Wojewoda do zatopienia. Dariusz Drelich, kiedyś współpracownik Tuska, dziś wierny żołnierz PiS, który... "wkopał" MON

Wojewoda do zatopienia. Dariusz Drelich, kiedyś współpracownik Tuska, dziś wierny żołnierz PiS i wojewoda pomorski, który... "wkopał" MON.
Wojewoda do zatopienia. Dariusz Drelich, kiedyś współpracownik Tuska, dziś wierny żołnierz PiS i wojewoda pomorski, który... "wkopał" MON. Fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta
Co tu kryć – to on naraził Antoniego Macierewicza i na zarzuty, że wojsko działa opieszale i na śmieszność. Wiele wskazuje na to, że to on będzie kozłem ofiarnym całego zamieszania wokół wsi Rytel, gdzie mieszkańcy nie mogli się doprosić pomocy służb. Wojewoda pomorski Dariusz Drelich najpierw uznał, że o żadnej klęsce żywiołowej mowy nie ma. Później zaś długo zwlekał z wystąpieniem o pomoc wojska.


O tym, że fotel Dariusza Drelicha się chwieje, w Gdańsku mówi się od wielu miesięcy. Gdy we wrześniu ubiegłego roku premier Beata Szydło wezwała do Warszawy wszystkich wojewodów, uprzedzając, że co najmniej dwóch może stracić stanowiska, na Pomorzu wszyscy byli przekonani, że zmiana nastąpi. Skończyło się tylko na straszeniu. – Nie ma decyzji o dymisjach wśród wojewodów, ale praca każdego z nich jest stale analizowana – mówił wówczas Polskiej Agencji Prasowej rzecznik rządu Rafał Bochenek. Jak to się stało, Dariusz Drelich uratował fotel? Samorządowcy z Pomorza mają pewną koncepcję...


Z namaszczeniem arcybiskupa
– Wszyscy się domyślają, że Drelichowi pomógł abp Głódź. Mniej więcej w tym samym czasie wojewoda powołał wtedy własnego kapelana. I Głódź go wyratował – zdradza mi anonimowo jeden z samorządowców sejmiku województwa pomorskiego.

Czy doczekam osobnego kapelana na każdym oddziale dziennym szpitala psychiatrycznego?

Opublikowany przez Arcus Maurelius na 30 września 2016
Zanim dojdziemy do tego, za co Dariusz Drelich miałby zostać odwołany, warto zauważyć, jak udało mu się osiągnąć to stanowisko. A była to droga pełna zakrętów. Na początku lat 90. Drelich związał się bowiem z... Donaldem Tuskiem. Wówczas był aktywnym działaczem Kongresu Liberalno - Demokratycznego, w 93 r. kandydował nawet do Sejmu z ramienia KL-D. Nie zajął miejsca eksponowanego – był 13. na liście, którą otwierał późniejszy lider PO. – On biegał do Lecha Wałęsy z kwiatami, kręcił się wokół różnych osób, aż się w końcu wkręcił – wspomina lokalny polityk.

Przyjaciółka Kaczyńskich
Jego zdaniem kluczową rolę w karierze Dariusza Drelicha odegrała Maria Foltyn - Kubicka, była posłanka i eurodeputowana PiS, jedna z najbliższych znajomych braci Kaczyńskich. W latach 2001-2002 to ona prowadziła biuro poselskie Lecha Kaczyńskiego. Dla Drelicha zwrot nastąpił wówczas, gdy Foltyn - Kubicka wyprowadziła się z Sopotu i zamieszkała obok niego w podgdańskim Lublewie. Drelich robił jej za kierowcę i bardzo się angażował w jej kampanię w 2014 r., gdy (bezskutecznie) starała się o reelekcję w Parlamencie Europejskim. Ale jego praca nie poszła na marne. Parę miesięcy później Drelich został radnym powiatu gdańskiego z siedzibą w Pruszczu Gdańskim i dostąpił godności szefa klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości.


– Tutaj PiS jest w opozycji i on się tu w radzie nie wykazał właściwie niczym poza demagogicznymi przemówieniami. Zresztą radnym był zaledwie rok, szybko awansował – mówi mi anonimowo jeden z powiatowych radnych. Przyznaje, że nikt w tym gronie się nie spodziewał, że Drelich zajdzie tak wysoko. – To Foltyn - Kubicka załatwiła mu tę robotę. Do tego pomogło wsparcie Jolanty Szczypińskiej czy Waldemara Bonkowskiego. Byli lepsi kandydaci, ale przepadli, bo Jarosław Kaczyński zgodził się na Drelicha – opowiada samorządowiec.

Bohater z internetu
W karierze Dariuszowi Drelichowi nie przeszkodziło to, co wyczyniał na swoim profilu na Facebooku.

Sprawiedliwości stało się zadość.

