Europoseł Paweł Kowal wyjaśnia, dlaczego wszyscy politycy powinni stanąć murem za Radosławem Sikorskim w sprawie powrotu wraku tupolewa do Polski.
Europoseł Paweł Kowal wyjaśnia, dlaczego wszyscy politycy powinni stanąć murem za Radosławem Sikorskim w sprawie powrotu wraku tupolewa do Polski. Fot. Jakub Ociepa / Agencja Gazeta

Europoseł Paweł Kowal zaapelował, żeby wszyscy polscy politycy stanęli murem za szefem polskiej dyplomacji w jego staraniach o to, żeby Rosjanie zwrócili nam wrak prezydenckiego tupolewa. – Teraz jest moment, w którym powinniśmy zachować się solidarnie – mówi w rozmowie z naTemat.

REKLAMA
Czy mówiąc, że wszyscy powinni stanąć murem za Sikorskim naprawdę miał pan na myśli wszystkich polskich polityków? Od PO, przez PiS i SLD na Ruchu Palikota i Solidarnej Polsce kończąc?
Nie wiem, jakie będzie stanowisko Ruchu Palikota, bo oni zazwyczaj zajmują dziwne stanowiska w różnych sytuacjach. Mówiąc wszyscy miałem na myśli wszystkich polityków, którzy zajmują się sprawą katastrofy smoleńskiej. Wypowiadają się na jej temat, a ich słowa mają znaczenie.
Uważam, że trzeba wyciągnąć wnioski z sytuacji sprzed katastrofy smoleńskiej. Wtedy na pewnym etapie każdy ośrodek polityczny w Polsce prowadził swoją politykę wobec Rosji. Jeżeli opozycja od tak dawna chciała umiędzynarodowienia sprawy katastrofy smoleńskiej, to Radosław Sikorski dał im ku temu idealną okazję. Niezależnie od tego, czy uważamy, że zrobił to w odpowiednim momencie, czy nie. Postawienie tego na forum rady ministrów UE, czyli bardzo formalnego unijnego ciała, to zasadniczy krok w tym kierunku.
A co z kolegami Sikorskiego Platformy? Przecież również stamtąd dało się słyszeć krytyczne głosy
Jeżeli chodzi o kolegów z PO, to ja nie jestem naiwny. Rozumiem, że działania Sikorskiego były przedmiotem jakiejś wewnątrzpartyjnej gry w PO. Ale chodzi o to, że w tej sprawie powinniśmy reprezentować stanowisko państwowe, a nie partyjne. Sprawa powrotu do wraku jest zdecydowanie sprawą państwową, więc wypada wesprzeć Sikorskiego w jego działaniach.
Czy naprawdę sądzi pan, że przy aktualnej sytuacji politycznej w Polsce, politycy są w stanie mówić jednym głosem w jakiejkolwiek sprawie?
Tutaj również nie jestem naiwny – oczywiście, że nie. Ale między mówieniem wszystkiego, co przyjdzie do głowy a staniem murem jest szereg lepszych rozwiązań niż ten chaos informacyjny. Apelowałbym do polityków wszystkich środowisk, żeby zastanowili się na czym polegał problem polsko-rosyjskich stosunków przed katastrofą. Pisałem o tym w swojej książce pt. "Między Majdanem a Smoleńskiem". Dopuszczamy do sytuacji, w której inne państwa mogą wykorzystywać konflikty wewnątrz kraju do swojej polityki.
Rosja przejęłaby się bardziej, gdybyśmy mówili w tej sprawie jednym głosem? Na razie wyrazili tylko "skrajne zdumienie", a Putin dał nam pstryczka w nos.
Wie pan, jak to wygląda z ich strony? Proszę sobie wyobrazić, jak może wyglądać depesza, która wychodzi z ambasady rosyjskiej w Polsce do Rosji. Napiszą, że działania Sikorskiego w Polsce nie spotkały się z poparciem politycznym, że nie poparła tego nawet opozycja, która chciała umiędzynarodowienia sprawy, że politycy z koalicji rządzącej w mniej lub bardziej wyraźny sposób zdystansowali się od szefa MSZ. Wniosek będzie taki, że sprawa nie tylko nie zostanie podjęta na forum unijny, ale także, że Polska jest państwem, które nie potrafi korzystać z instytucji UE.
Putin powiedział, że to sprawa rosyjskiej prokuratury. Gdyby dostał wyraźny i jednomyślny głos z Polski mógłby się ugiąć?
To nie jest kwestia ugięcia, nie lubię takiego języka. Jeżeli Rosjanie otrzymaliby komunikat, że Polska będzie konsekwentnie dążyła do postawienia tej sprawy na forum unijnym, to wiedzieliby, że korzystniej będzie, jeżeli zamkną wszystko w relacjach dwustronnych, bez zaangażowania organizacji międzynarodowych. Putin może podjąć taką decyzję, ale skuteczność naszych działań zależy od solidarności polityków wewnątrz kraju.
Czytaj: Radosław Sikorski angażuje Unię Europejską do walki o wrak tupolewa. Politolog: To nic nie da

