
Kto śledził wcześniejsze homilie metropolity gdańskiego, może się czuć zaskoczony tym, jaka przemiana nastąpiła w słowach arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia. Jedni zaskoczeni są pozytywnie, inni nie żałują duchownemu ostrych słów. Wielu przy tym przypomina, że to nie pierwsza przemiana arcybiskupa.
Do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku arcybiskup Sławoj Leszek Głódź przyjechał wieczorem – niedługo po tym, jak media obiegła tragiczna wiadomość o ataku nożownika na Pawła Adamowicza. Spędził tam wiele godzin. Wyszedł ze szpitala o trzeciej w nocy. Wiedział, jak bardzo źle jest z prezydentem Gdańska. Było już po operacji. Działała już tylko aparatura medyczna.
– Byłem przy łóżku pana prezydenta, błogosławiłem mu i modliliśmy się wraz z jego bratem Piotrem, bo małżonka była jeszcze za granicą. Medycyna zrobiła, co mogła, nic więcej się nie dało... – opowiadał arcybiskup w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną. Nikt mu nie kazał jechać do szpitala. Sam miał taką potrzebę serca.
Szorstka znajomość W Gdańsku wszyscy wiedzieli, że relacje między magistratem a Kurią Arcybiskupią bywały trudne. Nieraz dochodziło do zgrzytów. – Wiem od Pawła, że to była dość szorstka znajomość. Wcześniej przez 10 lat współpracował z abp. Tadeuszem Gocłowskim i wyglądało to zupełnie inaczej. W 2008 roku metropolitą gdańskim został Sławoj Leszek Głódź i - co tu kryć - przyjaźni między nimi nie było – mówi mi anonimowo jeden z gdańskich samorządowców.
Mój rozmówca podaje przykłady sytuacji, które niezbyt dobrze świadczą o arcybiskupie Głódziu i jego współpracy z władzami Gdańska po czym gryzie się w język i prosi: "Wie pan co, może nie piszmy o tym. Może trzeba docenić te jego gesty i zapomnieć o tym złym, co było? Może my wszyscy żyjemy w bańce podziałów i nie potrafimy się ponad nie wznieść, a teraz wreszcie nadszedł na to czas?".

Arcybiskup Głódź po wyjściu ze szpitala, gdzie trwała walka o życie Pawła Adamowicza oraz po tym, gdy już było wiadomo, że prezydent Gdańska tę walkę przegrał, ani słowem nie wspomniał o tym, co ich dzieliło. O zmarłym mówił wyłącznie dobrze. O współpracy z nim – w samych superlatywach.
"Bardzo dobrze się nam współpracowało" – Przez 10 lat, od kiedy tu jestem, bardzo dobrze się nam współpracowało, wspólnie uczestniczyliśmy w wielu uroczystościach religijnych, charytatywnych i patriotycznych – mówił Sławoj Leszek Głódź w rozmowie z KAI.
– Prezydent Adamowicz należał do ważnych ludzi Kościoła w Gdańsku, Kościoła czynnego i praktykującego, uczestniczył w życiu sakramentalnym, a przed każdym posiłkiem czynił znak krzyża – podkreślał, próbując przy tym zamknąć usta wszystkim radykałom, którzy za złe Adamowiczowi mieli choćby wspierani akcji Tęczowego Piątku w szkołach czy wprowadzanego w Gdańsku tzw. Modelu na rzecz Równego Traktowania.

Sprawa była głośna przed wyborami samorządowymi. Krytyki Adamowiczowi nie szczędzono na antenie Radia Maryja, rozgłośni, z którą abp Głódź od zawsze żyje w symbiozie. O tym dziś jednak hierarcha nawet nie wspomina. Wyraża żal, że w przestrzeni publicznej jest tyle nienawiści. I że trwa to o wiele za długo. Sam do tego w ostatnich dniach nie dokłada, choć wiadomo, że umie i robił to nieraz.
