Ekolodzy walczą o Puszczę Białowieską i wolne sądy. Ministerstwo Środowiska nie zostawia na nich suchej nitki
Ekolodzy walczą o Puszczę Białowieską i wolne sądy. Ministerstwo Środowiska nie zostawia na nich suchej nitki Fot. Facebook.com/fundacjadzikapolska

Do tej pory rządowym wrogiem numer były sądy i osoby walczące o ich niezależność. Teraz do listy "puczystów", "bojówkarzy" i"barbarzyńców" dołącza "opozycja totalna". Tak nazwało ekologów Ministerstwo Środowiska. Poszło o apel, w którym organizacje pozarządowe uważają, że bez wolnych sądów, trudniej im będzie dbać o przyrodę. Resort uznał, że to podważa ich wiarygodność, bo wchodzą w politykę, a aktywiści nastawiają się na "destrukcję, chaos i destabilizację". Wszystko wskazuje na to, że również przed NGO-sami nastaną niełatwe czasy.

REKLAMA
"Nie ma prawidłowej ochrony środowiska bez niezależnych sądów" – czytamy w apelu ekologów. Trudniej im wtedy będzie walczyć o przyrodę. Nawiązują tym samym do próby przejęcia sądów przez partię rządzącą. Andrzej Duda pokrzyżował trochę plany PiS co nie znaczy, że sądy pozostaną w całości niezawisłe. Dziś prezydent podpisał ustawę o sądach powszechnych, która uderzy w zwykłych obywateli. Walka o apolityczne sądy dalej trwa.
Ekolodzy

"Jakość powietrza, legalność wycinki drzewa, prawidłowość funkcjonowania zakładów przemysłowych – to tylko kilka spraw, które niebawem mogą być rozstrzygane nie przez niezawisłego arbitra, a przez człowieka zależnego od polityków i ich interesów." Czytaj więcej

"Podpisanie się pod apelem dotyczącym sporu stricte politycznego dowodzi, że te organizacje stoją dziś po określonej stronie tego sporu" – napisał Dyrektor Departamentu Komunikacji w Ministerstwie Środowiska Paweł Mucha. Apel ekologów musiał mocno poddenerwować resort, bo nie zostawia na nich suchej nitki. Porównuje działania aktywistów do "opozycji totalnej nastawionej na destrukcję, chaos i destabilizację".
Ataki ze strony rządzących to chleb powszedni aktywistów walczących o naturę. – Zajmując się takimi kwestiami w naszym kraju niestety trzeba się liczyć z niechęcią władz, dla których nasze wartości są obce. Nie jest to dla nas nowa sytuacja, ostre spory toczyliśmy też z rządami PO-PSL – tłumaczy dr Marcin Stoczkiewicz z ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, który również podpisał się pod apelem ekologów.
Dr Marcin Stoczkiewicz
ClientEarth - prawnicy dla ziemi

"Jesteśmy organizacją prawników działających na rzecz ludzi i środowiska. W ostatnich latach braliśmy udział w licznych postępowaniach administracyjnych i sądowych. W dużej mierze przed sądami polskimi przegrywaliśmy spory z władzami publicznymi. Mimo to szanujemy i dostrzegamy ogromną wartość pracy tychże sądów. Nie dzielimy zwolenników i przeciwników proponowanych zmian na "opozycję totalną" czy "zwolenników totalnych", tak jak próbuje to uczynić Ministerstwo Środowiska, notabene wykraczając poza swoje ustawowe kompetencje."

logo
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Bronią przyrody, nie partii
Ekolodzy w oczach rządu stracili teraz oficjalnie swą wiarygodność i niezależność. Czy coś jeszcze? Na razie nie. – Greenpeace nie pobierał i nie pobiera pieniędzy ani od rządów ani od korporacji. Wspierają nas zwykli ludzie, którzy przekazują nam często bardzo niewielkie kwoty. W tym tkwi nasza siła, źródło naszej niezależności, ale też podstawa naszej wiarygodności – działamy tylko w imieniu przyrody i osób, które tak jak my chcą ją chronić – tłumaczy Krzysztof Cibor z Greenpeace.
Krzysztof Cibor
Greenpeace

"Bronimy sądów nie dlatego, że stajemy po stronie jakiejś partii politycznej, a dlatego, że nigdy po stronie jakiejkolwiek partii nie staliśmy i nie będziemy stać. Bronimy środowiska, a to czasem zakłada występowanie na drogę prawną. W jaki sposób sąd, którego sędziowie będą nominowani przez ministra, ma obronić ludzi i przyrodę przed budową kopalni odkrywkowej, której inwestorem będzie państwowa spółka?"

