Akcja gaszenia pożaru na Roztoczu.
Pożar na Lubelszczyźnie przestaje się rozprzestrzeniać. Na miejscu pojawili się Marcin Kierwiński i Paulina Henning-Kloska. Fot. X / Marcin Kierwiński, @MKierwinski

Setki strażaków, dziesiątki pojazdów (w tym latających), zaangażowanie dwóch ministerstw i czołowych przedstawicieli PSP – tak wygląda sytuacja w związku z pożarem na Roztoczu po nocy między 5 a 6 maja. Dogaszanie pożaru może trwać wiele godzin lub dni, a niesprzyjające warunki atmosferyczne mogą utrudnić dalsze działania służb.

REKLAMA

– Jesteśmy po spotkaniu sztabu kryzysowego w powiecie biłgorajskim. Na tę chwilę sytuacja stabilizuje się. Pożar przestał się rozprzestrzeniać. Sytuacja jest nadal na bieżąco monitorowana. Kolejne decyzje Państwowej Straży Pożarnej rano – poinformował minister spraw wewnętrznych i administracji Polski, Marcin Kierwiński, na X.

Przedstawiciel rządu przekazał więcej informacji w trakcie konferencji prasowej rano 6 maja.

– Są nadal zarzewia ognia, które cały czas są w trudnych terenach bagnistych. Niedługo wejdzie do akcji pierwszy śmigłowiec i od tych pierwszych minut akcji będziemy uzależniali dalsze kroki. Sytuacja cały czas jest poważna i najbliższe godziny będą pokazywały tendencję, dokąd to będzie zmierzało. Liczymy, że wprowadzenie śmigłowców pozwoli ostatecznie powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia – zakomunikował.

Sytuacja jest pod kontrolą, ale wciąż wymaga intensywnych działań ze strony setek strażaków. Co więcej, pracę funkcjonariuszom może utrudnić niesprzyjająca aura. – Patrzymy też na prognozy pogody. Zapowiadana jest nieznaczna zmiana kierunku wiatru. Ona też może utrudniać akcję walki z pożarem – ostrzega Marcin Kierwiński.

Na miejsce docierają kolejne zastępy straży pożarnej

– Podmieniamy ratowników, którzy pracowali całą noc i wczorajszy dzień. Mamy obecnie na miejscu 48 zastępów. Na godz. 8 dojedzie kolejne 58. To są zastępy z województwa lubelskiego, ale również kompania gaśnicza z województwa małopolskiego – poinformował komendant główny Państwowej Straży Pożarnej, nadbrygadier Wojciech Kruczek.

Poza kolejnymi zastępami strażaków na miejscu pojawił się też policyjny śmigłowiec S-70i Black Hawk. Działania w powietrzu są niezwykle istotne z perspektywy całkowitego opanowania pożaru, który mógł objąć nawet 250 hektarów lasu.

– Najważniejsze, oczywiście, należy do strażaków, którzy dowodzą akcją. Służby leśne robią poranny ogląd z powietrza sytuacji. Prowadzą też analitykę, którą potem wymienimy się i dostarczymy na potrzeby straży pożarnej i panów generałów, którzy dowodzą akcją – zakomunikowała minister klimatu i środowiska, Paulina Henning-Kloska. – Oczywiście nasz sprzęt jest już w gotowości, część w drodze, by wspierać akcję z powietrza – zapewniła.

Dalsza część artykułu poniżej.

Tragedia podczas akcji ratowniczej

Podczas akcji gaszenia pożaru lasu w Nadleśnictwie Józefów doszło do katastrofy lotniczej. Rozbił się Dromader, który brał udział w akcji ratowniczej. Pilot nie przeżył.

Samolot czarterowany był przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Warszawie. Około godziny 20:40 zniknął z radarów. – Pilot, który zginął, był doświadczony i miał duże kwalifikacje – poinformował szef MSWiA, Marcin Kierwiński.

Do śmierci pilota odniósł się też oficjalny profil Polskiej Policji na X: "Z wielkim żalem przyjęliśmy wiadomość o katastrofie lotniczej na Lubelszczyźnie, w której życie stracił pilot samolotu Dromader wykonujący lot w trakcie akcji gaśniczej" – zakomunikowano.

Pierwotnie zgłoszenia przekazane służbom wskazywały na katastrofę śmigłowca. Po przybyciu na miejsce katastrofy potwierdzono, że w rzeczywistości doszło do rozbicia samolotu PZL M18 Dromader.