
Te zdjęcia, będące przykładem współdziałania Wojsk Obrony Terytorialnej i Kawalerii Ochotniczej rozśmieszyły internet. Złośliwi komentowali, że jesteśmy pierwszym krajem, który likwiduje jednostki kawalerii powietrznej, a w ich miejsce formuje szwadrony kawalerii konnej. Pod Komarowem w manewrach wzięły udział regularne oddziały wojska polskiego i żołnierze z WOT oraz członkowie różnych formacji kawalerii ochotniczej. Co na współczesnym polu walki robiły konie i kto stoi za tym pomysłem?
REKLAMA
Koń przez lata był wiernym towarzyszem żołnierza polskiego. Takie bitwy jak pod Kircholmem, Samosierrą, Rokitną czy Komarowem na stałe weszły do historii oręża polskiego. Wydawać by się mogło, że to już historia i że nikt nie będzie sięgał po te tradycje na współczesnym polu walki. A jednak…
O tym, że koń nadal może być w służbie próbuje przekonać prezes Stowarzyszenia "Bitwa pod Komarowem", Tomasz Dudek. – Proszę sprawdzić, znajdzie pan w internecie zdjęcia włoskich żołnierzy patrolujących tereny przygraniczne w Kosowie. Bundeswehra też ma transport konny. Konie mogą być wykorzystywane także dziś. Proszę sobie wyobrazić sytuację, gdy przestaną działać urządzenia elektroniczne, Rosjanie wyłączą internet, padną systemy GPS, zabraknie benzyny i części zamiennych do pojazdów. Zostanie koń. Współczesny żołnierz powinien mieć szerokie przeszkolenie i powinien odnaleźć się w każdej sytuacji, nawet przy użyciu konia – argumentuje prezes Dudek.
Rzeczywiście, konne patrole ósmego pułku lansjerów Montebello jeszcze w 2014 roku rozpoczęły ćwiczenia, zanim wyjechały do Kosowa. Jak stwierdzili wówczas obserwatorzy, oddziały kawalerii charakteryzują się wysoką mobilnością w trudnych warunkach terenowych, są w stanie w sposób skryty podejść do nieprzyjaciela i nie wymagają wsparcia logistycznego. W warunkach bojowych byle koń miał świeżą trawę albo worek owsa, będzie gotów do służby. – Żołnierze na koniach mogą przemieszczać się na odległość do 50 km dziennie, w każdych warunkach – przekonuje Tomasz Dudek.
Inicjatywa oddolna
Prezes stowarzyszenia wyjaśnia, że to z ich inicjatywy doszło do wspólnych manewrów wojska i kawalerii ochotniczej, MON nie miało nic wspólnego z tym pomysłem. – Dla nas to było bardzo ciekawe doświadczenie – mówi. Prezes w rozmowie z naTemat stwierdził także, że choć we współczesnej polskiej armii znalazłoby się miejsce dla oddziałów kawalerii, to formalnie nie słyszał o takim pomyśle. – W pokazie wzięli udział członkowie kilku formacji kawalerii ochotniczej. W sumie około 100 osób. Od kilku lat próbowaliśmy zachęcić władze wojskowe do przeprowadzenia wspólnych ćwiczeń i w tym roku się udało – opowiada Dudek.
Prezes stowarzyszenia wyjaśnia, że to z ich inicjatywy doszło do wspólnych manewrów wojska i kawalerii ochotniczej, MON nie miało nic wspólnego z tym pomysłem. – Dla nas to było bardzo ciekawe doświadczenie – mówi. Prezes w rozmowie z naTemat stwierdził także, że choć we współczesnej polskiej armii znalazłoby się miejsce dla oddziałów kawalerii, to formalnie nie słyszał o takim pomyśle. – W pokazie wzięli udział członkowie kilku formacji kawalerii ochotniczej. W sumie około 100 osób. Od kilku lat próbowaliśmy zachęcić władze wojskowe do przeprowadzenia wspólnych ćwiczeń i w tym roku się udało – opowiada Dudek.
Rzeczywiście, prezes stowarzyszenia potrafi przekonywać. Przez kilka minut z przejęciem opowiadał mi, jak konie można wykorzystywać do transportu rannych czy zabitych, do patrolowania czy szybkich manewrów. – W ramach wspólnych ćwiczeń Huzar 2017 oznaczyliśmy i osłanialiśmy lądowisko dla helikopterów. To tylko przykład, jak może wyglądać współdziałanie różnych formacji na współczesnym polu walki. Helikopterem nie wszędzie można polecieć, a na koniu wszędzie można dojechać – tłumaczy.