Tylko narodowe organizacje
Czy po sądach politycy wezmą się nie tylko za media, ale i organizacje pozarządowe? Chce tego Obóz Narodowo-Radykalny. Jak czytamy w Rzeczpospolitej, ONR napisał list do premier Beaty Szydło, by "zakazać finansowania organizacji pozarządowych i innych instytucji z środków będących częścią kapitału zagranicznego". Chcą w ten sposób ukrócić zewnętrzny wpływ na Polskę, zwłaszcza miliardera George'a Sorosa. – To człowiek, który po Węgrzech także i w Polsce chce wpływać na sytuację polityczną w suwerennym państwie – tłumaczy rzecznik prasowy ONR Tomasz Kalinowski.
logo
Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta
W Polsce NGO-sy próbuje się utemperować od dawna (np. próbując przejąć Fundusze Norweskie), ale to właśnie na Węgrzech, a wcześniej w Rosji mocno ograniczono ich działalność. – W obu tych krajach funkcjonują ustawy o zagranicznym finansowaniu organizacji. Fundacje i stowarzyszenia, które otrzymują środki z zewnątrz, muszą się wpisywać na specjalne listy i na wszystkich swoich materiałach podawać, że są "agentem z zagranicy". To je stygmatyzuje, wystawia na ataki ze strony mediów i mają zwiększoną kontrolę funduszy. Za nieprzestrzeganie ustawy grożą im grzywny lub zamknięcie – tłumaczy prawniczka współpracująca z NGO-sami Małgorzata Łojkowska.
- W Rosji dodatkowo działa ustawa o organizacjach niepożądanych, która pozwala usunąć z kraju w zasadzie dowolną organizację. Wystarczy, że władza uzna, że jest wrogiem państwa. Kontakty z takim NGO są całkowicie zakazane. Tak się stało między innymi z Open Society Fundation George'a Sorosa. W Polsce wiele organizacji korzysta ze środków z zagranicy, gdyby tego zakazano, one wszystkie – w tym także te charytatywne, pomagających dzieciom, czy osobom starszym, zostałyby bez finansowania. To też zamknęłoby Polskę na inne kraje.Taka polityka oznacza także stygmatyzację niekontrolowanych przez władze kontaktów zagranicznych obywateli i zamyka Polskę na inne kraje. Żaden NGO-s nie ukrywa swoich pieniędzy, ani działalności, wszystko jest transparentne, więc twierdzenie inaczej to czysta propaganda – zapewnia Małgorzata Łojkowska.
Co dalej z puszczą?
Walka o wolne sądy tak wszystkich zaangażowała, że na chwilę zapomnieliśmy o wycince Puszczy Białowieskiej. Ta niestety trwa w najlepsze. – Wciąż padają jej ofiarą stare drzewostany, w których – zgodnie z polskimi zobowiązaniami wobec UNESCO – nie powinny być prowadzone żadne cięcia. Obrońcy i obrończynie Puszczy starają się blokować ciężki sprzęt, kolejna blokada miała miejsce również dzisiaj. Ale kwestia wycinki nie ucichła zupełnie – przez obóz w obronie Puszczy przewija się coraz więcej osób, coraz więcej mieszkańców okolic Puszczy występuje przeciw wycince, sprawą interesują się zagraniczne media – mówi Krzysztof Cibor z Greenpeace.
Możliwe jednak, że wycinka niedługo się skończy. Komisja Europejska skierowała sprawę
wycinki
w Puszczy Białowieskiej do Trybunału Sprawiedliwości UE. – Komisja wniosła jednocześnie, by Trybunał zastosował środki tymczasowe, co oznacza zakaz
kontynuacji wyrębu w nadleśnictwie Białowieża do czasu wydania wyroku. Jeśli Trybunał przychyli się do tego wniosku, piły i harwestery w Puszczy będą musiały zostać wstrzymane natychmiast. – tłumaczy dr Marcin Stoczkiewicz z ClientEarth. Sprawa jest w trybie pilnym, więc możemy się spodziewać wstrzymania maszyn w ciągu najbliższych dni.