Ceny w dół, a Czarnek marudzi. Oskarża Tuska o złupienie 2 miliardów złotych
Ceny w dół, a Czarnek marudzi. Oskarża Tuska o złupienie 2 miliardów złotych Fot. Sejm RP

Rząd zdecydował się na drastyczne kroki względem cen paliw. Rusza program "CPN" – "cena paliwa niżej". Proponowane przez rząd zmiany krytykuje Przemysław Czarnek. Twierdzi on, że wprowadzony program to przepisana wersja jego propozycji, a rząd zwlekał z jej wprowadzeniem.

REKLAMA

Polski rząd zamierza drastycznie obniżyć ceny paliw na stacjach benzynowych. Interwencja zakłada obniżenie podatku VAT do 8 proc. (z 23 proc.), obniżenie akcyzy i wprowadzanie maksymalnych cen paliwa. Silna interwencja rządu spotkała się ze sceptycyzmem ze strony namaszczonego przez PiS "premiera".

Przemysław Czarnek na swoim koncie na X wypowiedział się w taki sposób: – Tuskowi prawie 3 tygodnie zajęło przepisanie ustawy w sprawie obniżenia cen paliw, którą zaproponowałem już 9 marca. Kierowcy w Polsce stracili przez jego zwłokę około 2 mld zł. Kto teraz zwróci Polakom te pieniądze?

Swój wpis oznaczył promowanym przez Prawo i Sprawiedliwość hasztagiem #TuskŁupiPolaków. Ile jest prawdy w twierdzeniach byłego ministra edukacji?

"CPN" faktycznie jest podobny do "Tarczy paliwowej", ale są kluczowe różnice

Naczelne założenia projektu proponowanego przez PiS są zbliżone do pomysłu rządu. Na początku marca Czarnek faktycznie postulował obniżenie VAT do 8 proc., obniżenie akcyzy i wyłączenie sprzedaży paliw z podatku od sprzedaży detalicznej. Propozycja największej partii prawicowej w Polsce miała objąć tarczą paliwową benzyny silnikowe, olej napędowy, biokomponenty stanowiące paliwa oraz gazy wykorzystywane do napędu silników spalinowych.

Projekt PiS miałby funkcjonować od 15 marca do 30 czerwca 2026 roku. Politycy Prawa i Sprawiedliwości zakładali, że jego wprowadzenie spowodowałoby natychmiastowy spadek cen paliw.

Projekt zaprezentowany przez Donalda Tuska, choć jest dosyć podobny, w kluczowy sposób różni się od propozycji PiS. Rząd zamierza uderzyć w ceny dwutorowo. Z jednej strony obniżone zostaną opłaty, które obciążają kupujących, ale co ważniejsze, z drugiej strony zadziałać ma odgórne ustalenie maksymalnych cen paliw.

Stacje benzynowe bogacą się kosztem tankujących. Orlen miał tego dosyć

Doświadczenie pokazuje, że konwencjonalne obniżanie kosztów po stronie sprzedawców paliwa nie powoduje spadku cen. Niedawną decyzją Orlen obniżył hurtowe ceny za metr sześcienny, nie przełożyło się to jednak na dostateczną reakcję rynku. Sugerowane przez rząd rozwiązania mają zapobiec sytuacji, w której stacje benzynowe wykorzystują chaos panujący na rynku na swoją korzyść.

Wygląda na to, że rząd dał czas Orlenowi na próbę ustabilizowania rynku metodami, które mieszczą się w zakresie kompetencji tak gigantycznej spółki skarbu państwa. W obliczu braku skuteczności nie było jednak innego wyjścia niż interwencja ze strony rządu.

W ostatnim czasie Orlen na bieżąco współpracował z ministerstwami, by stworzyć skuteczne mechanizmy walki z rosnącymi cenami. Mowa tu przede wszystkim o Ministerstwie Energii, Ministerstwie Aktywów Państwowych i Ministerstwie Finansów. Kierownik tego ostatniego – Andrzej Domański, informował o potencjalnych obniżkach VAT na paliwo rano 26 marca.