
Wydawać by się mogło, że po przepracowaniu czterech dekad czeka nas spokojna starość i godne życie. Rzeczywistość bywa jednak bolesna, zwłaszcza gdy przez całą karierę zarabialiśmy minimalną pensję. W takiej sytuacji wypłacane z ZUS świadczenie również jest niewiele wyższe od ustawowego minimum.
W marcu najniższa emerytura po waloryzacji wzrosła do niespełna 1979,49 zł brutto, co daje ok. 1800 zł "na rękę". Minimalne wynagrodzenie też rośnie co roku i wynosi obecnie 4806 zł brutto. Przekłada się to na wypłatę ok. 3605 zł netto. Zakończenie życia zawodowego w takim wypadku potrafi mocno obniżyć standardy życia.
Wysokość emerytury po 40 latach pracy za minimalną pensję
Serwis Biznes Interia przeanalizował historię kobiety, która przepracowała 40 lat na etacie (od tego roku do stażu pracy wliczają się też m.in. umowy zlecenia i JDG), zarabiając ustawowe minimum i przeszła na emeryturę, gdy skończyła 60 lat. Wynik tych wyliczeń mocno rozczarowuje.
"Jeżeli przez większość kariery zawodowej wynagrodzenie było zbliżone do minimalnego, emerytura po 40 latach pracy może być tylko nieznacznie wyższa od minimum i mieścić się w przedziale około 2 000-2 400 zł brutto. Długi staż w takim przypadku gwarantuje prawo do minimalnego świadczenia, ale nie przekłada się automatycznie na wyraźnie wyższą kwotę" – tłumaczy portal.
Oznacza to kwotę netto na poziomie mniej więcej 1820-2184 zł. Niewiele więcej niż ustawowe minimum i o wiele za mało na życie, bez liczenia każdego grosza. Zwłaszcza w pojedynkę, gdy emerytka musi sama opłacić cały czynsz i rachunki.
Zobacz także
Od czego zależy wymiar świadczenia z ZUS?
Skąd biorą się te niskie kwoty? Urzędnicy dzielą sumę zebranych składek przez przewidywaną dalszą długość życia (statystyczną po przejściu na emeryturę). Im więcej kapitału wpłacisz do systemu, tym wyższe świadczenie wpłynie na twoje konto.
Jednak ostatnio GUS zwiększył ten drugi wskaźnik: dla osób w wieku 60 lat wynosi ona średnio 268,9 miesiąca (o 2,5 miesiąca więcej niż rok wcześniej), czyli 22,4 roku. Zatem im dłużej żyjemy, tym mamy niższe świadczenie wypłacane co miesiąc, bo zebrany kapitał emerytalny jest dzielony właśnie przez liczbę miesięcy.
Jednym ratunkiem jest więc odkładanie lub inwestowanie pieniędzy na starość (o ile mamy z czego), dorabianie lub... znalezienie lepszej pracy, która da nam wyższą pensję i co za tym idzie: wyższe składki emerytalne.
Według danych Biznes Interii, zarabiając w okolicach średniej krajowej, czyli 9080,86 zł brutto (ok. 6560 zł netto), otrzymasz potem świadczenie rzędu 3000-3800 zł brutto (ok. 2670-3302 zł netto). Przy dochodach powyżej średniej na starość odbierzesz ponad 4000 zł brutto (ponad 3460 zł netto). To pokazuje ogromny dystans między zarobkami na etacie a perspektywą wypłat z ZUS.
Prognozy dla obecnych 40- i 50-latków są zatrważające
Dla młodszych roczników przewidywania z kalkulatora ZUS są jeszcze gorsze. Dzisiejsi 40- i 50-latkowie mocno odczują skutki braków pracy na etacie. Umowy cywilnoprawne (np. zlecenie) czy okresy bezrobocia obniżają wypłaty.
Stopa zastąpienia, czyli relacja emerytury do pensji w momencie przejścia na emeryturę, ma spaść do około 27 proc. w 2050 roku. Dla porównania w 2022 roku było to 58 proc. Zatem zamiast ponad połowy swojej dotychczasowej pensji, na starość otrzymasz zaledwie jej niewiele ponad jedną czwartą.
"W przypadku części dzisiejszych 40- i 50-latków kalkulator potrafi pokazać świadczenie na poziomie zaledwie 800-1200 zł" – pisaliśmy w naTemat. To nie jest błąd systemu, a niestety czysta matematyka. Mechanizm emerytalny po prostu nie wybacza pustych lub niskich okresów składkowych, nawet jeśli wtedy normalnie pracowaliśmy.
