
Rubik, Gessler i Kaczyński padli w ostatnim czasie ofiarą logiki "najpierw strzelaj, później zadawaj pytania", zgodnie z którą zachowują się w wirtualnym świecie całe zastępy internautów. Reagujemy na słowa-klucze, działamy emocjonalnie i często bez żadnej refleksji rzucamy się do klawiatur wylewać swoje żale i pretensje. Nawet, jeśli piszemy nie na temat.
"Kobieta z twarzą konia" i "nasza szkapa" to tylko dwa z licznych epitetów, jakimi zareagowali internauci na słowa znanej polskiej modelki Anji Rubik, która skrytykowała fakt, że polscy mężczyźni nie dbają o swoje fryzury. Równie wiele złośliwych docinków posypało się pod adresem Magdy Gessler, blogerki naTemat, gdy w swoim wpisie ostro skrytykowała poziom obsługi, z jakim miała do czynienia w jednym ze słupskich hoteli.
Łukasz
Dariusz
Czy uzasadniona krytyka lub sensowna dyskusja jest czymś złym? Z całą pewnością nie. Problem polega jednak na tym, że w internecie bardzo często złośliwe i nienawistne komentarze, czyli popularne “hejterstwo”, żyją swoim własnym życiem w zupełnym niemal oderwaniu od tematu, którego teoretycznie dotyczą. Często komentując artykuły, filmy lub wypowiedzi innych użytkowników nie zwracamy wcale uwagi na to, o co w nich chodzi. Nie szukamy informacji, nie analizujemy argumentów i motywów. Zależy nam tylko na tym, żeby komuś dopiec.
Hejt a słowa-klucze Zjawisko internetowego “hejtu” tłumaczono już na wiele różnych sposobów. Naszą tendencję do ostrych sądów opisywano np. jako wynik internetowej anonimowości, dostosowywania się do panujących w sieci standardów, a także jako sposób na leczenie kompleksów.
Andrzej Rychard
– Sieć wprowadza poczucie równości. “Hejt” pozwala bezkarnie dopiec każdemu, daje satysfakcję i poczucie wpływu na świat – przyznaje Tomasz Wojciechowski, psycholog i bloger naTemat. Dodaje jednak, że problem jest głębszy.
– Każdy z nas buduje sobie sieć skojarzeń, “tagów”, które organizują nasze myślenie – tłumaczy. – Często jest tak, że w internecie wystarczy jedno słowo-klucz, jedno proste skojarzenie, jedna fraza wyrwana z kontekstu, by dać internautom pretekst do wylewania licznych żali i uprawiania “hejtingu” – ocenia Wojciechowski.
Jego zdaniem takim kluczem może być w Polsce słowo “PO” lub “PiS”, które niczym płachta na byka wywołują w internautach istną reakcję łańcuchową, kończącą się często prawdziwą eksplozją nienawiści. Zresztą politycy nie są lepsi. – Kiedy przyjrzymy się wywiadom, których udzielają na żywo, zauważymy, że bardzo często zadane przez dziennikarza pytanie staje się tylko pretekstem do wygłoszenia ostrej, nacechowanej emocjonalnie tyrady na zupełnie inny temat – zauważa Wojciechowski.
Emocje zamiast rozsądku Czy to, że przykład idzie z góry, jest jakimkolwiek pocieszeniem? Chyba nie. Tymczasem wydawać się może, że w internecie coraz więcej emocji, a coraz mniej rozsądku i dyskusji.
W konsekwencji, im mocniejsza emocja, tym szybsza i mniej refleksyjna reakcja internautów. – Tym właśnie wytłumaczyć można fakt, że w opublikowanym niedawno raporcie na temat przekleństw w polskim internecie, najczęściej używano wulgaryzmów w zestawieniu z postaciami Jarosława Kaczyńskiego i Cristiano Ronaldo. Obaj generują bardzo silne emocje. Pierwszy – lęku, drugi – zazdrości – ocenia Wojciechowski.
Warto zauważyć, że nawet w czasie trwającej wciąż dyskusji na temat braku zawodowej etyki mecenasa Rogalskiego, w komentarzach nieustannie dostaje się nie tylko adwokatowi, ale i niemal w takim samym stopniu, prezesowi PiS. Meritum sprawy schodzi na drugi plan, samo nazwisko Kaczyńskiego wystarczy, by sprowokować liczne docinki i złośliwości.
Jeśli do działania w oparciu o bazujące na emocjach skrypty dodać jeszcze brak sprzężenia zwrotnego, czyli jak tłumaczy Wojciechowski, możliwości natychmiastowego skonfrontowania się z reakcją drugiej strony, tajemnica łatwości, z jaką “hejtujemy” zostaje niemal w całości wyjaśniona. Psycholog dodaje, że niestety wpisuje się ona w trend popularyzacji w dzisiejszych czasach narcystycznych postaw.
– Nie interesuje nas reakcja tego, kogo obrażamy w internecie. Nie myślimy o tym, że nasz wpis może wywołać złość czy smutek. Stajemy się coraz bardziej skupieni na sobie. Mniej interesuje nas świat dookoła, liczymy się tylko my – kończy Wojciechowski. Czytaj też: Skąd w Polakach tyle nienawiści. "Nie ma nic przyjemniejszego niż dokopać celebrycie".
