Jaka pogoda w Polsce w kolejnych dniach?
Najpierw śnieżyca, potem 10 stopni na plusie. Fot. www.wxcharts.com

Spokojne, lekko zimowe dni właśnie się kończą. W drugiej połowie tygodnia nad Polskę wejdzie cała seria frontów atmosferycznych, a kulminacja nadejdzie w weekend. Prognozy zapowiadają śnieżyce, ulewy, bardzo śliskie drogi, porywisty wiatr, a miejscami nawet burze.

REKLAMA

Środa 18 lutego upływa w wielu miejscach pod znakiem chmur i opadów. W wielu regionach sypie śnieg, lokalnie przechodzący w marznący deszcz. Kierowcy muszą się liczyć z oblodzonymi jezdniami i bardzo słabą przyczepnością. Termometry pokażą od około -5, -4 st. C na północnym wschodzie po 0-2 st. C na południu. To typowa, surowa zimowa mieszanka: lekki mróz, śnieg i marznące opady, które w kilka godzin potrafią zamienić chodniki w lodowisko. Niestety to tylko preludium do nawrotu zimy.

Przed nami kilka dni prawdziwego pogodowego rollercoastera. Śnieg, deszcz, mróz, odwilż, silny wiatr i miejscowe burze przejdą przez Polskę w szybkim tempie, zmieniając warunki z godziny na godzinę.

Czwartek pod znakiem śniegu na południu i Pomorzu, w piątek nieco łagodniej

W czwartek na dużym obszarze kraju pojawi się więcej przejaśnień, ale nie oznacza to poprawy pogody wszędzie. Nad południową Polskę nasunie się strefa intensywnych opadów śniegu. W górach może dosypać około 10 cm świeżego puchu. Poprawi to oczywiście warunki na stokach, ale utrudni życie kierowcom na górskich drogach.

Druga śnieżna strefa utworzy się nad Pomorzem. Tu opady będą przelotne, ale chwilami dość silne. Kierowcy jadący drogą ekspresową czy autostradą mogą trafić na nagłe ściany śniegu, które gwałtownie ograniczą widzialność.

Piątek z kolei zapowiada się spokojniej i pogodniej. Opadów będzie mniej, pojawią się przejaśnienia, a chwilami nawet słońce. To jednak tylko krótka przerwa w dłuższej, dynamicznej sekwencji. Meteorolodzy ostrzegają, że już w nocy z piątku na sobotę pogodę nad Polską zacznie dyktować aktywny niż znad Skandynawii z rozbudowanym frontem atmosferycznym.

Weekend to śnieżyce, ulewy, wiatr i lokalne burze

W sobotę z zachodu nad kraj nasunie się aktywny front. Najpierw przyniesie intensywne opady śniegu, które stosunkowo szybko zaczną przechodzić w deszcz. W wielu regionach zobaczymy więc klasyczny scenariusz błota pośniegowego: topniejący śnieg, kałuże i bardzo śliską maź na drogach.

W niedzielę sytuacja stanie się jeszcze bardziej dynamiczna. Ciepłe powietrze będzie napierać z zachodu, opady deszczu mogą przybierać na sile, a lokalnie prognozowane są słabe burze. Pojawią się także bardzo silne porywy południowego i południowo-zachodniego wiatru. Nad morzem oraz w górach mogą one sięgać około 80 km na godz., co oznacza ryzyko uszkodzeń linii energetycznych, trudności w żegludze i wyłączenia niektórych górskich szlaków.

Na szczęście zima zaraz zacznie się cofać

Aktywne fronty sprowadzą nie tylko opady, ale i widoczne ocieplenie. W sobotę cieplejsze powietrze obejmie głównie zachodnią część kraju, podczas gdy na wschodzie mróz będzie jeszcze się bronił. W niedzielę ciepła masa powietrza rozleje się już na całą Polskę. Na zachodzie termometry mogą pokazać nawet około 10 st. C – jeszcze kilka dni wcześniej w tym samym miejscu panował mróz.

Tak gwałtowna zmiana oznacza szybkie topnienie śniegu, pełne rowy i kanalizacje oraz ryzyko lokalnych podtopień, zwłaszcza w miastach. Z punktu widzenia meteorologów to znak, że zima zaczyna oddawać pole, ale dla kierowców i pieszych to niezbyt ciekawa mieszanka: od gołoledzi po nagłe roztopy.