
Potwierdzono tragiczny finał poszukiwań aktorki Magdaleny Majtyki. Kobieta miała zaledwie 41 lat. Po raz ostatni odezwała się do fanów w mediach społecznościowych 1 stycznia, w Nowy Rok. Zamieściła wówczas podsumowanie poprzednich miesięcy.
Magdalena Majtyka była poszukiwana przez policję od czwartku, 5 marca. O pomoc w odnalezieniu aktorki znanej z ról serialowych, w tym w "Na Wspólnej", prosił również jej mąż. W piątek potwierdził się najgorszy z możliwych scenariuszy. Jeszcze kilka tygodni przed tragedią 41-letnia Magdalena Majtyka opublikowała na Instagramie wpis, w którym składała fanom życzenia noworoczne i opisywała swój 2025 rok.
Ostatni wpis Magdaleny Majtyki
"Żegnam stary rok z wdzięcznością – za ludzi życzliwych i tych co dali lekcje, za doświadczenia, które mnie poruszyły i czegoś nauczyły. Nie wszystko było lekkie, ale wszystko było ważne" – pisała aktorka na Instagramie w Nowy Rok.
Dodatkowo Majtyka złożyła fanom noworoczne życzenia.
Zobacz także
"Niech nowy niesie odwagę, lekkość i przestrzeń na to, co jeszcze niewypowiedziane. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku dla wszystkich!!! Wysokich i dalekich lotów dla nas" – możemy przeczytać w jej ostatnim wpisie.
Dłuższy post aktorka opatrzyła zdjęciem ze spektaklu "Amatorki" w Teatrze Kombinat. Po podaniu do publicznej wiadomości informacji o śmierci Magdaleny Majtyki w komentarzach pod wpisem pojawiły się pierwsze wyrazy współczucia.
Kilkanaście dni przed zaginięciem 41-latki zdjęcie Magdaleny Majtyki udostępnił na Facebooku także jej mąż, Piotr Bartos. Jak dowiedzieli się fani z opisu pod postem, to właśnie on jest autorem portretu kobiety.
Tragiczny finał poszukiwań Magdaleny Majtyki
6 marca przed godz. 18:00 policja potwierdziła, że zaginiona Magdalena Majtyka nie żyje. Jak pisaliśmy w naTemat, służby poinformowały, że ciało 41-latki zostało znalezione na terenie Biskupic Oławskich. Według mediów krótko wcześniej odnaleziono także samochód aktorki.
– Znaleziony w lesie samochód zaginionej jest zamknięty, nie ma w nim żadnych osób. Uszkodzenia przodu auta są niewielkie – to tylko urwany przedni zderzak – dowiedział się reporter "Gazety Wrocławskiej" od rzeczniczki prasowej policji w Oławie, asp. sztab. Wioletty Polerowicz.
