
W poniedziałek 19 stycznia oficjalnie rozpoczną się ferie zimowe 2026. Mimo iż w pierwszej turze odpoczywać będą m.in. dzieci z woj. mazowieckiego, to hotele na Podhalu świecą pustkami. Powodem jest to, co powinno przyciągnąć tam podróżnych.
Tegoroczny sezon zimowy dla uczniów szkół to prawdziwy raj. Najpierw mieli blisko 3-tygodniową przerwę świąteczną. Ledwie wrócili na zajęcia, a rozpoczęły się ferie zimowe. Jako pierwsze przerwę rozpoczęły województwa mazowieckie, pomorskie, podlaskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie. Problem w tym, że ich mieszkańcy nie kwapią się z wyjazdami na Podhale.
Ferie zimowe 2026 na Podhalu mogą być klapą. Rezerwacji jest niewiele
W rozmowie z "Gazetą Krakowską" na pustki w podhalańskich hotelach uwagę zwrócił Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. Podkreślił on, że pierwszy tydzień ferii zimowych nigdy nie był specjalnie udany, ale w tym roku cały sezon nie imponuje pod względem liczby rezerwacji.
Okazuje się, że aktualnie obłożenie w hotelach wynosi zaledwie ok. 35 proc. – Nie będziemy mieli tłumów i pików jak w latach ubiegłych, że w okresie ferii warszawskich pękaliśmy w szwach. Wydaje się jednak, że właściwie w każdym z tygodni feryjnych mamy potencjalnie podobną liczbę – wyjaśnił Wagner.
Skąd jednak tak małe zainteresowanie? Ekspert podkreślił, że Podhale było zapełnione w okresie świąt. Można więc przypuszczać, że znaczna część rodzin z dziećmi potraktowała noworoczną przerwę jak ferie zimowe. Drugi powód wydaje się wręcz kuriozalny. Może być nim śnieg.
– Niektórych powstrzymał śnieg. Bo nie mają opon zimowych, bo boją się jazdy po śniegu, korków – przyznał Wagner. Rzeczywiście, na Podhalu padało tak intensywnie, że Zakopane będzie wywoziło nadmiar białego puchu ciężarówkami. Niemniej to właśnie dzięki opadom warunki do jazdy na nartach w polskich górach są najlepsze od kilku sezonów.
Warszawa nie chce na narty w Zakopanem? Jest szansa, że wybrali inny kierunek
Okres ferii zimowych w woj. mazowieckim dla wielu regionów oznaczał zawsze najazd turystów. W tym roku może być inaczej nie tylko z powodu niedawnej długiej przerwy świątecznej. Warto bowiem pamiętać, że w wielu europejskich kurortach sezon narciarski nie wszedł jeszcze w swój szczytowy moment, a to oznacza niższe ceny.
Nie można wykluczyć, że rezerwacji na Podhalu jest mniej, ponieważ znaczna część turystów wyjedzie na narty np. do Austrii. W styczniu, po świątecznym szczycie podróżnych jest tam mniej, a i ceny hoteli czy skipassów są znacznie przyjaźniejsze dla kieszeni polskich narciarzy. Taki scenariusz miał miejsce już w minionych sezonach.
Zobacz także
