Atakuje nazwę restauracji zmienioną przez Gessler, blokuje koncert Figo Fagot. Polski proboszcz wszechwładny.
Atakuje nazwę restauracji zmienioną przez Gessler, blokuje koncert Figo Fagot. Polski proboszcz wszechwładny. Fot. Shutterstock.com

Autorytet i pozycja proboszcza jest w Polsce nadal bardzo silna. Są zapraszani na miejskie uroczystości, potrafią doprowadzić do odwołania koncertu kontrowersyjnego artysty albo wywołać swoim oświadczeniem ogólnokrajową dyskusję, jak ta po zmianie nazwy dębickiej restauracji "Majaga". Magda Gessler podczas "Kuchennych rewolucji" zaproponowała, żeby zmienić ją na "Gospodę u Sióstr". To oburzyło tamtejszego proboszcza. Część parafian go oczywiście poprała. Czy proboszcz w Polsce jest jak wyrocznia? Trzęsie parafią i lokalną władzą?

REKLAMA
– Jak daleko można przekraczać granice szacunku? Czy istnieje coś, co nazywamy przyzwoitością? – pyta ksiądz Ryszard Piasecki, proboszcz parafii w Dębicy. Według niego "granice szacunku" przekracza nazwa restauracji "Gospoda u Sióstr". Wcześniej nazywała się "Majaga", ale jej zmianę zaproponowała Magda Gessler podczas "Kuchennych Rewolucji". Ksiądz jest oburzony, bo uważa, że przerobiona nazwa sugeruje, że restaurację prowadzą zakonnice – Siostry Służebniczki, które są znane mieszkańcom. A to nie jest prawdą, bo właścicielkami są po prostu dwie siostry.
Duchowny swoje niezadowolenie wyraził w specjalnym oświadczeniu. Zwrócił uwagę, że słowo "sióstr" rozpoczęto wielką literą, a znajdująca się w nim litera "ó" zamiast kreski ma aureolkę. "Użycie takiej nazwy jest niestosowne poprzez kojarzenie charyzmatu zakonnego instytucji zasłużonej dla naszego miasta z prowadzeniem gospody" – napisał ks. Piasecki. Właścicielki mimo tego nazwy nie zmieniły, ale wielu parafian poprało księdza i pewnie w restauracji stołować się nie zamierzają.

Ban na koncert

Jak ogromny autorytet mają księża w parafiach i jak skutecznie potrafią to wykorzystać przekonała się Doda. Skarżyła się, że z 80 zaplanowanych koncertów, do skutku dochodzi jedynie siedem. Wszystko przez proboszczów. "Kto organizuje koncerty? Burmistrzowie i radni. A kto nimi kręci? Księża. Po moim procesie o Biblię każdy ksiądz - chrześcijanin, serce na talerzu - mówi, że za Boga Doda w jego mieście nie zagra. I koniec" – powiedziała w jednym z wywiadów.
Koncerty Dody to nie jedyna impreza, której zaszkodziła silna ręka proboszcza. W lutym w podkarpackim miasteczku Kolbuszowa mieli wystąpić Bracia Figo Fagot.
Według oficjalnej wersji koncert odwołano, bo organizator nie dopełnił formalności. Według nieoficjalnej wersji zablokować miał go proboszcz, bo "uznał, że śpiewają zbereźne, lubieżne i rasistowskie piosenki".
Według kolbuszowskiego radnego Doriana Pika i młodzieży, ksiądz miał rozsyłać po Facebooku łańcuszek właśnie z takim komentarzem, podkreślając też że impreza ma się odbyć w pierwszy piątek Wielkiego Postu. Interwencja duchownego wywołała poruszenie. Internauci nazwali "chorą" i "przykrą" sytuację, w której proboszcz dyktuje, czego mają słuchać mieszkańcy.

