
Włodzimierz Cimoszewicz kilka lat temu potrącił 70-letnią rowerzystkę na pasach. W piątek 24 kwietnia białostocki Sąd Okręgowy podtrzymał jednak wyrok na korzyść byłego premiera.
Prokuratura domagała się dla Włodzimierza Cimoszewicza pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata, trzyletniego zakazu prowadzenia pojazdów oraz 10 tys. zł nawiązki i 10 tys. zł zadośćuczynienia.
W piątek 24 kwietnia w Sądzie Okręgowym w Białymstoku zapadł wyrok. Zdecydowano o uchyleniu uniewinnienia i sprawę umorzono. Orzeczenie jest prawomocne.
Jest decyzja sądu ws. Cimoszewicza
Przypomnijmy, że chodzi o zdarzenie z 4 maja 2019 roku na oznakowanym przejściu dla pieszych w Hajnówce. 70-letnia wówczas rowerzystka została uderzona przez kierowcę przejeżdżającego samochodu. Media szybko podały, że za kierownica volkswagena siedział Włodzimierz Cimoszewicz.
Z akt sprawy wynikało, że poszkodowana doznała złamania kości podudzia, odniosła też inne lżejsze obrażenia, w tym otarcia twarzy i dłoni.
Na początku lutego 2023 roku, blisko cztery lata po wypadku, białostocka prokuratura postawiła Cimoszewiczowi formalne zarzuty spowodowania wypadku oraz ucieczki z miejsca zdarzenia. Polityk, który był wtedy europosłem, nie przyznał się do winy.
Cimoszewicz nie przyznawał się do winy
Ponad rok później, 8 marca 2024 roku, rozpoczął się proces przed sądem w Hajnówce, do którego trafił akt oskarżenia. Co mówił wówczas na sali rozpraw były premier? – Nie spowodowałem tego wypadku i twierdzę, że nie można mojego zachowania po wypadku traktować jako zbiegnięcia z miejsca zdarzenia, bo ja po wypadku udzielałem pomocy poszkodowanej – przekazał Cimoszewicz cytowany przez gazetaprawna.pl.
Miał też oświadczyć, że jechał nie szybciej niż 40 km/h, nie rozmawiał przez telefon i nie słuchał radia, i podjął hamowanie na czas, ale nie był w stanie uniknąć uderzenia w rowerzystkę, która nagle wjechała na przejście dla pieszych. – Czuję się niewinny, jestem przekonany, że to nie ja spowodowałem ten wypadek. Jest mi bardzo przykro, że do niego doszło, ale ten wypadek został tak naprawdę spowodowany przez poszkodowaną – mówił polityk, cytowany przez portal TVN24.
Prokuratura oskarżyła byłego premiera o nieumyślne złamanie przepisów ruchu drogowego. Według oskarżenia nieuważnie obserwował drogę, nie zachował szczególnej ostrożności i zbyt późno zaczął hamować.
Zobacz także
Sąd w pierwszej instancji uniewinnił Cimoszewicza
Mimo tego w pierwszej instancji sąd nieprawomocnie uniewinnił Włodzimierza Cimoszewicza od zarzucanego mu czynu. Uznano, że brak było dowodów potwierdzających winę oskarżonego co do spowodowania wypadku, a wątpliwości nie udało się rozwiać. Zdaniem sądu zachowanie, które zostało uznane przez prokuraturę za ucieczkę z miejsca wypadku, było wykroczeniem.
Apelację od tego wyroku złożyła prokuratura. Domagano się uchylenia uniewinniającego wyroku sądu pierwszej instancji. W mowie końcowej prokurator Andrzej Stelmaszuk przywoływał dodatkową opinię biegłych i wskazywał: – Oskarżony miał niemal stuprocentową szansę na uniknięcie potrącenia pokrzywdzonej, gdyby zachował się zgodnie z zasadami bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
Obrona chciała, aby wyrok uniewinniający został utrzymany. Ostatecznie sprawę umorzono.
