
Strażacy kolejny dzień walczą z gigantycznym pożarem na Lubelszczyźnie. Szef MSWiA poinformował, że cały obszar na Roztoczu objęty żywiołem jest pod kontrolą. Pojawiają się jednak głosy krytyki, że Polsce nie pomagają kraje, które wcześniej otrzymały nasze wsparcie, a rząd nie poprosił o uruchomienie unijnego systemu RescEU. – Zdecydowanie nie powinniśmy prosić o tę pomoc – komentuje w naTemat.pl gen. Ryszard Grosset, były zastępca komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej.
W południowej części Lubelszczyzny, w sercu Puszczy Solskiej, od kilku dni szaleje jeden z największych pożarów lasów w historii regionu. Ponad pół tysiąca hektarów zwęglonej ziemi i setki strażaków walczących z ogniem – Roztocze mierzy się z katastrofą, której skutki będziemy odczuwać przez dekady. Dym unoszący się nad powiatem biłgorajskim widać z odległości wielu kilometrów, a ekstremalna susza i wiatr zamieniły wyschniętą ściółkę w gigantyczne palenisko.
Olbrzymi pożar na Roztoczu. W akcji bierze udział policyjny Black Hawk
Akcja strażaków na miejscu trwa kolejny dzień. – Cały obszar pożaru na Roztoczu jest aktualnie pod kontrolą, choć w środku niego wciąż są miejsca, które wymagają stałej interwencji strażaków – przekazał Marcin Kierwiński, minister spraw wewnętrznych i administracji.
Jak dodał w trakcie czwartkowej konferencji prasowej w Józefowie, "po tej ciężkiej nocy możemy czuć się umiarkowanymi optymistami". – Wczorajsze ustawienie linii obrony przez strażaków i służby Lasów Państwowych okazało się skuteczne. Wydaje się, że dziś to zagrożenie jest na minimalnym poziomie, choć cały czas podkreślam, że sytuacja może być dynamiczna – dodał szef MSWiA.
Jak informowaliśmy w naTemat.pl, poza kolejnymi zastępami strażaków na miejscu pojawił się też policyjny śmigłowiec S-70i Black Hawk. Działania w powietrzu są niezwykle istotne z perspektywy całkowitego opanowania pożaru.
Zobacz także
Dlaczego Polsce nikt nie pomaga gasić pożaru na Roztoczu? Gen. Ryszard Grosset tłumaczy
Strażacy, którzy walczą z ogniem na Roztoczu, podkreślają, że nie pamiętają takiej akcji gaśniczej. Skala pożaru jest ogromna i już mówi się, że może być rekordowa. Tymczasem pojawiają się głosy krytyki, że Polska do tej pory nie poprosiła o UE pomoc. I że nie pomagają nam inne kraje, mimo że Polska w ostatnich latach wielokrotnie wysyłała strażaków do pomocy w gaszeniu pożarów w Grecji, Turcji czy Chorwacji.
O komentarz poprosiliśmy gen. Ryszarda Grosseta, byłego zastępcę komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej, który był koordynatorem akcji podczas powodzi w 1997 roku. – Zdecydowanie nie powinniśmy prosić o tę pomoc. Jesteśmy jednym z krajów naprawdę wiodących w Unii Europejskiej i nie tylko, jeśli chodzi o pożary lasów. I pod względem sprzętu, i przygotowania kadry, i pod względem rezerw oraz odwodów operacyjnych, ponieważ mamy liczne oddziały – mówi naTemat.pl gen. Ryszard Grosset.
I dodaje: – Mówiąc szczerze, taka pomoc na nic by nam się nie zdała, ponieważ ludzi i sprzętu mamy w Polsce pod dostatkiem. Ja też wolałbym kierować zgraną ekipą, która wspólnie trenowała, stosuje te same zasady taktyki, i która się wzajemnie rozumie bez barier językowych, niż tzw. gromadą strażaków z różnych krajów. To ma sens tylko wtedy, kiedy krajowe zasoby ludzkie i sprzętowe są niewystarczające.
Gen. Grosset: Nie było potrzeby proszenia Unii Europejskiej i innych krajów o pomoc
Oprócz braku pomocy z innych krajów pojawiły się także zarzuty, że szef MSWiA "śpi", a to rząd musi zawnioskować w Brukseli o uruchomienie RescEU, czyli unijnego systemu rezerw sprzętu i zasobów ratunkowych. – Absolutnie nie było takiej potrzeby. Pozostały nasze rezerwy, które nie zostały jeszcze uruchomione. Dziś (7 maja) na miejsce przyjechali aspiranci szkół i akademii pożarniczej, którzy pomagają w dogaszaniu pożaru, żeby odciążyć strażaków obecnych tam na miejscu. To żmudna praca, ale niewymagająca jakichś specjalnych kompetencji ani szerokiej wiedzy pożarniczej – ocenia gen. Grosset.
Jak zaznacza były zastępca komendanta głównego PSP, w akcji gaśniczej na Roztoczu została wykorzystana mniej więcej połowa naszych zasobów ratowniczych, dedykowanych pożarom lasów. – A druga połowa cały czas była w obwodzie. Z całą odpowiedzialnością to mówię: nie było potrzeby proszenia Unii Europejskiej i innych krajów o pomoc – podkreśla.
Przypomnijmy, pożar w powiecie biłgorajskim wybuchł we wtorek po południu (5 maja) w Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie. Znajdują się tam m.in. rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe i tereny ochrony gatunkowej roślin i zwierząt. W akcji bierze udział kilkuset strażaków, a także śmigłowce i samoloty gaśnicze. Podczas pierwszego dnia akcji doszło niestety do tragicznego wypadku. Rozbił się samolot gaśniczy Dromader. Zginął pilot maszyny.
