nt_logo

Widmo wojny tuż obok turystycznego raju Polaków. Czy to bezpiecznie jechać do Chorwacji?

Alan Wysocki

01 sierpnia 2022, 12:29 · 3 minuty czytania
Od niedzieli możemy zaobserwować niepokojące relacje z granicy między Kosowem a Serbią. Wszystko wskazuje na to, że mogło dojść tam nawet do wymiany ognia. Wszystko to dzieje się niedaleko granicy z Chorwacją. Czy to więc bezpieczne, aby teraz korzystać z uroków kraju nad Adriatykiem?


Widmo wojny tuż obok turystycznego raju Polaków. Czy to bezpiecznie jechać do Chorwacji?

Alan Wysocki
01 sierpnia 2022, 12:29 • 1 minuta czytania
Od niedzieli możemy zaobserwować niepokojące relacje z granicy między Kosowem a Serbią. Wszystko wskazuje na to, że mogło dojść tam nawet do wymiany ognia. Wszystko to dzieje się niedaleko granicy z Chorwacją. Czy to więc bezpieczne, aby teraz korzystać z uroków kraju nad Adriatykiem?
Kryzys na linii Kosowo-Serbia. Czy to bezpiecznie jechać teraz do Chorwacji Fot. AA / ABACA / East News
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google.

  • Rok w rok do Chorwacji jeździ około miliona Polaków. Mamy środek sezonu wakacyjnego, a na Bałkanach rosną obawy o wybuch nowej wojny
  • Władze Serbii zaczęły składać agresywne deklaracje pod adresem Kosowa. Na granicy państw doszło także do oddania strzałów
  • Czy wyjazd na wakacje do kraju nad Adriatykiem jest w takim razie bezpieczny?

Kryzys na linii Serbia-Kosowo. Czy wakacje w Chorwacji są bezpieczne?

Jak pisaliśmy w naTemat, na granicy między Serbią a Kosowem zrobiło się wyjątkowo niespokojnie. W obu państwach od dawna trwa konflikt, jednak teraz ze strony władz Serbii zaczęły padać poważne deklaracje, nawet o "denazyfikacji Bałkanów".

Autorem podobnych sformułowań jest skrajnie prawicowy polityk Serbskiej Partii Postępowej Vladimir Dukanović. Warto podkreślić, że nie jest to byle działacz partyjny, a członek Zgromadzenia Narodowego Serbii.

"Wydaje mi się, że Serbia będzie zmuszona do rozpoczęcia denazyfikacji Bałkanów. Chciałbym się mylić" – możemy przeczytać w jednym z jego wpisów na Twitterze.

Powodem zaostrzenia konfliktu jest zmiana przepisów dotyczących tablic rejestracyjnych i innych dokumentów. Dotychczas Serbowie w Kosowie nie zamierzali przedstawiać papierów wymaganych przez rząd w Prisztinie. Teraz zobowiązano ich do tego osobnymi przepisami.

Wywołało to falę protestów, zamieszek, blokady dróg, a także wspomniane już agresywne deklaracje ze strony władz Belgradu. Konflikt między państwami odbywa się tuż obok Chorwacji, która także i w tym roku jest oblegana przez miliony turystów.

Czy Polacy w Chorwacji mają powody do obaw?

Miejsce eskalacji konfliktu do Dubrownika dzieli około 300 km. Odległość do Splitu wynosi zaś około 470 km. Od opisywanego wielokrotnie w naTemat mostu Pelješac do miejsca ostatnich incydentów odległość wynosi około 370 km. To trasy, które samochodem można pokonać w ciągu od kilku do kilkunastu godzin.

Niepodległość Kosowa jest kwestią sporną. Prawa do tego terenu roszczą sobie najwięksi sojusznicy Rosji w Europie, czyli wspomniani już Serbowie. Drugą oś sporu stanowią zaś zamieszkujący te tereny Albańczycy.

Na ten moment nic jednak nie wskazuje na to, by konflikt miał przerodzić się w pełnowymiarową wojnę, a co dopiero, by miał przenieść się ona na inne państwa byłej Jugosławii.

Chorwacja co prawda uznała niepodległość Kosowa, a władze obu państw prowadzą stosunki dyplomatyczne. Zagrzeb nie uczestniczy jednak bezpośrednio w konflikcie. Scenariusz, według którego kraj nagle miałby znaleźć się w środku walk, jest mało realny.

Mało realne są także prowokacje na granicy. Serbia sąsiaduje z Chorwacją od północnego zachodu. Tymczasem, do eskalacji dochodzi na południu, które od przygranicznych miejscowości turystycznych oddziela Czarnogóra oraz Bośnia i Hercegowina.

W Kosowie działają także misje pokojowe NATO i ONZ. Wszelkie niepokojące incydenty są więc na bieżąco odnotowywane przez międzynarodowe służby. Jak pisaliśmy w naTemat, dowódcy misji KFOR wydali oświadczenie, w którym wyjaśnili, że "sytuacja jest napięta", a oni sami "gotowi do interwencji".

Polacy w Chorwacji są bezpieczni. Konflikt nie zbliża się do raju turystycznego

Warto podkreślić, że Chorwacja jest nie tylko członkiem Unii Europejskiej, ale również członkiem NATO. Każda agresja wobec kraju nad Adriatykiem jest równoznaczna z agresją wobec całego Sojuszu.

Co za tym idzie? Zobowiązuje to 30 członków Paktu do natychmiastowej interwencji. W sąsiedztwie Chorwacji zaś nie ma obecnie sił, które mogłyby zagrozić porozumieniu państw Europy i Ameryki.

Co więcej, choć sam kraj nad Adriatykiem dysponuje 15 tys. żołnierzy w czynnej służbie, to sama armia jest dość dobrze zmodernizowana. Współczesne koncepcje prowadzenia wojny pokazują zaś, że chodzi nie o liczebność, a o małe i wysokowyspecjalizowane oddziały.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP stanowczo odradza natomiast podróże do samego Kosowa. Wszystko przez wzgląd na... korupcję i wysoką przestępczość. Na oficjalnej stronie resortu nie ma jednak ostrzeżeń dotyczących Chorwacji.

Warto jednak na bieżąco śledzić komunikaty polskiego MSZ oraz być na bieżąco z sytuacją geopolityczną, by móc na bieżąco reagować na ewentualne zagrożenia.