przepełniony pojemnik na tekstylia w Olsztynie
Specjalne pojemniki miały zakończyć problem z tekstyliami. Na moim osiedlu coś poszło nie tak Fot. Mateusz Przyborowski / naTemat.pl

Po wejściu w życie nowych przepisów i po tym, jak przepełnione kontenery PCK na odzież używaną zaczęły znikać z polskich miast, niektóre gminy wzięły sprawy w swoje ręce, by ułatwić nam wyrzucanie tekstyliów. W Olsztynie na przykład pojawiło się około 100 specjalnych pojemników. Tyle że one też szybko się przepełniają. Świetny w założeniu pomysł stworzył kolejny problem.

REKLAMA

Wraz z nadejściem 2025 roku przepisy dotyczące segregacji tekstyliów stały się bezlitosne. Za wyrzucenie zniszczonych butów, starego swetra czy dziurawych skarpet do "zmieszanych" (czarny kontener na odpady zmieszane) grożą drakońskie kary – nawet do 5000 zł. Idea jest słuszna, bo chodzi o zwiększenie poziomu recyklingu i danie tekstyliom drugiego życia.

Ale w praktyce stworzono absurd. Jedynym legalnym miejscem, gdzie możemy oddać np. zniszczoną koszulkę, jest teraz Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. A chyba każdy, kto choć raz próbował oddać do PSZOK starą sofę albo worek ubrań, wie, że to wyprawa przypominająca zdobywanie ośmiotysięcznika. Podróż na obrzeża miasta, biurokracja, godziny otwarcia pasujące tylko bezrobotnym (niektórzy ironizują, że trzeba brać urlop, by pozbyć się śmieci) i wścibskie spojrzenia pracowników.

Kontenery na tekstylia to strzał w dziesiątkę. Tylko trzeba je odbierać z osiedli

Samorządy, przyciśnięte do muru unijnymi dyrektywami, musiały w końcu zareagować. Niektóre miasta zaczęły eksperymentować z fioletowymi workami, które mają ułatwić życie mieszkańcom blokowisk. Inne postawiły na sieć własnych kontenerów. Tak jest m.in. w Olsztynie, stolicy Warmii i Mazur. W sumie w całym mieście miało się pojawić około 100 takich kontenerów.

– Pojemniki gminne są przeznaczone na odpady tekstylne, czyli te produkty, które nie mogą już nikomu posłużyć. Nasze kontenery mają za zadanie wspierać podstawową formę zbiórki odpadów tekstylnych, jaką jest PSZOK, zarówno ten stacjonarny, jak i mobilny – wyjaśniał w Radiu Olsztyn w marcu Patryk Pulikowski, rzecznik olsztyńskiego ratusza.

Jak to wygląda w praktyce? Zapraszam na krótki spacer po jednym z olsztyńskich osiedli.

Miało być czysto, ekologicznie, bez wyrzucania ubrań do kontenerów na odpady zmieszane. I bez wstydu. Ale na moim osiedlu coś ewidentnie poszło nie tak. Zdjęcia, które widzicie, nie zostały wykonane w weekend, kiedy firmy wywozowe mają wolne. Zrobiłem je w środę (6 maja) około południa.

logo
Przepełniony kontener na zużyte tekstylia w Olsztynie Fot. Mateusz Przyborowski / naTemat.pl

Widać ciemny, masywny kontener z dumnym napisem "odpady tekstylne" i logotypem lokalnej firmy komunalnej KOMA. Nowoczesny? Być może. Ale to, co dzieje się wokół niego, to dramat w trzech aktach. Przed pojemnikiem piętrzy się sterta ubrań, która nie zmieściła się do środka. Kontener jest pełny "pod korek", co widać na zbliżeniach – klapa jest zablokowana. Moja pierwsza myśl: "Miało być super, a powrócił koszmar z kontenerami PCK, które latem 2025 roku też były przepełnione, a ubrania walały się po trawie i chodnikach".

Firma w harmonogramie nie ma wywozu tekstyliów. A pojemniki stoją na osiedlach

Zajrzałem w harmonogram wywozu śmieci na stronie firmy KOMA, która ustawiła na mom osiedlu ciemno-szary kontener. I wiecie co? Nie znalazłem tam dni, w których odbierane są tekstylia. Harmonogram dotyczy tylko odpadów zmieszanych, bio, metali i tworzyw sztucznych, papieru, szkła, gabarytów oraz choinek (styczeń i luty 2026).

