
Nie wszyscy cieszą się z początku wiosny. Strażacy co roku o tej porze muszą toczyć nierówną walkę z pożarami spowodowanymi wypalaniem traw i nieużytków. Dlaczego mimo ostrzeżeń, tragedii i surowszych kar ludzie to dalej robią?
Nie chodzi tylko o to, że wypalanie trawy jest szybsze, łatwiejsze i tańsze od zwykłego koszenia. Jednym z motywów jest głęboko zakorzenione przekonanie, że ogień poprawia jakość ziemi pod uprawy i potem wszystko rośnie lepiej. To szkodliwy mit, który właśnie szkodzi ekosystemowi. Pomijając oczywiście stwarzanie ryzyka pożaru.
Wypalanie traw nie wpływa żyzność gleby
Wypalanie traw w żaden sposób nie użyźnia ziemi, a wręcz ją wyjaławia. Portal Bankier.pl tłumaczy, że niszczona jest wtedy cenna warstwa próchnicy, a uszkodzona gleba potrzebuje potem wielu lat na regenerację.
"Ogień niszczy nie tylko suchą roślinność, ale również ogromną część życia ukrytego w glebie i tuż nad jej powierzchnią. Giną mikroorganizmy, bezkręgowce, a także zwierzęta mniej ruchliwe lub zaskoczone przez ogień: płazy, gady, drobne ssaki, a czasem także ptaki związane z takimi siedliskami" – wyjaśnia cytowany w serwisie Bankier prof. Piotr Tryjanowski w serwisie Bankier.
Zobacz także
Biolog zauważa, że po spaleniu faktycznie zostaje popiół "zawierający część składników mineralnych, ale jest to efekt krótkotrwały i powierzchowny". W dłużej perspektywie gleba traci "część swojego życia biologicznego, a więc tego, co naprawdę odpowiada za jej żyzność i odporność".
Mit bierze się też z porównań do kontrolowanych pożarów w celu ochrony przyrody czy pożarów powstających w lasach Australii czy obu Ameryk, które są zjawiskiem naturalnym, a nawet potrzebnym do utrzymania równowagi ekosystemów. To jednak nie to samo, co podpalanie traw bez planowania, wiedzy i w przypadkowych miejscach.
Przerażające statystyki pożarów traw i nieużytków
Skala zjawiska w Polsce mimo ostrzeżeń i tragedii wciąż jest ogromna. Państwowa Straż Pożarna co roku z początkiem marca startuje z kampanią uświadamiającą "Stop pożarom traw", ale z opublikowanych danych wynika, że problem regularnie powraca.
Tylko w 2025 roku odnotowano w Polsce ponad 35 tysięcy pożarów traw i nieużytków. To skok w porównaniu z latami 2023 i 2024, kiedy ta liczba oscylowała bezpieczniej w okolicach 21 tysięcy, ale trudno tu mówić o jakimś trendzie wzrostowym. Dla porównania w 2019 roku strażacy gasili płonące łąki blisko 56 tysięcy razy.
Pożary nie są groźne tylko dla roślin i zwierząt, ale i ludzi. Zeszły rok przyniósł aż 86 rannych oraz 7 ofiar śmiertelnych. Najbardziej tragiczny pod tym względem rok 2023, w którym w wyniku podobnych zdarzeń zginęły w naszym kraju aż 22 osoby. Większa liczba pożarów nie ma większą liczbę ofiar.
Kary za wypalanie traw w 2026 roku wzrosły kilkukrotnie
Ustawa o ochronie przyrody wprowadziła zakaz wypalania traw i ten proceder od początku był surowo karany mandatami. Jednak, jak widać po statystykach, to nadal było za mało by zniechęcić ludzi. 2 stycznia weszła nowelizacja, która zaostrzyła kary:
Teraz już interwencja zawsze skończy się mandatem, grzywną lub karą ograniczenia wolności. Nie będzie już tylko pogadanki z policją, jak kiedyś. "Ustawa znosi karę nagany, uznaną za nieskuteczną wychowawczo i prewencyjnie, i wprowadza karę ograniczenia wolności jako jedną z możliwych sankcji" – czytamy na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.
Jeżeli wywołany pożar wymknie się całkowicie spod kontroli i zagrozi życiu wielu osób lub zniszczy mienie wielkich rozmiarów, do gry wkracza Kodeks karny. Sprawca musi liczyć się z więzieniem, a maksymalny wyrok może wynieść w takich przypadkach nawet 10 lat za kratkami.
Z kolei Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa przypomina jeszcze, że w ramach kary za wypalanie łąk może obciąć unijne dopłaty bezpośrednie nawet o 25 proc., a w skrajnych przypadkach całkowicie pozbawić rolnika tego rodzaju finansowania.