Chciałby pan, żeby wszyscy stanęli murem za szefem MSZ, dlatego, że Sikorski dobrze postąpił wyciągając tę sprawę na arenie międzynarodowej. Czy może dlatego, że jak już wyszedł przed szereg to trzeba robić dobrą minę do złej gry?
Nie mamy wiedzy, jakie środki przedsięwziął w tej sprawie do tej pory. Natomiast fakt, że postawił kwestię powrotu wraku tupolewa do Polski przed formalnym ciałem unijnym ma już swoją siłę i rangę. Można oczywiście dyskutować, czy powinien był to robić właśnie teraz.
A powinien?
Największym problemem jest koincydencja jego deklaracji z wizytą w Moskwie. Myślę, że powinien zrobić to dopiero po powrocie z Rosji. Mówiąc to wcześniej praktycznie zamknął sobie drogę do próby jakiegokolwiek wyjaśnienia podczas delegacji w Moskwie. Plusem tego jest fakt, że zrobił to w trudnych politycznie okolicznościach dla Rosji. Nasi sąsiedzi mają popsute relacje z Unią Europejską i USA. Z ich punktu widzenia sprawa powrotu wraku do Polski wcale nie musi być najtrudniejsza.
W naszych staraniach ważny jest także, jaki przekaz w tej sprawie idzie na Zachód. Jeżeli chcemy, by zajmowały się tym ważne organizacje, do których należymy (UE i NATO), to nie możemy w takich momentach demonstrować, że mamy tak różne stanowiska. Kuriozum tej sytuacji polega, że w Polsce wszyscy mają skrajnie inne zdanie. Słuchając wypowiedzi polskich polityków mam wrażenie, że każdy kto zabiera w tej sprawie głos, ma tu indywidualne stanowisko. To po prostu nie wygląda poważnie na arenie międzynarodowej.
To dobrze, że Sikorski porusza temat wraku na arenie międzynarodowej?
Nie ma nic dziwnego w tym, że chcemy by takie organizacje zajmowały się naszymi sprawami, one od tego są. Ale z ich punktu widzenia, to nie może wyglądać tak, że włączają się w spór, który toczy się głównie wewnątrz Polski. Powiedzą: Wy się kłócicie między sobą, więc to nie nasza sprawa.
Proszę zwrócić uwagę, że dla mnie takie apele też nie są łatwe, bo krytykuję ministra Sikorskiego od lat. Robiłem to nawet dotkliwiej niż inni, bo zawsze odnosiłem się do konkretów. Natomiast dzisiaj mówię tak, jak podpowiada mi sumienie. Nie apeluję, abyśmy zawsze mówili tak samo, ale trzeba rozróżniać sprawy ważne od mniej ważnych. Teraz jest moment, w którym powinniśmy zachować się solidarnie.