobowe, obcięte zostały także pensje. Kiedy brał się do pracy, w siedmiu radach zasiadało 30 osób. Wstrzymał nagrody albo zmniejszył. Biedroń zrezygnował także choćby z rzecznika prasowego, ale to akurat mało zaskakujące. Sam jest najlepszym rzecznikiem samego siebie.
Psy szczekają, karawana idzie dalej
Słynne powiedzonko używane m.in. przez Jurka Owsiaka doskonale oddaje stan rzeczy w Słupsku. Bo choć prezydent ma wyniki, jak to w życiu bywa, nie brakuje mu oponentów. Z krytyką spotkał się już tuż po wyborze, kiedy zabrał się za porządkowanie miejskiej skarbonki. W tym celu wyjął zewnętrzną firmę audytową – nie ze Słupska. Taka miała chłodne spojrzenie na miejskie sprawy, ale to nie podobało się radnym.
Psy szczekają, karawana idzie dalej
Słynne powiedzonko używane m.in. przez Jurka Owsiaka doskonale oddaje stan rzeczy w Słupsku. Bo choć prezydent ma wyniki, jak to w życiu bywa, nie brakuje mu oponentów. Z krytyką spotkał się już tuż po wyborze, kiedy zabrał się za porządkowanie miejskiej skarbonki. W tym celu wyjął zewnętrzną firmę audytową – nie ze Słupska. Taka miała chłodne spojrzenie na miejskie sprawy, ale to nie podobało się radnym.
– Moim zdaniem takie oszczędności nie są konieczne, trzeba przede wszystkim urealnić budżet na ten rok. Pan prezydent chce chyba radnych postawić pod ścianą, ale tak nie będzie. Nie wiem po wydaliśmy 17 tysięcy na analizę, którą powinna przygotować pani skarbnik, a nie firma zewnętrzna – mówił w 2015 roku radny PiS cytowany przez "Głos Pomorza".
Krytyki było więcej. Wdzięcznym punktem zaczepienia dla krytyków są wspomniane wcześniej podróże służbowe. Radni chcieli mu z tego tytułu obciąć nawet pensję. – On wie swoje i koniec. Jego zdaniem tak duża liczba podróży służbowych jest w porządku. My patrzymy na to inaczej, bo pomijając już wszystkie jego tłumaczenia, to prezydenta po prostu nie ma często w pracy – tak na łamach Onetu mówił Tadeusz Bobrowski, wiceprzewodniczący Rady Miasta Słupsk i polityk Prawa i Sprawiedliwości.
Co na to Biedroń? Poza liczbami w budżecie ma za sobą też mieszkańców. Ci w zdecydowanej większości po prostu go uwielbiają, zresztą jak pisaliśmy, Biedroń sprawia wrażenie faceta urodzonego pod szczęśliwą gwiazdą. On sam na Pomorzu czuje się jak w domu i nie ukrywa tego.
Co więcej, Biedroń wypada doskonale w sondażach prezydenckich. Ale nie Słupska, tylko całej Polski. Ot, taki detal. Słowem kariera godna Kazimierza Wielkiego, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Tylko że Biedroń jeszcze nie skończył.
