
YouTube wprowadza opłaty za oglądanie wideo – ta informacja obiegła większość serwisów w internecie. Użytkownicy mieliby płacić za subskrybowanie wybranych kanałów na YouTube. Opcja testowo ma pojawić się w kwietniu na kilkudziesięciu wybranych kanałach. Piotr Zalewski z Google Polska nie zaprzecza informacjom, ale jednocześnie studzi nastroje i przekonuje, że wbrew powszechnym już plotkom "YouTube nie stanie się płatny". – Jest tu za dużo niepotrzebnego szumu. Do Polski i tak wszystko trafia z nawet kilkuletnim opóźnieniem – mówi Adam Drzewicki, twórca MaturaToBzdura.
REKLAMA
YouTube stanie się płatny? To przerażająca wizja dla milionów internautów na całym świecie. Od razu uspokajamy, że taki wariant na szczęście nie wchodzi w grę. Przynajmniej na razie. Piotr Zalewski z Google Polska (Google jest właścicielem YouTube) zaprzecza plotkom, które zaczęły się pojawiać przy okazji ostatnich publikacji na temat YouTube. Na serwery serwisu co minutę trafiają 72 godziny materiałów, które pochodzą od naprawdę różnych nadawców: użytkowników, partnerów, stacji telewizyjnych, producentów itd. Większość z nich zarabia na dotychczasowych modelu reklamowym.
O wprowadzeniu opłat za korzystanie z YouTube mówiło się już w 2009 roku. Wtedy to Eric Schmidt, prezes Google, zapowiadał wprowadzenie systemu mikropłatności na YouTube w bliżej nieokreślonej formie. Powodem takiej decyzji miały być wysokie koszty utrzymania serwisu. Pomysł jednak nie wszedł w życie, ale wygląda na to, że teraz wraca w nieco zmienionej formie.
Coś się dzieje
"Coś" jest na rzeczy, bo jak mówi nam Piotr Zalewski: – Od dawna uważaliśmy, że różne rodzaje treści potrzebują różnych modeli rozliczeniowych. Najważniejsze jest, by niezależnie od modelu nasi twórcy odnosili sukces na platformie YouTube. Jest wielu twórców i partnerów, którzy uważają, że skorzystaliby na modelu subskrypcyjnym, dlatego przyglądamy się takim rozwiązaniom – słyszymy od naszego rozmówcy, który zaznaczył, że na tę chwilę nie zna dokładniejszych szczegółów.
"Coś" jest na rzeczy, bo jak mówi nam Piotr Zalewski: – Od dawna uważaliśmy, że różne rodzaje treści potrzebują różnych modeli rozliczeniowych. Najważniejsze jest, by niezależnie od modelu nasi twórcy odnosili sukces na platformie YouTube. Jest wielu twórców i partnerów, którzy uważają, że skorzystaliby na modelu subskrypcyjnym, dlatego przyglądamy się takim rozwiązaniom – słyszymy od naszego rozmówcy, który zaznaczył, że na tę chwilę nie zna dokładniejszych szczegółów.
Więcej zdradził za to szef działu zarządzania zawartością YouTube, Jamie Byrne, który poinformował o testach płatnych subskrypcji. Wstępne doniesienia mówią o opłacie w wysokości 1-5 dolarów pobieranej za korzystanie z niektórych kanałów. Na razie ma być ich kilkadziesiąt. Ważne, że jest to wariant opcjonalny, a nie obligatoryjny. YouTube proponuje dwa sposoby rozliczania: opłatę za oglądanie pojedynczych kanałów lub za korzystanie z całego pakietu (podobnie jak w telewizji cyfrowej).
YouTube swoją popularność zawdzięcza amatorskim filmom wideo, ale to nie ich twórcy są najbardziej zainteresowani wprowadzeniem płatnych subskrypcji. Ta opcja bardziej podoba się profesjonalnym kanałom przygotowywanym dużymi nakładami finansowymi. Byłoby to jednak tylko uzupełnienie dotychczasowych form zarabiania, a nie całkowite przekwalifikowanie. W grę wchodzą także opłaty za oglądanie transmisji z różnych imprez, koncertów czy wydarzeń.
Dobra wyjście
Na ten moment w Polsce wszystko jeszcze pozostaje w sferze "gdybania", ale warto się przyjrzeć samemu pomysłowi, bo z niemal stuprocentową pewnością mogę założyć, że każdy, kto czyta ten tekst, korzysta także z YouTube. Czy wprowadzanie opłat tego typu na najpopularniejszym serwisie wideo na świecie byłoby dobrym posunięciem? Paweł Tkaczyk, popularny bloger i specjalista od budowania marki w internecie jest pewien, że to dobra droga.
Na ten moment w Polsce wszystko jeszcze pozostaje w sferze "gdybania", ale warto się przyjrzeć samemu pomysłowi, bo z niemal stuprocentową pewnością mogę założyć, że każdy, kto czyta ten tekst, korzysta także z YouTube. Czy wprowadzanie opłat tego typu na najpopularniejszym serwisie wideo na świecie byłoby dobrym posunięciem? Paweł Tkaczyk, popularny bloger i specjalista od budowania marki w internecie jest pewien, że to dobra droga.
