
– Trumpowi niezwykle trudno jest przejść ze sfery deklaratywnej i komunikacyjnej do realnej polityki. Jego styl idealnie odnajduje się w dzisiejszym ekosystemie internetowym: przyciąga uwagę, generuje tysiące komentarzy, spekulacji, czasem memów. To mu się udaje, nikogo nie pozostawia obojętnym, ale to wciąż głównie płaszczyzna "przyciągania uwagi" – tak wystąpienie amerykańskiego prezydenta na Radzie Pokoju komentuje dla naTemat Radosław Pyffel, analityk, ekspert w dziedzinie polityki międzynarodowej.
Aleksandra Tchórzewska: Trwa "najlepsza" i "najbardziej prestiżowa" – jak mówi sam Donald Trump – Rada Pokoju. Prezydent USA nie kryje zachwytu nad swoim nowym projektem. Czy to faktycznie przełom w dyplomacji?
Radosław Pyffel, analityk i ekspert w dziedzinie polityki międzynarodowej: Analizując język Donalda Trumpa, należy pamiętać o specyfice Stanów Zjednoczonych – tamtejsza kultura kocha emfazę, ekscytację, coś co w innych kręgach kulturach może nyć uznane za przesadę. W Stanach musi być show. To po pierwsze.
Po drugie, ten przekaz jest w dużej mierze kierowany na użytek wewnętrzny, do własnego elektoratu – do Amerykanów, którzy raczej nie wnikają w skomplikowane meandry polityki międzynarodowej.
Pytanie brzmi: na ile ta retoryka pozostaje skuteczna? Sondaże poparcia w USA pokazują ostatnio, że wcale nie musi tak być. Podobnie może być na arenie międzynarodowej.
Jesteśmy już w drugim roku prezydentury Trumpa i same deklaracje budujące atmosferę, poczucie siły i pewności może przestać wystarczać – jeśli nie będą się pojawiać konkretne rezultaty. Świat zdążył się już z tym językiem oswoić.
Jednych on drażni, dla innych jest sympatyczny, ale dziś wszyscy już rozumieją, że to jedynie płaszczyzna komunikacyjna. Czym innym jest retoryka, a czym innym to, co dzieje się w świecie realnej polityki.
Donald Trump obiecuje pokój na świecie: od Bliskiego Wschodu, przez Kosowo i Serbię, aż po Indie i Pakistan. Czy Trump rzeczywiście ma w ręku narzędzia, by to osiągnąć?
Zwróciłbym przede wszystkim uwagę na ostre słowa pod adresem Iranu. Nad Teheranem zbierają się ciemne chmury i mówi się już o ataku, który miałby nastąpić nawet w ten weekend. Trump wielokrotnie roztaczał już podobne, kasandryczne wizje, z których ostatecznie nic nie wynikało, ale warto pamiętać o analogii z Putinem i Ukrainą sprzed czterech lat – tam uderzenie nastąpiło tuż po igrzyskach.
Ze względu na te groźby retoryka Trumpa wcale nie była więc stuprocentowo pokojowa. A czy faktycznie uda mu się zaprowadzi on pokój? To się okaże.
Zauważyłem dwie istotne kwestie. Po pierwsze, Trumpowi niezwykle trudno jest przejść ze sfery deklaratywnej i komunikacyjnej do realnej polityki. Jego styl idealnie odnajduje się w dzisiejszym ekosystemie internetowym: przyciąga uwagę, generuje tysiące komentarzy, spekulacji, czasem memów. To mu się udaje, nikogo nie pozostawia obojętnym, ale to wciąż głównie płaszczyzna "przyciągania uwagi".
Po drugie, komentując na gorąco, dostrzegam pewną niekonsekwencję finansową. Początkowo wydawało się, że Rada Pokoju będzie finansowana z miliardowych składek krajów, które do niej przystąpią. Tymczasem okazuje się, że to Amerykanie mają zainwestować w tę inicjatywę 10 miliardów dolarów. Plany zakładają również powołanie własnych sił porządkowych. Docelowo formacja ta ma liczyć 5 tysięcy funkcjonariuszy, a według zapowiedzi, akces zgłosiło już blisko 2 tysiące ochotników.
A co z Indiami i Pakistanem? Czy Trump rzeczywiście jest w stanie pogodzić te kraje?
Donald Trump chętnie mówi o swoich sukcesach mediacyjnych, ale gdy wchodzimy w szczegóły, te rozejmy często okazują się niestety nietrwałe. Przykładem może być konflikt między Tajlandią a Kambodżą, gdzie strona kambodżańska już skarży się na nieskuteczność wypracowanych porozumień.
Jeśli chodzi o relacje Indii z Pakistanem, same Indie podkreślały, że ewentualne zbliżenie nie było zasługą Trumpa. Co więcej, w tej części świata panuje trudna zależność: samo zainteresowanie Pakistanu jakąś inicjatywą często automatycznie wyklucza w niej udział Indii.
To nie jest tak proste, jak przedstawia to prezydent, który pewnie na dobre chęci i liczy, że dzięki temu zwiększy szanse na dyplomatyczny sukces. Podobny mechanizm widzimy na Ukrainie – wszyscy pamiętamy deklaracje o zakończeniu wojny w 24 godziny. Tymczasem minął rok, potem miało być sto dni, a realnego rozwiązania wciąż nie ma, mimo trwających rozmów. Retoryka Trumpa to element gry z wyborcami, ale twarda geopolityka toczy się zupełnie innym, znacznie trudniejszym torem.
Trump stwierdził również: "Mamy świetne relacje z Europą, a szef NATO wykonuje wspaniałą pracę". Czy to rzeczywisty obraz sytuacji?
Myślę, że te słowa należy traktować jako specyficzny, nowy obyczaj wprowadzony przez Trumpa. To rodzaj dyplomatycznej kurtuazji, z której nie wyciągałbym zbyt daleko idących wniosków. W relacjach z Europą mamy do czynienia z ciekawym amerykańskim dwugłosem. Inaczej zachował się J.D. Vance podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium w 2025 roku, a inaczej Marco Rubio rok później.
Trump co prawda lekko zakpił z Rubio, wytykając mu nadmierną dyplomację i "aksamitny głos", ale cel obu polityków jest identyczny jak u Vance’a: zmuszenie Europy do większego wysiłku i wzięcia na siebie odpowiedzialności. To stały motyw tej prezydentury.
Powoli wchodzimy w fazę, w której świat zaczyna patrzeć na działania Trumpa bez przywiązywania nadmiernej wagi do jego dosłownych wypowiedzi. Jego słowa to dziś głównie element biznesowej rozgrywki i wstęp do negocjacji, mający tworzyć odpowiednią atmosferę, a nie deklaracje polityczne sensu stricto.
Zobacz także
Co pan sądzi o Radzie Pokoju?
To zupełnie nowa inicjatywa w globalnej architekturze. Ciekawa była też wypowiedź dotycząca ONZ – Trump zapowiedział, że Rada będzie przyglądać się działaniom Organizacji i poprzez własną aktywność "pomagać" jej, czy też raczej zmuszać ją do większego wysiłku.
Prezydent wykorzystał to spotkanie także do spajania swojej nowej grupy: poparł Viktora Orbána przed kwietniowymi wyborami na Węgrzech, a nawet wspomniał o szefie FIFA Giannim Infantino. Na naszych oczach tworzy się nowa instytucja. Zobaczymy, jak będzie funkcjonować w praktyce.
