Maciej Maleńczuk: "Polscy raperzy gloryfikują prawicę. Koledzy z branży składają broń..."

Maciej Maleńczuk wydał w 2018 roku solową płytę "The Ant"
Maciej Maleńczuk wydał w 2018 roku solową płytę "The Ant" Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Maciej Maleńczuk jest jednym z najbardziej barwnych, rozpoznawalnych i kontrowersyjnych muzyków w Polsce. 57-letni artysta, którego znamy z zespołów Püdelsi i Homo Twist, wydał właśnie jazzowy album. – Na płycie są ostrzejsze i delikatniejsze numery. Reprezentują moją naturę romantycznego chuligana – mówi w rozmowie z naTemat.


Wywiady z Maciejem Maleńczukiem skupiają się głównie na polityce - artysta nie przebiera w słowach. Starałem się zatem wbrew temu porozmawiać o jego najnowszym projekcie "The Ant", który zrealizował z amerykańskim perkusistą - Grantem Calvinem Westonem, ale tematów politycznych przecież w Polsce nie da się uniknąć.


Lubisz mówić o polityce? Mam wrażenie, że dziennikarze głównie o tym z tobą rozmawiają.

Lubię, bo polska polityka jest bardzo ciekawa i naprawdę dużo się w niej dzieje. Do tej pory wydawało mi się, że zwrot w prawą stronę to cecha tylko naszego kraju, ale Trump i jemu podobni wyskakują wszędzie. Tak jest w Stanach i Europie, więc na szczęście to nie jest nasza wina. W Polsce to tylko dokładniej widzimy, ale nie dzieją się takie rzeczy jak zamach Breivika w Norwegii. U nas czasem ktoś w łeb dostanie, jest więcej krzyku, chamstwa i werbalnego rynsztoku.


Polacy zaczęli obrzydliwie kląć. Ja też klnę, ale młodzi ludzie, którzy prowadzą te tak zwane patostreamy, używają nowych przekleństw, które są wręcz ohydne. Jak można mówić na dziewczynę "świnia"? Za moich czasów też się używało brzydkich wyrazów, ale to nowe pokolenie obraża innych w sposób, którego ja nie toleruję.


I jak myślisz - skąd to się bierze?

Takie pokolenie wyrosło. Wydaje mi się, że to nie jest niczyja wina. Nigdy nie będzie już inteligentnych ludzi na świecie, oprócz tej grupy, która pokończyła studia i czyta książki. Przeciętny człowiek nie czyta, więc jest głupszy od tego, który to robi.

Może i mniej czytamy tradycyjnych książek, ale za to więcej artykułów, postów w internecie, memów.

Tak, krótka forma. Do niej nawiązuje na mojej nowej płycie "The Ant”. Tylko krótką formę jest w stanie współczesny słuchacz przyjąć, zwłaszcza jeśli utwór jest instrumentalny, bez tekstu. Gdy będzie trwał za długo, to słuchacz się wyłączy, bo nie ma mózgu, nie może się skupić.
Ale tytułowy utwór z płyty "The Ant" jest bardziej eksperymentalny, niż piosenkowy.

Ale krótki - trwa mniej niż 3 minuty. To nie jest forma jazzowa, która trwa ponad 5 minut. Celowo to skróciłem i mówię na to punk-jazz, bo jazz stał się zbyt mądry i przez to przegrywa.

A przecież kiedyś wszystkie piosenki były takie krótkie. Wystarczy popatrzeć na czas trwania starych przebojów Beatlesów.

Wymagała tego pojemność małej płyty. Ja się przyzwyczaiłem do tej formy. Nie dlatego, że nie umiem się skupić, ale mimo wszystko to muzyka rozrywkowa.

I przez to chcesz trafić również do młodych słuchaczy?

Bardziej do inteligentnych. Nie wierzę, że trafię do młodych i nie wiem czy tego chcę. Muzyka to wcale nie jest prosta sprawa. Młodzi nie umieją grać. Pokaż mi kapelę z 30-latkami, która umie coś grać. Nie ma tak, nawet w rock’and’rollu, muzyce stosunkowo prostej. Jest tylu uzdolnionych ludzi, którzy wyśrubowali ten poziom.

Tak naprawdę fortepian jest najłatwiejszym do opanowania instrumentem na świecie. Wszystkie klawisze i dźwięki leżą przed tobą, nie musisz się uczyć skomplikowanych chwytów. Czemu tak mało osób gra na fortepianie? Bo "skandalicznie” zawyżono poziom. Przyszedł Chopin i wszystkich zniszczył. Co my tez mamy zrobić po Leszku Możdżerze? Słuchając go, człowiek ma ochotę sobie w łeb strzelić. Szkoda.

Wystarczy odpowiednio poprowadzić edukację w szkołach, by dzieciaki nie bały się klawiszy. Naciskasz i masz dźwięk, dlaczego mało osób tak potrafi?

Bo teraz w szkołach edukacja jest nastawiona na inne przedmioty...

I dużo osób gra na gitarze, która jest trudniejszym instrumentem niż fortepian czy keyboard, który można kupić za tysiąc złotych. Zawyżenie poziom odstrasza. Podobnie jest z jazzem, dlatego proponuję formy uproszczone, z niewielką liczbą akordów. Na płycie są ostrzejsze i delikatniejsze numery. Reprezentują moją naturę romantycznego chuligana.