– To bezpośredni sposób monetyzacji. Trzeba pamiętać, że stworzenie wideo wymaga naprawdę sporego nakładu sił i środków w porównaniu np. do napisania jakiegokolwiek artykułu. Twórcy wideo to ludzie, którzy nie mają pewności, że to, na co poświęcają godziny pracy, się zmonetyzuje. Żeby sprawdzić popularność, muszą zainwestować sporo czasu i pracy. Dopiero potem mogą zacząć myśleć o reklamach, na których można zarabiać – tłumaczy Tkaczyk, który podkreśla, że to wyjątkowo długi proces.
Wprowadzenie płatnych subskrypcji w pewnym stopniu rozwiązuje ten problem, bo daje twórcom możliwość manewrowania nakładami pracy. – Jeśli wiedzą, jaką mają liczbę subskrybentów, mogą ją na bieżąco monitorować, widzą wzrosty statystyk, to są świadomi, ile czasu powinni włożyć w wyprodukowanie czegoś wartościowego – wyjaśnia nasz rozmówca. Paweł Tkaczyk zaznacza także, że w polskim internecie brakuje płatnego contentu dobrej jakości. – Nie ma chociażby miejsca, z którego można pobrać za pieniądze seriale produkowane w USA. Spora grupa ludzi naprawdę by za to płaciła, ale aktualnie nie mają takiej możliwości. To kwestia dogadania się z dystrybutorami – mówi ekspert.
Kto zapłaci?
Jego zdaniem za dostęp do wideo w sieci płaciliby nawet młodsi użytkownicy internetu. – Przecież nastolatkowie też mają swoje własne fundusze. Kupują gry na smartfony i inne rzeczy, więc tutaj też nie powinno być większego problemu. Im więcej ludzi przyzwyczai się do tego, że za wartościowe treści powinno się płacić, tym lepiej – uważa Paweł Tkaczyk.
Jego zdaniem za dostęp do wideo w sieci płaciliby nawet młodsi użytkownicy internetu. – Przecież nastolatkowie też mają swoje własne fundusze. Kupują gry na smartfony i inne rzeczy, więc tutaj też nie powinno być większego problemu. Im więcej ludzi przyzwyczai się do tego, że za wartościowe treści powinno się płacić, tym lepiej – uważa Paweł Tkaczyk.
Przeczytaj też: Niekryty Krytyk: bawi i irytuje, ale na YouTube i tak oglądają go miliony. "Czasami czuję się jak małpa w Zoo"
Doniesienia o płatnych subskrypcjach mówią o cenach w granicach od 1 do 5 dolarów. To stosunkowo niewiele, ale sporo zależy od tego, na jakiej zasadzie byłyby rozliczane: dostęp do konkretnej liczby filmów, czy może miesięczny abonament. Ile Polacy są w stanie płacić za treści w sieci? Prezes internetowej księgarni Legimi Mikołaj Małaczyński mówił w rozmowie z naTemat, że ustalona przez nich cena 19 zł jest powszechnie akceptowalna przez internautów. Można by ją zwiększyć ewentualnie o kolejne dziesięć złotych.
Doniesienia o płatnych subskrypcjach mówią o cenach w granicach od 1 do 5 dolarów. To stosunkowo niewiele, ale sporo zależy od tego, na jakiej zasadzie byłyby rozliczane: dostęp do konkretnej liczby filmów, czy może miesięczny abonament. Ile Polacy są w stanie płacić za treści w sieci? Prezes internetowej księgarni Legimi Mikołaj Małaczyński mówił w rozmowie z naTemat, że ustalona przez nich cena 19 zł jest powszechnie akceptowalna przez internautów. Można by ją zwiększyć ewentualnie o kolejne dziesięć złotych.
Paweł Tkaczyk uważa, że właśnie kwoty w tych granicach są psychologiczną barierą miesięcznego abonamentu dla polskich internautów. Natalia Hatalska, blogerka zajmująca się branżą mediowo-reklamową jest tutaj nieco bardziej sceptyczna i zauważa, że nie należy przenosić wartości z e-booków do e-wideo.
– Kupowanie książek a oglądanie wideo to nieco inna sprawa i nie porównywałabym tego. Generalnie internauci nie bardzo chcą płacić za cokolwiek w sieci. Mamy do czynienia z pokoleniem, które wszystko chce mieć za darmo – mówi Hatalska. Blogerka zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt płacenia w sieci. – W internecie tak naprawdę nie ma nic za darmo. Nawet jeśli nie płacimy pieniędzmi, to płacimy swoimi danymi osobowymi – wyjaśnia.
