Trump dostanie złotą monetę. W USA ruszył spór o granice prezydenckiego kultu.
Trump dostanie złotą monetę. W USA ruszył spór o granice prezydenckiego kultu. Fot. The White House, Flickr; Federalna Komisja Sztuk Pięknych; montaż: naTemat.pl

Właśnie zatwierdzono projekt 24-karatowej złotej monety z wizerunkiem Donalda Trumpa. Ma ona wejść do programu emisji przygotowywanego przez amerykańską mennicę z okazji 250. rocznicy niepodległości USA. Sama decyzja nie kończy jednak sprawy. Czy urzędujący prezydent powinien trafiać na oficjalny numizmat państwowy?

REKLAMA

Federalna Komisja Sztuk Pięknych potwierdziła, że 19 marca rozpatrywano projekt złotej monety z wizerunkiem Donalda Trumpa. Komisja zaakceptowała wzór jednogłośnie, bez sprzeciwu, co otwiera mennicy drogę do dalszych prac produkcyjnych. Nadal nie rozstrzygnięto jednak wszystkich parametrów emisji: nie podano jeszcze ostatecznego nominału, średnicy ani nakładu.

Awers przedstawia Trumpa w garniturze, pochylonego nad biurkiem, z napisem "LIBERTY", datami "1776-2026" i dewizą "IN GOD WE TRUST". Rewers ma pokazywać bielika w locie oraz napisy "UNITED STATES OF AMERICA" i "E PLURIBUS UNUM". Wzór oparto na portrecie eksponowanym w National Portrait Gallery, a sam Trump miał już ten projekt zaakceptować. Kolejnym formalnym krokiem ma być decyzja sekretarza skarbu Scotta Bessenta o rozpoczęciu emisji.

logo
Fot. Federalna Komisja Sztuk Pięknych Federalna Komisja Sztuk Pięknych

Moneta z Donaldem Trumpem nie jest zwykłą monetą obiegową

Ustawa federalna 31 U.S.C. § 5114 stanowi, że na amerykańskiej walucie i papierach wartościowych mogą pojawiać się wyłącznie portrety osób zmarłych. Warto podkreślić, że administracja nie próbuje w tym wypadku wprowadzać Trumpa na zwykłą monetę obiegową, lecz na specjalny 24-karatowy numizmat kolekcjonerski, który ma nie krążyć w codziennym obiegu.

To właśnie ten rozdział między obiegowym a kolekcjonerskim wyrobem mennicy jest dziś podstawą argumentacji zwolenników projektu. Jest jeden drugi poziom sporu.

Równolegle administracja proponowała także osobną jednodolarową monetę z Trumpem, która miałaby trafić do obiegu w ramach programu z okazji 250-lecia USA. I właśnie ten wariant budzi dużo poważniejsze zastrzeżenia prawne. W ustawie zapisano bowiem, że na monetach i medalach z tego programu nie może pojawić się portret żyjącej osoby, zwłaszcza na określonych stronach projektu.

Krytycy mówią o złamaniu obyczaju, nie tylko o sporze prawnym

Najmocniejsza krytyka nie dotyczy dziś nawet samej litery prawa, lecz amerykańskiej tradycji politycznej. Demokratyczny senator Jeff Merkley stwierdził, że "swoje twarze na monetach umieszczają monarchowie i dyktatorzy, a nie liderzy demokracji". W podobnym tonie wypowiadali się krytycy z Citizens Coinage Advisory Committee, czyli odrębnego federalnego ciała doradczego, które w lutym odmówiło zajęcia się propozycją złotej monety z Trumpem.

Ich argument sprowadza się do tego, że nawet jeśli administracja znajdzie formalną ścieżkę emisji, to sam pomysł osłabia normę, według której urzędujący prezydent nie powinien wykorzystywać państwowej symboliki do budowy własnego politycznego wizerunku.

Ta krytyka jest o tyle istotna, że w USA spór o pieniądze i symbole państwowe ma ogromny ciężar kulturowy. Monety i banknoty są tam traktowane nie tylko jako środek płatniczy, lecz także jako forma oficjalnej narracji o państwie. Właśnie dlatego przeciwnicy projektu twierdzą, że wizerunek urzędującego prezydenta na takiej monecie wygląda jak próba wpisania własnej postaci do państwowego kanonu jeszcze w trakcie sprawowania urzędu.

Zwolennicy mówią o symbolu 250-lecia i prezydencie "epoki jubileuszowej"

Obóz Trumpa przedstawia sprawę zupełnie inaczej. Skarbnik Stanów Zjednoczonych w oświadczeniu stwierdził, że skoro USA zbliżają się do 250. rocznicy niepodległości, to nie ma lepszego awersu dla takiej monety niż urzędujący prezydent Donald Trump.

Z kolei członkini komisji Chamberlain Harris mówiła podczas obrad, że "bardzo mocny i twardy" wizerunek Trumpa pasuje do monety upamiętniającej. W samych obradach pojawiały się też sugestie, by moneta była możliwie duża, bo "im większa, tym lepsza".

Złota moneta w ich narracji ma być nie tyle wyjątkiem od tradycji, ile znakiem szczególnego momentu historycznego. Administracja próbuje więc sprzedać ją jako element obchodów rocznicowych, a nie jako osobisty pomnik polityczny. Problem polega na tym, że właśnie ta granica jest dziś w USA przedmiotem sporu.

W debacie na temat złotej monety z Trumpem bardzo szybko pojawił się argument, że wizerunek urzędującego prezydenta nie byłby czymś całkowicie nowym. Calvin Coolidge, czyli jeden z prezydentów USA, pojawił się na pamiątkowej monecie z 1926 r., wydanej z okazji 150-lecia USA. Urzędował on w latach 1923-1929, więc została ona wybita jeszcze za jego kadencji.

Krytycy obecnego projektu odpowiadają jednak, że tamten przypadek wyglądał zupełnie inaczej, bo Coolidge nie był na monecie sam, a jego wizerunek był połączony z George'em Washingtonem. Ponadto skala całego przedsięwzięcia nie miała dzisiejszego wymiaru politycznego.