Czyli co? Pracownicy firmy zabierają tekstylia... według własnego widzimisię? Czy czekają do momentu aż nie będą mogli przedrzeć się przez stertę starych i zniszczonych ubrań, by opróżnić pozostałe pojemniki i dopiero wtedy wzywają posiłki na miejsce (bo przecież absurdem byłoby, gdyby ubrania trafiły do śmieciarki np. z odpadami zmieszanymi, skoro mamy nowe przepisy)?

logo
Pojemniki na tekstylia miały być wybawieniem. Ten na osiedlu w Olsztynie jest przepełniony Fot. Mateusz Przyborowski / naTemat.pl

To jest właśnie ten moment, w którym system mówi "pas". Mieszkaniec, który chce być w zgodzie z prawem, znosi worki do kontenera przed blokiem. Widzi, że jest pełny. Co robi? Czy zanosi worki z powrotem do domu albo pakuje do samochodu i jedzie do PSZOK? Oczywiście, że nie. Zostawia je na ziemi, licząc na to, że "ktoś to w końcu zabierze". A potem przychodzi na przykład deszcz... Efekt? Wysypisko śmieci pod oknami.

Ktoś nas oszukał. Albo sami się oszukujemy

Kiedy patrzę otoczenie śmietników na moim osiedlu, czuję, że ktoś tu nas wszystkich oszukał. Albo sami się oszukujemy. Z jednej strony samorządy chwalą się, że ułatwiają życie mieszkańcom. Ale czy postawienie metalowego kontenera, który jest opróżniany raz na dwa tygodnie albo jeszcze rzadziej, to faktyczne rozwiązanie problemu? To tylko przesuwanie bałaganu z jednego miejsca w drugie. W Olsztynie i zapewne w wielu innych miastach utknęliśmy w erze "wielkiej metalowej puchy".

Z drugiej strony problem polega też na tym, że jako społeczeństwo produkujemy tekstylia w ilościach hurtowych. Fast fashion nas zjada. Kupujemy dużo i tanio, wyrzucamy szybko (na moim osiedlu, gdie mieszka kilkaset osób, kontener na tekstylia jest jeden). A system po prostu nie nadąża za naszym konsumpcjonizmem.

logo
Przepełnione pojemniki na tekstylia. Miało być ułatwienie dla Polaków, jest nowy problem Fot. Mateusz Przyborowski / naTemat.pl

Pojawia się inny problem – przy przetwarzaniu zużytych tekstyliów. Jak przyznał w Radiu Olsztyn rzecznik miejskiego Zakładu Gospodarki Odpadami Komunalnymi, system selektywnej zbiórki wciąż nie jest w pełni przygotowany na zagospodarowanie takiej ilości odpadów. – Problem jest złożony, ponieważ ten przepis wszedł w styczniu 2025 roku bez jakiegoś większego przygotowania instalacji, które miałyby przetwarzać odpady tekstylne. To problem ogólnoeuropejski. Nie ma instalacji, które by przetwarzały odpady tekstylne – przyznał.

W praktyce oznacza to, że w Olsztynie zużyte ubrania w większości trafiają do produkcji paliwa alternatywnego. A to oznacza, że – przynajmniej na razie – nawet wyselekcjonowane tekstylia i tak trafiają do spalarni razem z częścią innych odpadów. I nie jest to problem tylko stolicy Warmii i Mazur.

Kiedy PCK wycofywało swoje kontenery, otrzegano, że gminy nie są przygotowane na przejęcie takiej masy odpadów. Zdjęcia z Olsztyna są tego koronnym dowodem. Obecny model "wrzuć i zapomnij" (a w praktyce "połóż obok i uciekaj") nie działa. Mieliśmy wyjść z cienia śmieciowego wstydu, a fundujemy sobie osiedlowe wysypiska pod szyldem ekologicznego stylu życia. Może to też pora, by urzędnicy wyszli zza biurek i zobaczyli, jak ich "rozwiązania" wyglądają w praktyce. Bo na razie wygląda to po prostu źle.