
Przemysław Czarnek zwołał swoją konferencję prasową... na tle zakazu fotografowania. Obowiązujące ograniczenia są związane z kwestią bezpieczeństwa narodowego i ustawą o obronie Ojczyzny. Aktualny kandydat PiS na premiera zasiadał w rządzie, który ten zakaz wprowadził.
Przemysław Czarnek zdecydował się na zorganizowanie konferencji prasowej na tle Fabryki Broni Łucznik w Radomiu. Obiekt ten należy do spółki Skarbu Państwa – Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Fabryka wytwarza nowoczesną broń palną. Mowa tu o karabinkach MSBS Grot, Beryl i pistoletach VIS 100. Zakład to kluczowy zaopatrzeniowiec polskich służb.
Fabryka Broni Łucznik, ze względu na swoją ważną rolę w polskiej obronności, została objęta m.in. zakazem fotografowania i filmowania. Wynika to z przepisów zawartych m.in. w ustawie o obronie Ojczyzny. Zakaz ma na celu uchronienie tego typu obiektów przed potencjalnym szpiegostwem, które mogłoby bezpośrednio zagrozić ich bezpieczeństwu. Najwyraźniej nagrywanie obiektu w wysokiej rozdzielczości nie stanowi jednak problemu, o ile na pierwszym planie znajduje się ważny przedstawiciel PiS.
Konferencja Czarnka na zakazie. Co mówi o tym prawo?
Zakaz, który widnieje w tle konferencji Przemysława Czarnka, nie jest jedynie delikatną sugestią operującej na tym terenie firmy. To nie jest zwykły prywatny znak ostrzegający przed łamaniem regulaminu obiektu. Funkcję tego zakazu określa ustawa o obronie Ojczyzny.
Wzór widniejącego za plecami Czarnka znaku zawarty jest w Rozporządzeniu Ministra Obrony Narodowej w sprawie trybu oraz terminów wydawania zezwoleń na fotografowanie, filmowanie lub utrwalanie w inny sposób obrazu lub wizerunku obiektów, osób lub ruchomości, o których mowa w art. 616a ust. 1 ustawy z dnia 11 marca 2022 r. o obronie Ojczyzny, wzoru znaku zakazu fotografowania oraz sposobu jego uwidocznienia, utrwalenia i rozmieszczenia.
Mowa tu o następujących identyfikatorach: czerwonej obwódce, tytule: ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA, trzech okręgach z przekreślonymi aparatem fotograficznym, kamerą, smartfonem i podpisami w czterech językach: po angielsku, po niemiecku, po rosyjsku i po arabsku.
Wspomniana ustawa została wprowadzona przez rząd Mateusza Morawieckiego, w którym również zasiadał Przemysław Czarnek jako szef MEN. W przepisach dotyczących filmowania obiektów objętych zakazem jest fragment na temat zwolnienia z zakazu w przypadku "przeprowadzania konferencji lub nagrywania wywiadów na terenie obiektu", a także uzyskania zgody na prowadzenie nagrań za zgodą zarządcy obiektu.
Zobacz także
Nie zmienia to jednak faktu, że nawet jeśli nagrywanie odbywa się za zgodą administratora obiektu, narusza to samą ideę wprowadzonego zakazu. Przecież w ten sposób wrogi wywiad może zdobyć informacje na temat obiektu w 4K, na żywo, w publicznym streamingu, i ze swojego fotela. Agenci nie muszą ruszać się z domu i ryzykować interwencją policji i ochrony obiektu. Najwyraźniej ładny kadr jest ważniejszy od kwestii bezpieczeństwa narodowego. Albo jest to jawna sugestia, że wprowadzone przez PiS zmiany jednak nie są potrzebne i zagrożenia ze strony potencjalnych wrogich fotografów wcale nie ma.
Przemysław Czarnek powinien uważać. Może się skończyć jak z Rachoniem
Ostatnio podobne kontrowersje wzbudziła sytuacja związana z gwiazdą TV Republika. Ekipa Michała Rachonia miała być osaczona przez policję właśnie w związku ze złamaniem tego samego zakazu.
"PILNE! SKANDAL! SKW I POLICJA OSACZYŁY MICHAŁA RACHONIA! CHCĄ PRZEJĄĆ NAGRANIA!" – tak sytuację opisała prawicowa stacja na Facebooku.
Jak się później okazało, obrona Rachonia wcale nie była konieczna, gdyż policja nikogo nie zatrzymała, a działając w ramach ustawy o obronie Ojczyzny zdecydowała się jedynie na wylegitymowanie jednego z członków ekipy nagraniowej. Pracownik TV Republika sam przyznał, że widział znak zakazu nagrywania i zdecydował się go zignorować, gdyż "nie ma tam podstawy prawnej".
