
Trudno o bardziej dobitny dowód na to, jak bardzo politycy (przynajmniej niektórzy) są oderwani od codziennego życia Polaków. Szczególnie szokujące jest to, że w tym przypadku chodzi o polityka lewicy, która przecież z definicji powinna być blisko zwykłych ludzi. Te słowa za sekretarzem generalnym SLD, świeżo upieczonym posłem Lewicy Marcinem Kulaskiem będą się ciągnąć jeszcze długo.
Pamiętacie wypowiedź Elżbiety Bieńkowskiej, która wypłynęła przy aferze taśmowej? Minister w podsłuchanej rozmowie z szefem CBA mówiła, że za 6 tys. zł to pracuje albo złodziej, albo idiota.
Poseł Marcin Kulasek z Olsztyna poszedł o parę kroków dalej – zarówno jeśli chodzi o kwotę, jak i fakt, że to była oficjalna wypowiedź w rozmowie z dziennikarzem. – Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tys. zł na rękę i dietę 2,5 tys. zł – powiedział sekretarz generalny SLD pytany przez Jakuba Szczepańskiego z portalu Interia o życie w hotelu sejmowym.
Wybrany w październiku parlamentarzysta narzeka, że w pokoju jest ciasno, że meble pamiętają czasy Gierka, a do tego nie ma kuchni. To oznacza, że w hotelu poseł może sobie najwyżej zrobić herbatę, a poza tym musi stołować się na mieście. I tak dochodzi do narzekań na poselskie zarobki.
Marcin Kulasek
sekretarz generalny SLD
Marcin Kulasek był jedynką na olsztyńskiej liście Lewicy w ostatnich wyborach parlamentarnych. Jest doktorem nauk rolniczych, specjalizuje się w zakresie technologii żywności.
Jego wypowiedź błyskawicznie odbiła się w internecie szerokim echem.
"Widzę nić porozumienia z premierem Gowinem" – skomentował Jan Śpiewak, nawiązując do słynnej wypowiedzi wicepremiera o tym, że "nie starczało mu do pierwszego".
źródło: Interia
