
Przebywanie na lotnisku zawsze wiąże się z nerwowością. Część osób boi się latać, inne stresują się możliwością opóźnienia lotu, a jeszcze inne prowadzą nieustanną awanturę z członkami rodziny. W takich okolicznościach o pomyłkę jest bardzo łatwo. Jednak w niektórych przypadkach jeden błąd oznacza utrudnienia dla dziesiątek, a nawet tysięcy pasażerów.
Polskie lotniska lada moment wypełnią się do granic możliwości. Już na Wielkanoc będziemy bardzo chętnie latać do Włoch, Hiszpanii, Grecji czy na Maltę, a przecież to dopiero wstęp do tego, co będzie się działo podczas majówki, długiego weekendu z Bożym Ciałem czy wreszcie wakacji. Dlatego jeżeli w najbliższych dniach lecicie samolotem, nie popełnijcie tego samego błędu co pasażer z lotniska w Łodzi.
Najczęstszy błąd na polskich lotniskach. Chwila nieuwagi i konieczna jest ewakuacja
Prawdziwą plagą na polskich lotniskach są pasażerowie żartownisie, którzy dla "rozluźnienia atmosfery" w momencie nadawania bagażu lub kontroli bezpieczeństwa żartują sobie z posiadania bomby, granatu albo dynamitu w walizkach i plecakach. Takie sytuacje zawsze kończą się interwencją służb, a żartowniś musi liczyć się z zakazem wejścia na pokład.
Jednak na polskich lotniskach jest jeszcze jeden bardzo powszechny błąd. Mimo komunikatów nadawanych w każdym porcie problemem są bagaże pozostawiane bez opieki. O takiej sytuacji poinformował właśnie Nadwiślański Oddział Straży Granicznej. Tym razem plecak został porzucony na lotnisku w Łodzi.
Czarny plecak leżący na ławce w sektorze przylotów znaleźli strażnicy patrolujący port. Ich reakcja była natychmiastowa. "Na miejsce niezwłocznie skierowano pirotechników z Zespołu Interwencji Specjalnych PSG w Łodzi, którzy wyznaczyli wstępną strefę bezpieczeństwa. Równolegle, w wyniku przeprowadzonej analizy ryzyka, ustalono osobę mogącą być właścicielem bagażu, która – jak się okazało – opuściła wcześniej teren portu lotniczego" – przekazano w komunikacie.
Zobacz także
Porzucony bagaż problemem na lotnisku. Zagapienie się może słono kosztować
W takich sytuacjach służby muszą przypuszczać, że w bagażu znajdują się przedmioty niebezpieczne, w tym m.in. materiały wybuchowe. Stąd zgodnie z procedurami zapadła decyzja o ewakuacji części hali terminala w strefie przylotów. Lotnisko w Łodzi nie jest zbyt duże, stąd tym razem teren musiało opuścić jedynie ok. 30 osób. Na Lotnisku Chopina czy w Katowicach lub Krakowie liczba ewakuowanych liczona jest w setkach.
Ostatecznie po sprawdzeniu bagażu nie znaleziono w nim żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Dodatkowo w trakcie prowadzenia działań zgłosił się mężczyzna, który przyznał się, że plecak należy do niego. Po zakończeniu kontroli ukarano go mandatem. Straż Graniczna nie podała, w jakiej wysokości, ale co do zasady jest to nie więcej niż 500 zł.
Taka kara za nieraz ogromne utrudnienia na lotnisku i duże nerwy wydaje się wręcz śmieszna. Jednak nieuważny pasażer może zapłacić znacznie więcej, jeżeli z powodu ewakuacji wywołanej porzuconym bagażem dojdzie do zakłócenia lotów. Wówczas sprawa może być skierowana do sądu, a tam kary wzrastają do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Właśnie ze względu na ogromne zamieszanie, a także poważne konsekwencje, na lotnisku należy pilnować każdego bagażu i przedmiotu. Zanim ruszycie do bramki albo wyjścia, dwa razy obejrzyjcie się, czy nie zostawiliście czegoś na ławce. Znaczenie mają nie tylko bagaże, ale np. powerbanki, które również traktowane są jako potencjalne zagrożenie i oznaczają ewakuację oraz wkroczenie do akcji specjalistów.