Nadużywana pozycja

To tylko dwa przykłady, a tych jest więcej. Lista niemile widzianych artystów jest dłuższa. Proboszczowie mają jednak większe wpływy. Potrafią również skutecznie zniechęcić parafian do wspierania niektórych akcji charytatywnych. Największe emocje budzi oczywiście od lat Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, którą niektórzy księża utożsamiają z promocją niemoralnych zachowań i narkotyków na Przystanku Woodstock. Podkreślają też wyższość Caritasu. Wielu parafian bierze te opinię pod uwagę i odmawia wspierania Owsiaka.
Pozycja duchownych wśród wiernych jest zrozumiała dla ks. Kazimierza Sowy. Parafianie cenią ich zdaniem, bo im ufają. – Wierni wychodzą z założenia, że warto posłuchać kogoś, w kim upatruje się autorytet. Proboszcz w miasteczkach i wsiach nie jest anonimowy. Jest zanany, rozpoznawalny, mieszkańcy mają z nim regularny kontakt – zwraca uwagę bloger naTemat. – Proboszczowie są liderami opinii lokalnych środowisk. Są dobrze znani, często angażują się również w działalność poza swoim kościołem. Im mniejsze środowisko, tym częściej – dodaje.
Proboszczowie potrafią jednak nadużywać zaufania parafian, zajść im za skórę i skutecznie zjednoczyć ich również przeciwko sobie. Tak było np. we wsi Lewin. Proboszcz, nie zważając na protesty, bił w dzwony kościelne również w nocy. Zakłócał tym samym sen wielu mieszkańców. O godz. 23 dzwon "dzwonił" jedenaście razy. Do piątej nad ranem było "lepiej", bo co godzinę wybijał tylko raz. Sąd przyznał mieszkańcom wsi rację i skazał proboszcza na 30 godzin prac społecznych, bo "wiedział, że swoim zachowaniem przeszkadza niektórym osobom, ale nadal to robił!".
Ksiądz wyrocznia
Silnej pozycji proboszczów nie dowodzi jedynie autorytet "wyroczni", którym cieszą się wśród wiernych. Ich zdanie jest poważnie traktowane również przez lokalne władze. – W moim miasteczku i okolicznych wsiach uroczystości gminne i parafialne są połączone. To właściwie jedno. Często dobywają się w Kościele, jest msza, a jak jest np. otwierany ośrodek kultury, to ksiądz zawsze go błogosławi – mówi Patryk z 1,5-tysięcznej wsi na Podkarpaciu.
Pozycja duchownych jest oczywiście najsilniejsza w małych miasteczkach i wsiach, ale ich wpływy widać jednak również w średnich miastach. – Nasz burmistrz liczy się z opinią proboszcza. Wie, że ma wpływ na parafian i bez ogródek krytykuje go z ambony, a to może przecież zaszkodzić podczas wyborów. Miasto daje za to księdzu wszystkie pozwolenia na budowę itd. Utrzymują więc dobre relacje. Na święta proboszcz zawsze odczytuje z ambony życzenia nadesłane "specjalnie przez Pana burmistrza" – opowiada Anna, która mieszka w jednym z podwarszawskich miast.

Proboszczowie cieszą się w lokalnych społecznościach wielkim autorytetem. Każda taka społeczność potrzebuje takiej osoby. Czasami jest to nauczyciel, sołtys, wójt. A czasem proboszcz. CZYTAJ WIĘCEJ


Niektórzy proboszczowie bazując na swojej pozycji potrafią skutecznie wywalczyć finansowe wsparcie miasta dla kościelnych inicjatyw. Np. podczas budowy słynnego pomnika Chrystusa w Świebodzinie okazało się, że działka, na której ma stanąć, nie należy do probostwa, ale do miasta. To nie stanowiło jednak żadnego problemu. Radni niemal jednogłośnie zgodzili się jednak na przekazanie jej pod budowę pomnika. Tłumaczyli, że "nie chcieli robić księdzu przykrości".
Ks. Kazimierz Sowa uważa, że relacje między władzami wsi i miast, a proboszczami to "strategia sprawowania władzy". – Władze niezależnie od kolorów politycznych uważają proboszcza również za człowieka władzy. Trochę w innym charakterze, ale jednak człowieka władza. Dobra współpraca będzie pożyteczna dla obu stron, stąd to porozumienia. Lepiej mieć w proboszczu stronnika niż przeciwnika, tak samo, jak lepiej żyć z burmistrzem w zgodzie niż z nim walczyć – kwituje ksiądz Sowa.
Czyli pat.

Czytaj także:

Ksiądz Natanek wywołuje skrajne emocje. Internauci go kochają, księża nie potrafią zdyscyplinować