PIT i składka zdrowotna znikają?
PIT i składka zdrowotna znikają? Fot. Flickr.com / KPRM

PIT, składki emerytalne, zdrowotne i cała reszta – wszystko w jednym, prostszym mechanizmie. Taki plan dla milionów podatników trafił właśnie na biurka ministrów. Rząd ma dostać gotowy plan podatkowej rewolucji.

REKLAMA

List z propozycją zmian trafił do szefów kilku resortów naraz: rodziny, pracy i polityki społecznej, finansów, gospodarki oraz funduszy i polityki regionalnej. Szefowie wpływowych think tanków zajmujących się finansami publicznymi i rynkiem pracy przekonują, że czas na kompleksową reformę, a nie kolejne łatki, które w rzeczywistości nic nie dają.

Ma to być tzw. jednolita danina. Zamiast osobno liczyć PIT, składki emerytalne, rentowe i zdrowotne oraz mnożyć wyjątki, podatnik widziałby jedno, spójne obciążenie. Byłoby ono skonstruowane tak, by uprościć rozliczenia, ujednolicić zasady i zlikwidować równoległe reżimy, które dziś różnią się w zależności od formy zatrudnienia.

Jak miałaby działać jednolita danina?

Autor koncepcji nowego podatku w obecnym kształcie, były urzędnik Ministerstwa Finansów Artur Krawczyk, opisuje ją jako gruntowną przebudowę logiki systemu. Najpierw pojawiałaby się część składkowa – liniowa, zależna od dochodu, ale z jednolitymi regułami. To ona finansowałaby zabezpieczenie społeczne: emerytury, renty czy inne świadczenia zależne od stażu i wysokości odprowadzonych składek.

Jak donosi serwis Interia Biznes, dopiero powyżej tego poziomu wchodziłby podatek progresywny, którego stawka rosłaby wraz z dochodem. Oznaczałoby to, że podatnik płaciłby jedną daninę, w której wyraźnie można byłoby odczytać, jaka część odpowiada za jego przyszłe świadczenia, a jaka zasila ogólny budżet państwa.

Według twórców propozycji ogólne obciążenie dla większości osób pracujących miałoby pozostać zbliżone do obecnego, podobnie jak wpływy dla państwa. Zmienić ma się przede wszystkim przejrzystość i spójność zasad.

A co z NFZ i przedsiębiorcami?

Jednym z najbardziej dotkliwych punktów dzisiejszego systemu jest składka zdrowotna, która po ostatnich zmianach stała się źródłem chaosu i konfliktów, szczególnie wśród przedsiębiorców. W modelu jednolitej daniny ten element miałby zniknąć z indywidualnych rozliczeń.

Serwis money.pl informuje, że po wprowadzeniu nowego podatku Narodowy Fundusz Zdrowia byłby finansowany w całości z budżetu, czyli z części podatkowej nowej daniny. Dla podatników oznaczałoby to zniknięcie osobnej, często nieintuicyjnie liczonej pozycji, a dla państwa konieczność jasnego zdefiniowania, jaka część wpływów ma trafiać na ochronę zdrowia.

Osoby prowadzące działalność gospodarczą miałyby zostać włączone do jednolitego mechanizmu, ale z dodatkowymi ulgami i rozwiązaniami osłonowymi. Chodzi o to, by nie dobijać małych firm, ale stopniowo zbliżać warunki obciążenia do tych, które dotyczą pracowników etatowych.

Koniec ucieczki w inne formy zatrudnienia?

Jednym z głównych celów reformy jest zbliżenie tzw. klina podatkowo-składkowego między umową o pracę a działalnością gospodarczą czy innymi formami zatrudnienia. Dziś różnice są na tyle duże, że system sam zachęca do szukania tańszych, mniej stabilnych konstrukcji – od kontraktów B2B po różne odmiany tzw. śmieciówek (umowy zlecenia i o dzieło).

Wprowadzenie jednej, wspólnej daniny z ujednoliconymi zasadami miałoby ograniczyć tę segmentację rynku pracy. Jeśli klin dla różnych form pracy najemnej będzie porównywalny, mniej będzie sensu budować biznes na optymalizacjach, a więcej na realnej wartości pracy i wynagrodzenia.

To ważne także w kontekście unijnych zobowiązań. Dotychczasowe "kamienie milowe" związane z Krajowym Planem Odbudowy zakładały m.in. walkę z nadużywaniem umów cywilnoprawnych. Zwolennicy jednolitej daniny twierdzą, że spójny system podatkowo-składkowy byłby bardziej skutecznym narzędziem niż punktowe zmiany przepisów o PIP.

Pod apelem podpisali się m.in. prezesi Instytutu Finansów Publicznych, Warsaw Enterprise Institute, Centrum Myśli Gospodarczej, Fundacji INSTRAT, Narodowego Instytutu Społecznego oraz Klubu Jagiellońskiego. To sygnał, że rzadko spotykana zgoda różnych środowisk eksperckich w sprawie kierunku reformy już jest. Teraz piłka leży po stronie rządu, który musi zdecydować, czy odważy się otworzyć dyskusję o końcu PIT w dzisiejszej postaci.