Opublikowany przez Dariusz Drelich na 1 kwietnia 2015
Przyszły wojewoda, w ferworze kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2015 r., opublikował fotomontaż z Donaldem Tuskiem prowadzonym w kajdankach i więziennym stroju. Opatrzył to komentarzem, że "sprawiedliwości stało się zadość". Już po wyborach prezydenckich a przed parlamentarnymi Dariusz Drelich publicznie zaprezentował, co myśli o "Gazecie Wyborczej".
Nawet wśród lokalnych działaczy PiS zapanowało zaskoczenie, gdy się okazało, że to Dariusz Drelich został wojewodą. Większość stawiała na Mariusza Łuczyka, który ostatecznie musiał się zadowolić stanowiskiem wicewojewody. Przez to, jak mówią lokalni samorządowcy, w Urzędzie Wojewódzkim raz po raz wybuchają konflikty, bo między obu politykami co chwilę iskrzy. I dlatego też co jakiś czas pojawiają się doniesienia, że Drelich straci stołek.

Wie z kim ustawić się do fotografii
Ten jednak dba o to, by działacze PiS z Warszawy pamiętali o nim ciepło.
Parę miesięcy po powołaniu na stanowisko Dariusz Drelich postanowił utworzyć w Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku salę im. Lecha Kaczyńskiego. Na uroczystość zaprosił abpa Sławoja Leszka Głódzia, Hannę Foltyn - Kubicką i Annę Fotygę a ze ścian kazał pozdejmować portrety wszystkich wojewodów, jacy urzędowali przed nim – aby tablica ku czci prezydenta, który zginął w katastrofie smoleńskiej, nie musiała wisieć obok zdjęć byłych działaczy PZPR.

Na swoim profilu na Facebooku wojewoda Drelich, jak na ironię, chwali się wspólnym zdjęciem z ministrem obrony narodowej. Jak na ironię, bo to właśnie szefowi MON pan wojewoda podpadł w ostatnich dniach najmocniej.
To właśnie Dariusz Drelich uznał, że w Rytlu koło Chojnic nie doszło do żadnej klęski żywiołowej. Nawałnice przez Rytel przeszły w piątek (byliśmy w tej wsi, reportaż z Rytla można przeczytać tutaj) i już w piątek w nocy sołtys Łukasz Ossowski prosił o pomoc wojska. Według jego relacji, Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego połączyło się nawet z ministerstwem obrony, ale usłyszano, że nie ma takiej potrzeby.
Rzeczniczka wojewody pomorskiego Małgorzata Sworobowicz w przesłanej naTemat informacji potwierdziła, że Dariusz Drelich z wnioskiem o pomoc wojska zwrócił się dopiero w poniedziałek. Zaznaczyła jednak, że wcześniej sołtys Rytla z wojewodą w ogóle nie rozmawiał.
Małgorzata Sworobowicz
rzeczniczka wojewody pomorskiego

Wojewoda o pomoc wojska wystąpił 14 sierpnia. Rozmawiał z wieloma osobami z terenów samorządów, które zostały poszkodowane w wyniku nawałnic, które w ramach koordynacji akcji, zawracały się do Wojewody i służb. Nikt z nich nie przedstawiał się jako sołtys Rytla.

Działania zaczęły się dopiero, gdy opozycja podniosła alarm, że w Rytlu ludzie są odcięci od świata i nie mogą liczyć na żadną pomoc ze strony państwa. Zorganizowano pokazówkę – wieś odwiedziła premier Beata Szydło wraz z szefem MON Antonim Macierewiczem, a także minister środowiska Jan Szyszko. No i chwilę wcześniej pojawili się też żołnierze. Dlaczego tak późno? Bo wcześniej nie było takiej możliwości – tak na zarzut opozycji odpowiedział zastępca ministra Macierewicza, odbijając piłeczkę i prezentując dokumenty. Otóż wcześniej wojsko nawet nie miało jak pojechać do Rytla, bo wojewoda pomorski o to nie poprosił – wytłumaczył wiceminister Michał Dworczyk.
Przy okazji warto się bliżej przyjrzeć zaprezentowanym dokumentom. Wynika z nich bowiem, że pan wojewoda nie zna swojego województwa. Bo to Dariusz Drelich wnioskował do ministerstwa o przysłanie pomocy do gminy Rytel, która... nie istnieje.
Wyjaśniło się zatem dlaczego MON zdecydował o wysłaniu wojsk do nieistniejącej gminy, co było powodem licznych żartów z Antoniego Macierewicza. Jasne jest, że ministra naraził na to wojewoda Drelich.

Chyba tym razem się nie uratuje
Czy po takiej wpadce panu wojewodzie znów się upiecze? Na razie robi co może, by ratować sytuację. Raz po raz na Facebooku zamieszcza zdjęcia, jak to angażuje się w pomoc mieszkańcom dotkniętym przez nawałnicę.
Opublikowany przez Dariusz Drelich na 15 sierpnia 2017
– Chyba tym razem straci fotel – prognozuje mój rozmówca, przyznając, że - jeśli tak się stanie - to w sumie nawet trochę mu będzie żal wojewody. – Drelich wierzył, że to stanowisko w Urzędzie Wojewódzkim to będzie dla niego taka trampolina. Widać było, że liczy na więcej. Teraz, jeśli zostanie odwołany, to będzie takim kozłem ofiarnym. Przecież w piątek to MON odmawiał przysłania pomocy do Rytla. Dopiero po paru dniach, kiedy w ministerstwie zobaczyli, że dali ciała, postanowili winę przerzucić na wojewodę – wyjaśnia.