Wcale nie wiem, czy tą płytą osiągnąłem cel. Nie chodzi tu jednak, by złapać króliczka, ale by gonić go. Jazz ma to do siebie, że artysta jest niepewny. Kroczy po ścieżkach, po których nikt wcześniej nie kroczył. Przedziera się między chaszczami. To musimy podziwiać. Takimi chaszczami jest też odbiorca. Nie wiem czy się do niego przedrę.

Tak było z "Jazz for Idiots" - płyty, która osiągnęła status platynowej. Wiadomo, że w Polsce są zaniżane progi, część osób kupiła płytę, "bo to Maleńczuk", a ilu ludzi kupi płytę jazzową z przyczyn artystycznych? Trudno powiedzieć.
Będzie trasa koncertowa promująca "The Ant"?

Ja od trzech lat jestem na trasie. Gram głównie solo swoje piosenki i czasem gram Wojciecha Młynarskiego, bo niedawno wyszedł. Do grania nowej płyty potrzebuję całego zespołu. Trasa będzie zależna od tego jak płyta się przyjmie. Recenzentom się z spodoba, ale muszą ją jeszcze kupić słuchacze. Zaprezentowanie jej na żywo to nie lada wysiłek i koszta. Musiałbym ściągać muzyków ze Stanów, którzy ze mną nagrywali.

A ja zawsze myślałem, że to działa odwrotnie tzn. organizuje się trasę, by właśnie wypromować płytę.

Nie, najpierw płyta, potem patrzysz na reakcje i na koniec ewentualnie składasz zespół. Tak było w przypadku "Maleńczuk gra Młynarskiego". Jako ciekawostkę powiem, że zaprosiłem muzyków jazzowych i się pogubili w zamkniętych, piosenkowych formach. Wiele razy wymieniałem ostateczny skład.

Może dlatego niektórzy muzycy idą w jazz, bo jest dużo improwizacji?



Dużo wolnej przestrzeni dla pomyłek (śmiech). Śliska sprawa. Jazz to śliska sprawa. Czy w ogóle na płycie "The Ant" jest jazz? Moim zdaniem tak. Na wskroś współczesny: nie tak mądry jak kiedyś, ale nie tak głupi jak piosenka.

Wracając do tego, co mówiłeś, że nie wszyscy kupują płyty i przychodzą na koncerty z przyczyn tylko muzycznych...



Tak, zwłaszcza panie.



Panie? A w wywiadzie dla "Wyborczej" żałowałeś, że nie jesteś tak seksowny jak Jarosław Kaczyński.

Od dziecka marzyłem, by stać się symbolem seksu. Miałem straszne kompleksy, bo myślałem, że się nie podobam kobietom. Kiedy zorientowałem się, że jednak trochę się podobam, to się bardzo zapędziłem i chciałem osiągnąć status ikony seksu jak Gregory Peck. Dlatego przez 7 lat jeździliśmy z "Psychodancingiem" po Polsce i graliśmy piosenki o miłości, a ja byłem "wzdychaczem" w garniturze. I przychodziło dużo pań, ale tych starszych...

Czasem tak bywa... Wracając do koncertów i tego, że ludzie cię lubią nie tylko ze względów muzycznych. Komentujesz polską politykę, jako jeden z niewielu krajowych artystów. Tymczasem gwiazdy z zagranicy jak Roger Waters z Pink Floyd czy Eddie Vedder z Pearl Jam odnoszą się do naszej sytuacji. No i Bono...

Dlaczego polscy muzycy milczą?

 Bo może im nie przeszkadza ta sytuacja? Może im to najzwyczajniej w świecie pasuje? Przecież gdyby było inaczej, to by o tym mówili. Wychodzi na scenę taki Kazik i mówi, że właściwie to mu się Kaczyński podoba, a Muniek przyznaje, że uwierzył kolejny raz w Chrystusa.

Koledzy składają broń. Rap w ogóle jej nie podnosi. W Polsce w ogóle jest dużo rapu prawicowego. W USA byłoby to nie do pomyślenia, by ktoś tam wychwalał Trumpa.

A jednak Kanye West podlizuje się Trumpowi.

O ile Kayne jest jeszcze raperem. Jednak w Polsce raperzy gloryfikują polską prawicę muzyką, która wywodzi się z czarnego rapu. Kochamy paradoksy. Polski rap jest biały i prawicowy, a czerpie z czarnej, lewicowej muzyki.

Czy jesteś jedynym polskim muzykiem, któremu się nie podoba nasz rząd?

Bardzo podoba mi się w Polsce, a rząd to rzecz zmienna, tak jak pokolenia. Jestem na tyle stary, że widzę różnice międzypokoleniowe. To obecne pokolenie minie, życie je wchłonie. Tych ONR-owców, co chcą mi dać w mordę, pojawi się żona, dziecko, praca - życie ich pochłonie. Przyjdą następni.

Mi pozostaje tylko zimna obserwacja zjawiska. Chcesz mnie zabić? Zabij mnie już dziś. Swoje już przeżyłem. Te wszystkie groźby, które przyjmowałem, gdy miałem konto na Facebooku, były obrzydliwe, ale nikt nie przyszedł. I nikt mi nie dał w mordę. Zabijcie mnie już dziś... Sprzedaż płyty wzrośnie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Pisał o "tęczowej zarazie". Stał się męczennikiem na prawicy
0 0Dlaczego wierzę Jarosławowi Kaczyńskiemu