
Donald Trump cofnął zaproszenie dla Kanady do swojej nowej Rady Pokoju – inicjatywy, którą określił mianem jednej z "najbardziej prestiżowych rad przywódców" w historii świata. Decyzja zapadła publicznie i demonstracyjnie, za pośrednictwem wpisu w serwisie Truth Social, skierowanego bezpośrednio do premiera Kanady Marka Carneya. Głośne przemówienie kanadyjskiego polityka w Davos raczej nie jest tu bez znaczenia...
Rada Pokoju została oficjalnie ogłoszona przez Trumpa podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Początkowo miała mieć charakter tymczasowy i zajmować się nadzorem nad odbudową oraz zarządzaniem Strefą Gazy.
Z czasem zakres jej ambicji znacząco się rozszerzył – Trump zaczął mówić o globalnym rozwiązywaniu konfliktów i potencjalnym przejęciu części funkcji ONZ. Sam miałby objąć funkcję przewodniczącego gremium. – Gdy ta rada zostanie w pełni uformowana, będziemy mogli zrobić praktycznie wszystko, co zechcemy – zapowiadał. Swoje członkowstwo potwierdziło jednak mniej państw, niż zapowiadał prezydent USA.
Kluczowym elementem projektu są jednak pieniądze. Jak podkreślał Trump, państwa zainteresowane stałym członkostwem w Radzie muszą wpłacić po 1 miliardzie dolarów (polski minister finansów Andrzej Domański powiedział wprost, że nie ma na to funduszy w budżecie). Właśnie ta kwestia początkowo stała się jednym z głównych punktów sporu z Kanadą, który osiągnął kulminację po wystąpieniu premiera tego kraju w Davos.
Donald Trump cofnął zaproszenie do Rady Pokoju dla Kanady
Mimo że sąsiad USA został zaproszony do Rady Pokoju, to na dołączenie nie ma już raczej szansy. "Proszę, aby ten list stanowił potwierdzenie, że Rada Pokoju wycofuje swoje zaproszenie dla Kanady do dołączenia do tego, co będzie najbardziej prestiżową radą przywódców, jaka kiedykolwiek została powołana" – napisał Donald Trump na Truth Social.
Dodajmy, że kanadyjski premier Mark Carney jeszcze przed Davos zgodził się "co do zasady" na udział Kanady w inicjatywie, zastrzegając jednak, że rząd nie przeanalizował szczegółów dotyczących struktury, kompetencji i finansowania nowego gremium. – Kanada chce, by pieniądze miały maksymalny wpływ – mówił w niedzielę dziennikarzom.
Kilka dni później kanadyjski minister finansów François-Philippe Champagne potwierdził, że Ottawa nie planuje wpłaty miliarda dolarów, którego Trump oczekiwał od państw zabiegających o stałe miejsce w Radzie.
Na tym tle doszło do wyraźnego politycznego zwarcia. We wtorek w Davos Carney wygłosił przemówienie, w którym mówił o "pęknięciu" dotychczasowego porządku świata opartego na zasadach, wywołanym – jak zasugerował – agresywną polityką Donalda Trumpa. Apelował, by tzw. średnie potęgi zacieśniały współpracę w obliczu presji gospodarczej ze strony "większych graczy". Choć nie wymienił USA wprost, jego wystąpienie zostało odebrane jednoznacznie i spotkało się z rzadką owacją na stojąco.
Premier Mark Carney: Kanada nie żyje dzięki Stanom Zjednoczonym
Trump nie pozostawił tej krytyki bez odpowiedzi. – Kanada żyje dzięki Stanom Zjednoczonym. Pamiętaj o tym, Mark, następnym razem, gdy będziesz wygłaszał swoje oświadczenia – powiedział w środę w Davos. Carney zareagował dzień później. – Kanada nie żyje dzięki Stanom Zjednoczonym. Kanada prosperuje, bo jest Kanadą – stwierdził.
To właśnie po przemówieniu Carneya i wymianie zdań z politykiem Trump zdecydował się publicznie cofnąć zaproszenie dla Kanady do Rady Pokoju. Ani biuro kanadyjskiego premiera, ani Biały Dom nie odniosły się oficjalnie do sprawy w odpowiedzi na pytania agencji Reuters.
Wycofanie zaproszenia dla Kanady – jednego z najbliższych sojuszników USA – udowadnia, że Rada Pokoju, która w teorii ma rozwiązywać globalne konflikty, coraz bardziej przypomina instrument osobistej polityki Donalda Trumpa. A granica między globalną dyplomacją a urażoną ambicją prezydenta została w Davos wyraźnie przekroczona. Nie ma wątpliwości: miliarder osiągnął już szczyt małostkowości.
Zobacz także
