
Prokuratura kieruje akt oskarżenia przeciwko byłej mistrzyni świata, a pokrzywdzeni mówią o pożyczkach bez zwrotu.
Jak ustalili dziennikarze redakcji Polsat News, do sądu trafił właśnie akt oskarżenia przeciwko Agnieszce R., byłej mistrzyni świata w boksie i kick-boxingu. Prokuratura zarzuca jej, że przez lata pożyczała pieniądze od znajomych, nie oddawała ich i unikała kontaktu. Według śledczych w ten sposób miała doprowadzić łącznie 14 osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem na ponad 100 tys. zł.
Jeżeli sąd podzieli stanowisko prokuratury i uzna zawodniczkę winną, w grę wchodzi kara do 8 lat pozbawienia wolności. Na tym etapie sprawy oskarżona pozostaje jednak osobą niewinną, dopóki zapadnie prawomocny wyrok.
"Pożycz, oddam później". Jak miało działać oszustwo?
Z relacji pokrzywdzonych wynika, że schemat powtarzał się w różnych konfiguracjach. Agnieszka R. miała sięgać po pieniądze u znajomych, przyjaciół i współpracowników, tłumacząc się nagłymi wydatkami, problemami zdrowotnymi albo kryzysową sytuacją życiową. Zaufanie budował jej sportowy dorobek i status rozpoznawalnej mistrzyni.
Jak wynika z opisów poszkodowanych, pożyczki bardzo często zaczynały się od drobnych kwot. Z czasem sumy rosły, a kolejne prośby były argumentowane np. kosztami leczenia czy koniecznością uregulowania pilnych należności. Część wierzycieli podkreśla, że traktowała to jako pomoc dla osoby w kryzysie, a nie typowy interes finansowy.
Według prokuratury problem zaczynał się w momencie, gdy przychodziło do rozliczeń. Pojawiały się obietnice spłaty "w najbliższym czasie", potem przeciągające się wymówki, wreszcie – całkowite milczenie. To właśnie ten element – początkowe zapewnienia, a następnie brak realnej woli zwrotu – śledczy uznali za kluczowy dla postawienia zarzutów oszustwa, a nie zwykłego sporu cywilnego o dług.
Zobacz także
Zaufanie zamieniło się w poczucie wykorzystania
Część osób, które uważają się za ofiary Agnieszki R., wystąpiła w materiale "Interwencji" pod nazwiskiem i z odsłoniętą twarzą. W ich opowieściach powraca motyw silnego zaufania, które z czasem zamieniło się w przeświadczenie, że zostali brutalnie wykorzystani.
Jedna z kobiet opowiadała, że o zbiórce dla ciężko chorej mistrzyni dowiedziała się z internetu – i to właśnie wtedy zgłosiła na policję, że mimo wcześniejszych przesłuchań sprawa jej długu ugrzęzła. Miała usłyszeć, że postępowanie zostało zawieszone, bo nie udało się ustalić miejsca pobytu podejrzanej. Sama czuje się stratna na około 8 tys. zł.
Inna z pokrzywdzonych opisywała relację z Agnieszką R. jako przyjaźń, która przez lata łączyła kwestie zawodowe i prywatne. Według jej relacji najpierw świadczyła mistrzyni pomoc prawną, za którą nigdy nie zobaczyła wynagrodzenia, a później zaczęła pożyczać jej pieniądze – w sumie niemal 40 tys. zł. Z czasem miała nabrać wrażenia, że w oczach znajomej stała się "bankomatem" dostępnym na każde wezwanie, nawet w środku nocy.
Te historie, choć różnią się szczegółami, mają wspólny mianownik: poczucie, że pod przykrywką życiowego dramatu i choroby ktoś rozgrywał własną strategię finansowego ratunku kosztem najbliższego otoczenia.
Oskarżona przedstawia zupełnie inną wersję wydarzeń
Agnieszka R. unikała rozmów przed kamerą, ale po nagłośnieniu sprawy przesłała do redakcji "Interwencji" pisemne oświadczenie. W swoim stanowisku przekonywała, że nie uchyla się od obowiązku rozliczenia z osobami, które udzieliły jej finansowego wsparcia, ale nie mogła zgodzić się na podpisywanie dokumentów, które w jej ocenie zawyżały faktyczne zadłużenie.
Była mistrzyni zwracała uwagę na swój stan zdrowia i na to, że część postępowań sądowych mogła toczyć się bez jej udziału, a nawet bez jej wiedzy. Sugerowała, że jeśli ktokolwiek miał wobec niej rzeczywiście uzasadnione roszczenia, mógł skierować sprawę na drogę cywilną i dochodzić swoich praw przed sądem.
Teraz, po skierowaniu aktu oskarżenia, to właśnie sąd będzie musiał rozstrzygnąć, na ile narracja przedstawiana przez Agnieszkę R. znajduje potwierdzenie w dokumentach i zeznaniach, a na ile rację mają pokrzywdzeni, którzy czują się przez nią oszukani.
Niezależnie od finału procesu, wizerunek byłej mistrzyni został już poważnie nadszarpnięty. A pokrzywdzeni, którzy zgodzili się ujawnić, nie mówią tylko o utracie pieniędzy, ale przede wszystkim o utracie zaufania do osoby, którą jeszcze niedawno stawiali na sportowym piedestale.
