
Dziś nierzadko spotyka się kilkulatków, którzy nie potrafią zrobić sobie kanapki czy zawiązać butów. Za niesamodzielnymi dziećmi często stoją nadopiekuńczy rodzice. Temat jest jednak bardziej złożony, niż może się wydawać. Z czego to wynika, jak wpływa na rozwój maluchów i jak wychować samodzielne dziecko?
Można odnieść wrażenie, że współcześnie mamy do czynienia z plagą niesamodzielnych dzieci. W pierwszych latach ich życia problem może nie być tak widoczny, ale z czasem się uwypukla. No właśnie – bo można już mówić o problemie, gdy dziecko w wieku szkolnym nie potrafi wykonać podstawowych czynności, np. zawiązać sobie butów, zrobić kanapki czy załatwić codziennych spraw w szkole. A przecież przyjdzie wiek, w którym maluch dorośnie i będzie musiał radzić sobie w życiu. Trzeba więc uczyć dziecko samodzielności. Jej brak nierzadko wynika z nadopiekuńczości rodzica lub rodziców. Trudno jednak spłycić problem do kilku zdań, przyjrzyjmy się mu więc bliżej.
Nadopiekuńczy rodzice i niesamodzielne dzieci
Przykłady braku samodzielności u dzieci można mnożyć bez końca. Przytoczę kilka, z którymi się spotkałam. Dziewczynka, która jeszcze w trzeciej klasie szkoły podstawowej zanosiła się płaczem za każdym razem, gdy jej mama wychodziła z sali lekcyjnej. Mama wracała, co automatycznie przerywało rozpacz; zdarzało się, że zostawała z córką na zajęciach. Lekcje też najczęściej odrabiała mama.
Dziesięciolatek, który nie potrafił przygotować sobie kanapki. Bo zawsze dostawał gotowy posiłek. Dziewięciolatka, która nie zawiąże butów na piórko. Robi to tata. Dwudziestolatek, którego mama umawia do lekarza. Bo gdy mu nie pomoże, chłopak nie wie, co powiedzieć przez telefon... i boi się dzwonić (co jest tematem na osobną analizę).
Rodzicielstwo wiąże się z wieloma wyzwaniami, a jednym z nich jest nauczenie pociechy samodzielności. Inaczej ta może zwyczajnie nie poradzić sobie z życiowymi wyzwaniami, tak w dzieciństwie, jak i w dorosłym życiu. Tymczasem niesamodzielnych dzieci przybywa. Serwis Mamadu opublikował wywiad z psycholog Karoliną Martin, w którym poruszono ten problem i jego podłoże. Rodzice zmienili podejście do wychowania dzieci i opieki nad nimi. Brak samodzielności u młodszego pokolenia często wynika z doświadczeń rodziców. Jak mówi Martin, wielu z nich musiało być "'zbyt samodzielnych' emocjonalnie".
– (Rodzicom - red.) zabrakło zaopiekowania się nie w sensie fizycznym, a emocjonalnym. Dziś, chcąc tego uniknąć, wpadają w drugą skrajność. Ci rodzice myślą, że jeśli będą tak bardzo obecni i będą robić za to dziecko wszystko dookoła, to będą mieli poczucie kontroli. Oni chcą w ten sposób zapewnić samych siebie, że są dobrymi rodzicami. Trzeba jednak wiedzieć, że bez pozwolenia dziecku na sprawczość i samodzielność, ono nie zbuduje pewności siebie – komentuje ekspertka.
Psycholog potwierdziła, że dzisiejsi rodzice niszczą dzieci nadopiekuńczością. Jednocześnie zwróciła uwagę, że nie zawsze są tego świadomi: mają najlepsze chęci, zależy im na byciu bliskimi i zaangażowanymi, ale brakuje znalezienia złotego środka. Oczywiście nic straconego, bo wciąż można to naprawić.
psycholog Karolina Martin
w wywiadzie dla Mamadu.pl
Psycholog wprost komunikuje: jeśli nie damy dzieciom popełniać błędów, będą potrzebować "naprawdę wielu specjalistów od regulacji emocjonalnej, ale i takich, którzy zbudują z pacjentami poczucie własnej wartości". A przecież w tym wszystkim chodzi o dobro dziecka, dlatego trzeba znaleźć wyjście z błędnego koła.
Jak uczyć dziecko samodzielności?
Samodzielne dziecko to takie, które poradzi sobie ze stawianymi przed nim zadaniami. Żeby zaś mogło sobie z nimi radzić, musi mieć możliwość nauki, również na błędach. I właśnie to jest zadanie mamy i/lub taty: stworzyć maluchowi warunki do rozwoju kompetencji.
– Żeby dziecko mogło prawidłowo się rozwijać, musi doświadczać i popełniać błędy. Lękowi rodzice to nie jedyny problem – dziś z wielu stron zamiast realnych doświadczeń maluchy dostają gotowe rozwiązania i nie muszą się wysilać. Warto pozwolić dziecku czasem założyć buty nie na tę nogę albo samodzielnie wyjmować naczynia ze zmywarki – nawet jeśli coś się potłucze. Chodzi o proces i uczenie się poprzez działanie. To może się wydarzyć tylko wtedy, gdy naprawdę damy dzieciom przestrzeń do próbowania – wskazuje psycholog Karolina Martin w wywiadzie dla Mamadu.pl.
Zobacz także
W tym wszystkim ważna jest także obecność rodzica – nie automatycznego bujaczka czy urządzeń, które mają jakoś zająć malucha lub "zająć się nim" bez udziału dorosłych. Tymczasem dziecko potrzebuje właśnie mamy lub taty, którzy będą obok, będą towarzyszyć mu przy trudnych emocjach (nie można chronić przed nimi dzieci, bo prędzej czy później i tak tego doświadczą – zadaniem rodzica jest bycie obok i nauczenie malucha przeżywania ich).
Ekspertka wskazuje, że budowanie kompetencji pociech jest najważniejsze do około 15. roku ich życia, kiedy to wciąż można nadrobić wcześniejsze zaniedbania czy braki. Trzeba też pamiętać o pewnych ograniczeniach i innych czynnikach, które wpływają na nabywanie poszczególnych umiejętności, dlatego nauka samodzielności powinna być uzależniona nie tylko od wieku dziecka, ale i od jego możliwości.
– Rodzice często boją się dać dziecku więcej swobody, bo obawiają się, że sobie nie poradzi. Tymczasem potrzeba kilku prób, by nauczyć się danej czynności – nawet jeśli oznacza to niedokładnie spłukane włosy pod prysznicem. Z czasem dziecko zrozumie, że pewne rzeczy wymagają większej uwagi i wysiłku. Warto wtedy pytać: "Co następnym razem możesz zrobić inaczej?" i towarzyszyć dziecku w kolejnych próbach, oferując wsparcie zamiast całkowitego wyręczania – radzi.
Rodzice, którzy chcą wychować dziecko samodzielne i zaradne, powinni zapamiętać sobie ostatnią wskazówkę psycholog.
– Pozwalajcie swoim dzieciom być niedoskonałymi. To zbuduje ich doskonałość poprzez robienie błędów i naukę krok po kroku. Trzeba zdjąć presję i pozwolić dziecku na sprawczość, bo każdy – a dzieci szczególnie – mają prawo popełniać błędy i iść swoją drogą – podsumowuje Martin.
