
Donald Trump stawia sojusznikom ultimatum: albo Europa pomoże USA udrożnić Cieśninę Ormuz, albo przyszłość NATO legnie w gruzach. Amerykański prezydent otwarcie uderza w fundamenty najważniejszego sojuszu obronnego świata.
Donald Trump znowu gra va banque. W najnowszym wywiadzie dla "Financial Times" prezydent USA nie bawił się w dyplomację. Przekaz jest krótki: jeśli państwa NATO nie zaangażują się militarnie w odblokowanie Cieśniny Ormuz, Sojusz czeka "bardzo zła" przyszłość. Trump uważa, że nadszedł czas, by Europa przestała być pasażerem na gapę i zaczęła płacić za swoje bezpieczeństwo energetyczne krwią i sprzętem.
Dlaczego Cieśnina Ormuz to "być albo nie być" świata?
Zanim przejdziemy do gróźb Trumpa, warto przypomnieć, o co toczy się gra. Cieśnina Ormuz to wąskie gardło globalnej gospodarki, łączące Zatokę Perską z Morzem Arabskim. To tędy przepływa około 20 procent światowych dostaw ropy naftowej i gazu. Gdy ten przesmyk zostaje zablokowany, światowa gospodarka dostaje zawału – ceny paliw szybują, a łańcuchy dostaw pękają.
Obecna blokada to efekt eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie. Po izraelsko-amerykańskich nalotach Teheran odpowiedział ostrzałem szlaków wodnych. Dla Iranu to jedyna karta przetargowa, którą szantażuje świat. Problem w tym, że USA są dziś energetycznie niemal samowystarczalne, podczas gdy Europa i Azja bez ropy z Zatoki po prostu staną w miejscu.
"Pomogliśmy z Ukrainą, teraz czas na rewanż"
Trump w rozmowie z "Financial Times" bez ogródek wypomniał sojusznikom pomoc dla Kijowa. – Nie musieliśmy pomagać im z Ukrainą, ona jest tysiące mil od nas. Ale to zrobiliśmy. Teraz zobaczymy, czy oni pomogą nam – stwierdził. Prezydent USA uważa, że NATO stało się "ulicą jednokierunkową", na której Ameryka zawsze wyciąga portfel, a Europa chowa się za jej plecami.
Szczególnie dostało się Wielkiej Brytanii. Trump irytował się, że gdy poprosił "najstarszego sojusznika" o wsparcie, usłyszał wymówki. Oświadczył, że gdy USA "zdziesiątkowały" irańską marynarkę, Londyn łaskawie zaproponował dwa okręty. – Potrzebowaliśmy ich przed zwycięstwem, a nie po nim – skwitował złośliwie Trump.
Czego konkretnie chce Biały Dom? Listy zakupów nie ma, ale są żądania dla Europy: okręty do usuwania min oraz komandosi, którzy wyeliminują "złych aktorów" na irańskim brzegu.
Chiny również na celowniku: Ropa za posłuszeństwo
Europa to niejedyny adresat gróźb. Trump uderzył też w Pekin. Amerykański prezydent oznajmił, że "Chiny aż 90 procent swojej ropy sprowadzają przez Ormuz" i właśnie dlatego powinny zaangażować się w sprawę odblokowania cieśniny. Najlepiej by było, gdyby Pekin opowiedział się po jednej ze stron jeszcze przed planowanym na koniec marca spotkaniem Trumpa z Xi Jinpingiem, ponieważ w przeciwnym wypadku wizytę tą będzie można opóźnić – jak zapowiada prezydent USA.
Tymczasem Iran prowadzi własną grę. Teheran kusi niektóre państwa, jak Indie czy właśnie Chiny, oferując im przepustki przez cieśninę w zamian za rozliczenia w juanach i zerwanie kontaktów z USA.
Zobacz także
Ryzykowna gra o przetrwanie
Sytuacja jest napięta, bo sojusznicy już liczą straty. Francuski żołnierz zginął niedawno w irańskim ataku dronowym, a włoski samolot został zniszczony w bazie w Kuwejcie. Europa nie chce angażować się w konflikt z Iranem. Trump jednak nie zamierza zdejmować nogi z gazu. Zapowiedział, że USA są gotowe w pięć minut zniszczyć wyspę Chark – kluczowy irański hub naftowy.
Trump jasno daje też do zrozumienia: bezpieczeństwo nie jest za darmo, a amerykański parasol nad Europą ma swoją cenę. I wygląda na to, że właśnie nadszedł termin płatności.