– Kupowanie książek a oglądanie wideo to nieco inna sprawa i nie porównywałabym tego. Generalnie internauci nie bardzo chcą płacić za cokolwiek w sieci. Mamy do czynienia z pokoleniem, które wszystko chce mieć za darmo – mówi Hatalska. Blogerka zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt płacenia w sieci. – W internecie tak naprawdę nie ma nic za darmo. Nawet jeśli nie płacimy pieniędzmi, to płacimy swoimi danymi osobowymi – wyjaśnia.
Opłaca się?
To, co może i powinno budzić wątpliwości twórców wideo, którzy zdecydowaliby się na wprowadzenie płatnych subskrypcji, to odbicie tej decyzji w statystykach. Nie ma co ukrywać, ale te od tego nie urosną. Przynajmniej nie od razu. – Rafał Agnieszczak z Fotka.pl wprowadził kiedyś opłaty za korzystanie z serwisu. Okazuje się, że zaledwie 1-5 procent użytkowników darmowej treści jest gotowych zapłacić za dostęp do treści płatnej – przypomina Paweł Tkaczyk, który jednocześnie zaznacza, że przy kilkuset tysiącach subskrybentów nawet tak niewielkie liczby są całkiem niezłym osiągnięciem.
To, co może i powinno budzić wątpliwości twórców wideo, którzy zdecydowaliby się na wprowadzenie płatnych subskrypcji, to odbicie tej decyzji w statystykach. Nie ma co ukrywać, ale te od tego nie urosną. Przynajmniej nie od razu. – Rafał Agnieszczak z Fotka.pl wprowadził kiedyś opłaty za korzystanie z serwisu. Okazuje się, że zaledwie 1-5 procent użytkowników darmowej treści jest gotowych zapłacić za dostęp do treści płatnej – przypomina Paweł Tkaczyk, który jednocześnie zaznacza, że przy kilkuset tysiącach subskrybentów nawet tak niewielkie liczby są całkiem niezłym osiągnięciem.
Adam Drzewicki, który jest twórcą jednego z najpopularniejszych show na polskim YouTube, MaturaToBzdura podchodzi do tematu z zupełnie innej strony. Jego zdaniem na razie wokół całego pomysłu jest dużo niepotrzebnego szumu. – Nie wolno zapominać, że wszystkie nowości, które są testowane na amerykańskim YouTube, do Polski, poza paroma wyjątkami, trafiają z paroletnim opóźnieniem. Tak było np. w przypadku adnotacji na filmach, więc i tutaj podchodziłbym do tego ze sporym dystansem – mówi w rozmowie z naTemat i podaje także przykład sprzedawania koszulek i innych gadżetów.
– W Polsce taki e-commerce praktycznie nie istnieje, a w USA jest masa dodatkowych opcji wspomagających monetyzację. Tamtejsi YouTuberzy mają np. możliwość sprzedaży filmów za kilka dolarów na kilka godzin przed oficjalną premierą itd. Tego w Polsce nie ma – dodaje.
Zabijają niezależnych twórców
Twórca MaturaToBzdura zaznacza także, że polscy internauci nie są przyzwyczajeni do płacenia za rozrywkowe treści w internecie. – To musiałyby być naprawdę wartościowe, drogie, edukacyjne materiały – wymienia i zaznacza, że większość Polaków woli wyłączyć reklamy lub tak kombinować, by obejrzeć wszystko najmniejszym kosztem. – Myślą, że są sprytni, ale tak naprawdę zabijają niezależnych twórców kosztem telewizyjnych gigantów. A w USA? Tam widzowie wspierają swoich ulubieńców, kupują ich gadżety, urządzają zbiórki – mówi z żalem nasz rozmówca.
Twórca MaturaToBzdura zaznacza także, że polscy internauci nie są przyzwyczajeni do płacenia za rozrywkowe treści w internecie. – To musiałyby być naprawdę wartościowe, drogie, edukacyjne materiały – wymienia i zaznacza, że większość Polaków woli wyłączyć reklamy lub tak kombinować, by obejrzeć wszystko najmniejszym kosztem. – Myślą, że są sprytni, ale tak naprawdę zabijają niezależnych twórców kosztem telewizyjnych gigantów. A w USA? Tam widzowie wspierają swoich ulubieńców, kupują ich gadżety, urządzają zbiórki – mówi z żalem nasz rozmówca.
Drzewicki zwraca uwagę na zupełnie inny problem polskich YouTuberów. – Na każde tysiąc wyświetleń nasi rodacy zarabiają trzy-cztery raz mniej od kolegów po fachu zza oceanu – przekonuje. Oprócz wspomnianego e-commercu vlogerzy dostają więcej pieniędzy z reklam, które tam wyświetlają się z większą częstotliwością niż w Polsce.
– Od kilku lat obiecują zrównanie tych warunków, ale jakoś nie można się tego doczekać. Polacy za każdy milion wyświetleń zarabiają średnio tysiąc złotych – zdradza. W jego opinii polskim internautom trzeba uświadamiać, jak naprawdę wyglądają realia wideo w sieci, bo bez tego w całej dyskusji nie posuniemy się nawet o krok do przodu.