"Dość wojen" Pojednawczym, raczej niespotykanym u niego dotąd tonem, zwrócił się dwa dni po śmierci Pawła Adamowicza do widzów "Wiadomości". – Mamy dość wojen, tych zewnętrznych i wewnętrznych. Nam trzeba spokoju, solidarności i miłości. Trzeba zacząć od prostych słów, o których mówił papież Franciszek: dziękuję, proszę i przepraszam – tak komentował sytuację po zabójstwie prezydenta Gdańska.
Ta przemiana nie mogła pozostać niezauważona. I to przez obie strony publicznego dyskursu. Szymon Hołownia z zaskoczeniem, podziwem i radością skomentował tę metamorfozę. Przypomina, że jeszcze niedawno abp Głódź nagradzał Jacka Kurskiego. W rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych metropolita gdański zachwalał prezesa TVP, mówiąc, iż za jego rządów telewizja "otworzyła Polakom oczy".
– Ta telewizja zmieniła oblicze. Niech dalej się tak dzieje – nakłaniał Kurskiego abp Głódź, wręczając mu nagrodę – "Pierścień Inki". Ta sama telewizja nieco wcześniej emitowała ohydny spot o brudnych imigrantach, którzy będą się wdzierać do Polski za sprawą takich samorządowców, jak Adamowicz, przychylnych agresywnym obcokrajowcom.
"Znów staje się dobrym księdzem" Hołownia dostrzega w Głódziu tę przemianę i oddaje mu szacunek za postawę w ostatnich dniach.
Postawę abpa Głódzia pochwalił także Piotr Semka, przekonując, iż takie właśnie jest prawdziwe oblicze Kościoła w Polsce, a nie to pokazane w "Klerze".
Ale odezwali się też i ci, dla których abp Sławoj Leszek Głódź w ostatnich latach był autorytetem, ze względu na to, iż dość otwarcie wspierał "dobrą zmianę". Wygląda jakby poczuli się zdradzeni przez hierarchę i teraz przypomnieli sobie listę jego "przewinień" – choćby oskarżeń o współpracę z PRL-owskim wywiadem.
"Byłem ofiarą inwigilacji, ale nigdy nie podjąłem żadnej współpracy ze służbami komunistycznymi, co zresztą wynika z przedstawionych dokumentów" – to tłumaczenie arcybiskupa dla tych osób stało się nieistotne. Tym razem Głódź stał się celem ataku, bo śmiał powiedzieć parę pozytywnych słów o zamordowanym prezydencie Gdańska.
I najgorsze – zaproponował Bazylikę Mariacką na miejsce pochówku.
Kanoniczny spór Salezjanin, ksiądz Jacek Bałemba, przytoczył na Twitterze Kanon 1242 z rozdziału Cmentarze w Kodeksie Prawa Kanonicznego. W nim mowa jest o tym, że osoby świeckie nie powinny być chowane w kościołach.
Co zatem z wszystkimi królami, Tadeuszem Kościuszką, Józefem Piłsudskim oraz Lechem Kaczyńskim wraz z żoną pochowanymi w kryptach Katedry na Wawelu w Krakowie? Czy wtedy księża o tym kanonie przypominali?
Nota bene – Paweł Adamowicz z arcybiskupem Sławojem Leszkiem Głódziem współpracowali przy organizacji innego pogrzebu ofiary katastrofy smoleńskiej, marszałka Macieja Płażyńskiego, również w gdańskiej Bazylice Mariackiej, gdzie teraz ma spocząć zamordowany prezydent Gdańska. Ten, który z gdańskim metropolitą nieraz toczył różne boje, choćby o działkę w obrębie Parku Oliwskiego. Dziś jednak arcybiskup woli milczeć o tym, co dzieliło.
Przemiana na stałe? Nie brak głosów, że to przemiana tylko na pokaz. I nie bezinteresowna. Tak twierdzi choćby były ksiądz Jacek Międlar.
Pozostaje życzyć Międlarowi, aby się mylił. Aby słowa abpa Głódzia były szczere. Aby naiwna nadzieja nie okazała się płonna. Bo może w końcu to jest ten moment, by nadeszło opamiętanie?
abp Sławoj Leszek Głódź
metropolita gdański