W ćwiczeniu wzięli udział ochotnicy z kilku szwadronów kawalerii ochotniczej. – Nie jesteśmy oddziałem Wojska Polskiego, choć wiem, że kilku z naszych członków jest żołnierzami Wojsk Obrony Terytorialnej – tłumaczy Tomasz Dudek. Opowiada, jak specjalnie na tę okazję zostały przygotowane siodła, a konkretnie sakwy, które uszyto z materiału w kamuflażu używanym współcześnie przez wojsko polskie. – Zależy nam na tym, żeby wyglądać dobrze. Kultywujemy tradycje, ale wyglądem chcemy nawiązywać do nowoczesnych wzorców – wyjaśnia. Karabiny, które na zdjęciach wyglądały autentycznie to jednak jedynie repliki. – Chcieliśmy sprawdzić, jak to będzie wyglądało w warunkach zbliżonych do bojowych, czy nie będą obijały koni – tłumaczy Dudek
Gdy "Nowy Kurier Zamojski’ zamieścił zdjęcia z imprezy, internet się zagotował. "Jesteśmy jedynym krajem, który rezygnuje z kawalerii powietrznej i zamiast jej przywraca kawalerię konną"– to tylko jeden z komentarzy, jakie bez problemu można znaleźć w sieci. Wiele osób wykazuje, że czasy konia w polskiej armii minęły wiele lat temu, że na współczesnym polu walki nie ma już miejsca dla tych skądinąd pięknych zwierząt. Co bardziej złośliwi dopytywali nawet, czy w pokazie brały udział niesprzedane konie arabskie z Janowa Podlaskiego. Internauci zauważają, że armii zaczyna doskwierać brak nowoczesnych śmigłowców i czołgów, a w zamian publiczność ogląda malownicze pokazy kawaleryjskie.
– Stanowczo protestuję przeciwko wyśmiewaniu naszej inicjatywy. Zebrano cenne doświadczenie i wykazaliśmy, że w polskiej armii wciąż jest miejsce na oddziały konne, podobnie jak w armii włoskiej czy niemieckiej – przekonywał prezes Stowarzyszenia "Bitwa pod Komarowem". Innego zdania jest przewodniczący Federacji Kawalerii Ochotniczej, rotmistrz Jan Znamiec. – Konie wykorzystywane są w Afganistanie, nawet z powodzeniem. Jednak w warunkach nowoczesnej wojny z wykorzystaniem śmigłowców i czołgów ich czasy na europejskich teatrach wojennych minęły, moim zdaniem bezpowrotnie – mówi naTemat.
Prezes Zarządu FKO tłumaczy, jakie cele statutowe stawia sobie Federacja Kawalerii Ochotniczej. – Uczymy młodzież patriotyzmu i poszanowania dla tradycji. Edukujemy o naszej historii, dbamy o wychowanie obywatelskie, propagujemy działalność pro obronną, a przy okazji młodzież będzie sprawna fizycznie dzięki uprawianiu sportów kawaleryjskich. Nie jest naszym celem wchodzenie w struktury Wojsk Obrony Terytorialnej czy tworzenie szwadronów kawaleryjskich – twierdzi Znamiec.
Ale to już było...
– Proszę zauważyć, że w 1936 roku wprowadzono doktrynę, w myśl której kawaleria porusza się konno, ale walczy pieszo. Już przed wojną uznano, że szarże ułanów są przestarzałą formą walki – tłumaczy Znamiec. – To prawda, i żołnierze brygad kawalerii wielokrotnie swoją postawą udowodnili, że należeli do elity polskiego wojska. Pan rtm. Jan Znamiec nie brał udziału w manewrach Huzar 2017, więc jego opinia jest teoretyczna. My posiadamy konkretne doświadczenia, które dają szerszą perspektywę – ripostuje Dudek.
– Proszę zauważyć, że w 1936 roku wprowadzono doktrynę, w myśl której kawaleria porusza się konno, ale walczy pieszo. Już przed wojną uznano, że szarże ułanów są przestarzałą formą walki – tłumaczy Znamiec. – To prawda, i żołnierze brygad kawalerii wielokrotnie swoją postawą udowodnili, że należeli do elity polskiego wojska. Pan rtm. Jan Znamiec nie brał udziału w manewrach Huzar 2017, więc jego opinia jest teoretyczna. My posiadamy konkretne doświadczenia, które dają szerszą perspektywę – ripostuje Dudek.
Oficjalnie nikt już nie chce szarżować na czołgi, koń ma być tylko środkiem szybkiego transportu. Próbowaliśmy od rzecznika Wojsk Obrony Terytorialnej dowiedzieć się, czy planowane jest stworzenie formacji konnych w obrębie tego nowego rodzaju wojsk. dowiedzieliśmy się, że dowództwo WOT nie widzi potrzeby bliższej współpracy z oddziałami kawalerii i w związku z tym nie przewiduje, by w najbliższym czasie taka miała nastąpić. Jednocześnie dostaliśmy zapewnienie, że formacji kawaleryjskie nie dostają żadnego wsparcia finansowego ani materialnego ze strony armii.
